-
-
- Odp: Piss
- Autor: tomek_chłopczyk
- 22-05-12 03:05
_______________________
-
-
-
- Odp: CFNM- Podstawowa zasada Dominacji Pani nad ni
- Autor: Dr.Manuela
- 21-05-12 23:53
_______________________
-
-
-
- Odp: Deska klozetowa na szyi
- Autor: Dr.Manuela
- 21-05-12 23:51
_______________________
-
-
-
- Odp: Piss
- Autor: Dr.Manuela
- 22-05-12 03:05
_______________________
-
-
-
- Odp: Całkowita feminizacja
- Autor: Dr.Manuela
- 21-05-12 23:43
_______________________
-
Skazany na samotność
, czasownikKatowice. Samo Południe. W centrum aglomeracji możemy już zaobserwować pierwsze powiewy wiosny. Niestety daleko mi do takiego stanu, by poczuć wiosnę w swym sercu... A powinienem się radować... Przecież tego dnia, późnym wieczorem, w pobliskim Bytomiu, miałem umówioną sesję z moją Panią.
Przemierzając handlowe arterie miasta, zacząłem oddawać się zadumie, rozmyślając o Lady Lukrecji. Jaka Ona jest? Zimna, bezwzględna, niedostępna, tajemnicza... Wszystko to jednak maska, przykrywka, gra pozorów. Lady Lukrecja jest Osobą, która stara się wytworzyć wokół siebie niewidoczny mur, który dla osób postronnych okazać ma się barierą nie do przejścia.
I wiem, że tego muru nigdy nie przekroczę...
Mijam budki z kebabem, z zapiekankami, restaurację Mc Donalda. Nie dla mnie dzisiaj te rarytasy. Dzisiejszego dnia towarzyszyć ma mi głodówka. Nie z powodu jakiegoś rozkazu, nie z powodu reżimu, który miałbym narzucić sam sobie... Powody są błahe: nerwy, stres, emocje... W takim dniu trudno mi cokolwiek przełknąć.
Instynktownie czuję jednak, że prawdopodobnie już niedługo odbiję sobie ten chwilowy niedobór składników odżywczych i pogrążając się w swoim smutku, rozpocznę bezmyślną konsumpcję obfitych w węglowodany produktów. Zawsze, gdy ogarnia mnie skrajny smutek, wtedy dużo jem. Do dziś pamiętam każdy nawet najdrobniejszy szczegół tej chwili sprzed kilku lat, gdy siedząc samotnie w lichej knajpie na przedmieściach Warszawy i oglądając mecz piłki nożnej Polska-Azejberdżan, uświadomiłem sobie, że właśnie runęło całe moje życie. Zamówiłem sobie wtedy mega-hamburgera ze wszystkimi możliwymi dodatkami, potem drugiego, trzeciego... Wtedy w ciągu miesiąca przytyłem chyba z 15 kilo.
Mijając wystawę jakiegoś butiku, zajrzałem przez szybę, w lustro znajdujące się wewnątrz lokalu. Ujrzawszy swe własne odbicie, poczułem nagły wstręt do swej własnej osoby, drzemiącą od dzieciństwa nienawiść do samego siebie... Kiedyś dwukrotnie uczestniczyłem w kolizjach drogowych powstałych z mojej winy. W obu przypadkach wyszedłem bez szwanku, bez najmniejszego zadraśnięcia.
Bóg chciał, żebym żył...
Ja wciąż nie potrafię znaleźć odpowiedzi na pytanie: W jakim celu?
Wiem dobrze, że me dążenia do autodestrukcji, me pragnienia, by poczuć Bliskość Śmierci, w rzeczywistości nie mają siły przebicia. To zbyt piękne, zbyt proste. Wiem, że jest mi pisana Śmierć długa i bolesna, w samotności...
Taka, na jaką sam sobie zasłużyłem...
Bytom, godzina 22.00. Studio Sado-Royal. Wchodzę do Pokoju Tortur. W fotelu siedzi dumnie Lady Lukrecja...
Jedno spojrzenie w Oblicze Pani wystarcza, że wiem już, że nie nadaję się na niewolnika. Na pewno mam w sobie cechy osoby uległej, ale absolutnie nie nadaję się na niewolnika... Jestem indywidualistą. Jestem artystą, w dodatku niedoszłym, który z bólem w sercu, pewnego pięknego dnia, wyrzekł się wieloletnich owoców swojej pracy. Nigdy nie przedstawiłem Lady Lukrecji swojej twórczości. I wiem, że już nigdy Ona ich nie ujrzy... Pomimo usilnych starań, nie potrafiła zajrzeć w głąb mej duszy na tyle, bym przed Nią się otworzył, odblokował... Zresztą, i tak, w chwili gdy klęczę przed Jej Obliczem, moje prace straciły dla mnie sens. Podobnie jak całe moje dotychczasowe życie, jak mój wkład w rozwój portalu, jak te 1192 posty, które napisałem... W tej chwili nie potrafię wśród nich znaleźć nawet jednego, który przedstawiałby jakąkolwiek wartość.
Lady Lukrecja zna mnie tylko z sesji...
Z sesji, na których mechanicznie wykonuję każde Jej polecenie. Owszem, staram się... Chociaż często mi nie wychodzi. Pocę się, denerwuję, trzęsą mi się dłonie. Zachowuję się oficjalnie. Lubię, gdy podczas sesji, Pani zakłada mi maskę, nawet jeżeli jest to maska, która utrudnia mi oddychanie. Wtedy czuję się, że chociaż przez chwilę mogę ukryć przed Nią i przed całym światem swoje uczucia...
Wtedy, przynajmniej na chwilę, wszystko staje się dla mnie fikcją, ułudą, absurdem...
Ale co z tego, skoro każda zewnętrzna powłoka kiedyś musi zostać zdjęta i następuje wówczas powrót do brutalnej rzeczywistości... Z sesji na sesję coraz bardziej przestają mi się podobać praktyki BDSM, które eksperymentuje na mnie moja Pani. Udaję, że jest wszystko w porządku. Nie narzekam. Nigdy nie odpowiadam Pani na pytania zadawane po sesji, takie jak np.: "Czego było za mało, czego za dużo?" Wiem jedno. Kiedyś, gdy Lady Lukrecję znałem jedynie z forum, zastanowił mnie wówczas fragment jednego z postów, które Pani napisała. Na sugestię jednego z forumowiczów, iż najlepszym sposobem na poznanie technik dominacji w wykonaniu Lady Lukrecji jest przekonanie się o ich skuteczności na własnej skórze, Lady Lukrecja odpowiedziała zagadkowo, zaczynając od słów:
A mi się tak nie wydaje...
Teraz wiem już, że musiałem empirycznie odczuć BDSM w wykonaniu Lady Lukrecji, by móc świadomie przyznać, że Pani miała rację...
Najgorsze cierpienia to jednak nie te, które Pani zadaje mi na sesji, ale te, które zadaję sobie sam...
Myślę że człowiek żyje wiele razy, że pojedynczy strumień życia wciela się w doczesność wielokrotnie. A to w jakich okolicznościach zależy od poprzedniego wcielenia.
. Widać wyraźnie że emocje i myśli tak naprawdę nie są istotne ponieważ przychodzą i odchodzą. Myślę że praktykowanie medytacji (np. zen, pewnie może być też inna) pozwala m.in. unikać "huśtawki" nastrojów. Dalej cieszę się i smucę ale już nie "całym sobą", nie pozwalam emocjom i myślom rządzić mną. Pozdrówka


darząca cię dużą sympatią twoja realna koleżanka redakcyjna.
W żadnym wypadku nie obwiniam Pani o nic. Tak jak Pani napisała, sam zdecydowałem się pójść tą drogą, dobrze wiedząc, że nie będzie to wcale droga łatwa. Chociaż prawdę mówiąc, trochę inaczej to wszystko sobie wyobrażałem...
Fakt był taki, że ja od początku nie byłem pewny co do tego, że odnajdę się w roli Pani niewolnika. Byłem jednak tak zafascynowany Pani Osobą (zresztą jestem do tej pory), że udział w sesjach BDSM jako Pani niewolnik, wydawał mi się jedynym sposobem na to, by poznać Panią chociaż trochę bliżej.
Na początku wszystko było piękne, tak jak to z entuzjazmem opisywałem w swoich postach na forum. Później jednak nagle przestałem sobie radzić ze swoimi emocjami, coś wygasło u mnie w środku, być może po prostu nastał dla mnie taki okres w mym życiu, że BDSM przestało mi służyć.
Nie wiem... Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że kiedyś jeszcze przybędę do Pani na sesję, w nastroju dużo lepszym niż ten, który opisałem w swoim opowiadaniu.
Pozdrawiam
Ale rozstaliśmy się. I przeżyłem to bardzo.
Kiedy spotyka się dwoje ludzi, każde z nich wnosi w tę więź swoją historię życia. I jedno nie wie co wniesie drugie. I to, bywa, czasem rodzi niespodzianki.
Takie spotkania to okazja do, tak naprawdę, spotkania się ze sobą. Z tym co skrywane głęboko. Tak widzę to spotkanie sprzed lat na warszawskim Rakowcu.
A kiedy człowiek odkryje przed sobą co ukrywał do tej pory przed sobą... Cóż, może czuć się wobec tego bezradny.
Ale to złudzenie ponieważ nie jest bezradny. I, po pewnym czasie dopiero, będzie bardzo szczęśliwy z tego odkrycia. Bo gdyby nie to spotkanie dalej nosiłby w sobie zagrzebane emocje. Pewnie, mogłoby zdarzyć się inne spotkanie. Ale też mogłoby się nie zdarzyć. I co, miałbym tak zawsze nosić w sobie coś nie przyznając się przed sobą że to noszę ?
Żeby to zrozumieć, docenić, trzeba czasu i wiedzy. Czas przychodzi sam, nie trzeba go szukać. Wiedza zaś, w moim przypadku przynajmniej, z książek...
Przeczytałem kiedyś, nie pamiętam niestety gdzie, rozmowę (a dokładnie: tłumaczenie rozmowy prowadzonej w języku niemieckim) dwóch Domin, psychologa, seksuologa i dziennikarza. Jedną z konkluzji rozmowy było to że Dominy wychodzą na spotkanie mężczyznom którzy ich potrzebują, że to jest bardzo ważne żeby mężczyzna mógł gdzieś się seksualnie zrealizować.
Podpisuję się pod tym obiema rękami.
Bardzo dobrze że Panie jesteście.
Będzie dobrze. Na pewno.
Pozdrawiam Wszystkich
Ale przypuszczam że dalszy ciąg mogłoby dopisać wielu gości Pań zajmujących się dominacją. Pewnie nie napiszą, z różnych powodów. Ale myślę że to co Czasownik opisał tak wyraziście było udziałem wielu z nas...
A może coś napiszecie chłopaki ?
. Zawsze będziecie wiedzieć że nie jesteście sami w Waszym (Naszym) doświadczaniu rzeczywistości. Chwała Szefowej za stworzenie tej możliwości
.
jest coś w nas- tak głeboko, ze doskwiera pomimo tego, ze niby wszystko jest OK. Rozumowo rzecz biorąc- powinniśmy być szczęśliwi. Lub choćby zadowoleni. Ale to coś nie pozwala. W najmniej oczekiwanym mozmencie wyrzuci nutkę żalu, goryczy, wpakuje niewesołe myśli. O co mu chodzi? To glos twojego wnętrza, twojej Istoty. Najpierw nieśmiało robi miny. Potem szepcze, mówi. Na końcu krzyczy: nieeeeeeeee! nie tędy droga
. Te doświadczenia, które miałeś- były dobre, aby wejść w doświadczenie w ogóle. Zobaczyć, czy NAPRAWDĘ tego chcesz, czy też tylko tak ci się wydaje... One były niezbędne, by sobie uświadomić.... no właśnie, co? Jeśli zatopisz się w niewesołych myślach i bolesnych odczuciach- nie odgadniesz tego. Moim zdaniem potrzebujesz AUTENTYCZNEGO przeżycia, którego nie da ci agencja... To było dobre na początek- i Panie robią naprawdę dobrą robotę, że są. Ale teraz twoja dusza krzyczy o więcej- o prawdziwe uczucie, w którym ból i cierpienie, poniżenie i łzy nie wykluczają szacunku i miłości. A prawdziwość zaczyna się od zrozumienia... a potem czucia...
Masz rację szczurze, że wewnetrzny dystans jest niezbędny przy TAKICH pragnieniach i TAKIEJ konstrukcji swojej erotyki. Ale to tak, jakbyś umierającemu z głodu próbował wytłumaczyć, że cukier szkodzi a od cukierków się tyje. Najpierw trzeba zaspokoić głód- choć troszkę...
Jestem zaskoczona, ze w tym wlasnie miejscu spotykam kogoś, kto rozumie/czuje rzecz dla innych niepojętą. Ostatnio pięknie sformułował to publicznie Malicki w programie Filharmonia Dowcipu:
Życie nie jest po to, by gonić za pieniędzmi. Nie jest nawet po to, by osiągnąć sukces... jest po to- żeby sobie pożyć (podoświadczać)- po prostu... Ono jest jedyne- i nigdy się nie kończy- jednocześnie. Jakaś część nas zostaje- większość umiera: wraz z intelektem, emocjami, uczuciami. Zostaje tylko to coś- tak nieśmiałe, nieuchwytne- że większość z nas nie potrafi tego usłyszeć czasem przez całe życie. I nic nie szkodzi. Jest tylko jedna uniwersalna rada, jeśli doświadczanie jest bolesne- odrzuc jeszcze więcej stereotypów i doświadczaj odważniej
. Na wszchodzie jest takie powiedzenie: jeśli uczeń jest gotowy, to mistrz ZAWSZE się znajdzie...
Pokonałeś bardzo wielką barierę i otwarłeś się na Prawdę czasowniku. Na moje oko jesteś już prawie gotowy
Serdeczności Dora
Przede wszystkim chciałem podziękować za słowa otuchy, które otrzymałem tu w komentarzach i na priv od wszystkich zaniepokojonych sytuacją Użytkowników stronki. Od początku bardzo sceptycznie byłem nastawiony co do publikacji tego opowiadania. Zdecydowanie wolę opisywać fikcję i marzenia, pozwalające spojrzeć "przez różowe okulary" na tematykę BDSM. Skoro jednak już stało się i podzieliłem się z Wami swymi autentycznymi odczuciami, które jak widać wcale nie są takie kolorowe, pozostaje mi teraz jedynie wyciągnąć właściwe wnioski z całej tej sytuacji i naprawdę wziąć sobie do serca Wasze rady i komentarze, bo widzę, że dużo bardzo mądrych rzeczy mi piszecie i cieszę się, że jest tyle osób wspierających mnie duchowo. Tak jak napisałem dzisiaj na forum w temacie założonym przez Kolegę Andrzeja, każdy z nas, niezależnie od tego, czy jest osobą dominującą, czy uległą, ma prawo do wyrażania własnych słabości, swego złego samopoczucia. I chociaż jest mi teraz wstyd za ten ponury, pesymistyczny obraz, który przedstawiłem w swym opowiadaniu, jednocześnie czuję ogromną ulgę z tego powodu, że odważyłem się wyrazić swoje niezbyt ciekawe myśli i odczucia publicznie, a bardzo pozytywnie podziałał na mnie fakt, że me smutki przelane na klawiaturę, spotkały się z takim zrozumieniem wśród Was.
Postaram się jeszcze przedstawić swe stanowisko w sprawach poruszanych przez Was w Waszych komentarzach indywidualnie, a tymczasem chciałbym zachęcić Was do działań zaproponowanych przez szczurka, mianowicie do opisywania tu Waszych osobistych doświadczeń i przeżyć wewnętrznych, które jak wiadomo nie zawsze są takie wesołe. To pomaga! Uwierzcie!
Bardzo niewiele pisałem na forum na temat swych początków, coś tam wspomniałem o tym w wątku dotyczącym dominacji finansowej... W ogóle zbiór moich przeżyć opisywanych na tej stronce stanowi jedynie niewielką, starannie filtrowaną część mogo "ja", o wielu sprawach jak dotąd nie potrafiłem tu napisać, może dlatego że były to dla mnie przeżycia bardzo bolesne. Do takich wyjątkowo niefortunnych dla mnie przeżyć zaliczyć muszę nietety także i epilog mej pierwszej historii z przed lat... Z Lady Lukrecją niestety nigdy nie miałem okazji porozmawiać o początkach, które w znacznym stopniu ukształtowały mój światopogląd w dziedzinie Femdom, BDSM i w ogóle relacji pomiędzy mężczyzną a Kobietą... Jedynie ślady po chlastach na mym ręku miała okazję Pani Lukrecja zobaczyć.
Także swój bagaż doświadczeń miałem okazję gromadzić w różnych okolicznościach, co pozwala mi na pewno spojrzeć teraz na tematykę Femdom z dosyć szerokiej perspektywy. Miłości odwzajemnionej niestety w swoim życiu nie odnalazłem ani w relacjach Femdom, ani w innych. Fakt, łudziłem się, że to, co przez całe życie było dla mnie czymś niedoścignionym, odnajdę szczęśliwym trafem właśnie u Lady Lukrecji. Zbyt bujną wyobraźnię mam...
Szacunek... Uważam, że jaknajbardziej można go zaznać u Pań zajmujących się dominacją zawodowo. Przez cały okres znajomości z Lady Lukrecją czułem, że Pani szanuje mnie jako niewolnika i darzy zrozumieniem. Wiele ciepła i serdeczności doświadczyłem także od innych Domin ze Studia, które nie tresowały mnie nigdy w Sali Tortur, ale doskonale znały charakter moich relacji z Lady Lukrecją.
Dodam jeszcze, że dominacja w wykonaniu Pani Lukrecji dalece odbiegała od szablonowych spektakli BDSM, które miałem okazję doświadczyć u Pań, odwiedzając różne, często dosyć odległe miejsca praktykowania BDSM. Nigdy nie wiedziałem, co na danej sesji mnie spotka. Lady Lukrecja z niesamowitym wyczuciem dawkowała mi wszystkie te elementy BDSM, które wyczuła, że lubię. O tych których nie lubię, a miałem okazję doświadczyć ich także na sesji, nigdy swojej Pani nie wspominałem. Dlatego też zdaję sobie teraz sprawę z tego, jakim niezbyt pozytywnym zaskoczeniem dla Lady Lukrecji mogło okazać się moje opowiadanie. Jestem świadomy tego, że zawiodłem Dominę, którą darzę ogromnym uwielbieniem i która była dla mnie taka dobra, czasem być może - aż za dobra. Domyślam się, że dla Lady Lukrecji mój przypadek mógł okazać się porażką i bardzo mi teraz głupio, że swoimi próbami budowania wokół siebie "pancerza" ukrywającego moje emocje, doprowadziłem do sytuacji braku wzajemnego zrozumienia z Osobą, której tyle zawdzięczam i która odegrała tak ważną rolę w moim życiu.
Pozdrawiam
Zastanowię się i może coś napiszę. Z tym że z doświadczenia wiem że tego rodzaju historie będąc interesującą lekturą raczej nie pobudzają czytelnika do myślenia.
Psychoterapia zna i wykorzystuje model kuli śnieżnej toczącej się z pagórka. Mam na myśli zwykłą kulkę ulepioną ze śniegu i puszczoną w dół ze zbocza. Kulka tocząc się i przyklejając do siebie śnieg staje się coraz większa i większa. W końcu staje się wielką kulą. Dopóki jest nieduża, nie jest groźna i łatwo ją zatrzymać. Później stwarza niebezpieczeństwo i jest coraz trudniejsza do zatrzymania.
Ta kula symbolizuje zło przekazywane z pokolenia na pokolenie. Zło, którego nikt nie ma ochoty powstrzymać. Zło, które staje się rodzinnym "tabu" o którym nie wolno mówić.
Ale kula w końcu na kogoś wpadnie. Ktoś nie zdąży albo nie będzie potrafił przed nią uciec. Tak jak w życiu, w rodzinie, małe dziecko nie ma właściwie możliwości uciec, bo dokąd ?
Plaga rozwodów w mojej rodzinie...
Moich dwóch, starszych o około trzy lata, już nieżyjących kuzynów... Jeden popełnił samobójstwo w wieku ok. 30 lat a drugi zapił się na śmierć w wieku 48 lat...
I sporo jeszcze...
Moje osobliwe przypadki...
Czy jest sens o tym pisać ? Tylko wtedy kiedy dla czytającego nie będzie to sensacją a pobudką do myślenia o niedoskonałościach swoich więzi w jego własnym domu. Ale, jak napisałem powyżej, raczej będzie to po prostu ciekawostka, interesująca lektura, nic ponadto...
Tak, to jest historia. Ale to żyje w nas. I to miało miejsce tu, nie gdzie indziej. Czy się to komu podoba, czy nie.
Kiedyś chciałem być zakonnikiem, w jednym ze zgromadzeń franciszkańskich. Niewiele brakowało, już przecież byłem po rekolekcjach powołaniowych... I co ? Głosiłbym nauki które tak bardzo różnią się od rzeczywistości ? Czy w nie wierzę ? Nie, rezygnacja była mądrym wyborem.
Ale to był mój wybór. Mój własny. A ilu jest takich którzy tak bardzo bali się własnych rodziców, sąsiadów w z reguły niezbyt dużych miejscowościach, kogoś jeszcze że nie mogli dokonać tego wyboru ? I co, oni mają mi i innym mówić jak żyć ?
I kto ich słucha ? Ci którym w dzieciństwie kazano słuchać. Mają tak do tej pory, to słuchają. Ale chyba coraz mniej gorliwie...
Co jest w tym wszystkim ważne ? Żeby być uczciwym wobec siebie i innych. Żeby niczego nie "zamiatać pod dywan". Nie obnosić się z niczym ale też nie uciekać przed niczym.
Dla nas jest oczywiste to że człowiek żyje raz. Bez względu na to czy ktoś jest teistą, ateistą czy agnostykiem raczej uważa że żyje się raz.
A dla naprawdę wielu ludzi na Dalekim Wschodzie równie oczywiste jest że życie jest strumieniem ciągłych wcieleń.
Czy mam dokonać wyboru ?
Tak.
W oparciu o jakie przesłanki ?
Wyłącznie w oparciu o to co wiem na dzisiaj, na moje tu i teraz o życiu. Nie ma innych przesłanek.
Ja wybieram buddyzm, na tyle na ile go rozumiem. Bo taka jest moja wiedza na moje tu i teraz.
Ktoś chce mnie do czegoś przekonać ? Proszę bardzo. Rozumiem że chce poszerzyć moje tu i teraz. A jeżeli chce mi powiedzieć że bardzo w coś wierzy ? Bo mu w dzieciństwie kazano powiedzieć że wierzy albo będąc dorosłym pomyślał sobie że jak powie że wierzy to będzie dobrze (albo: lepiej). ? Odejdź człowieku, idź swoją drogą. O ile ta droga jest dla ciebie, bo ja w to wątpię.
Tak myślę.
Na moje tu i teraz.
Ma. I to dużo wspólnego. Takie jest moje zdanie, jeżeli ktoś uważa inaczej... To ja to akceptuję (lub: muszę akceptować, to zależy od tego KTO co uważa
). Otóż atrybutem przyrodzonym i niezbywalnym natury ludzkiej i nie tylko jest seksualność. I, tak całkiem po prostu, tu się znalazłem. W rezultacie tego co napisałem powyżej, jakby na to nie patrzeć, dociekać... Po prostu, tak.
Nie wnikając w szczegóły. Zwłaszcza w szczegóły sesji. Nie tu, nie po to to piszę. Jeden ma tak, inny inaczej...
Dominacja i uległość są wpisane w ludzką (i nie tylko, żadną miarą) naturę.
I jestem wdzięczny Istotkom ktore wychodzą mi na spotkanie w tym obszarze.
Czy to jest egoizm ? W tej tylko mierze w jakiej staje się hedonizmem. Poza tym nie.
Bo to byłby już egoizm, chęć absorbowania innych.
Napisałem to co napisałem, no cóż... Trochę wykorzystałem możliwość stworzoną przez nieocenionego czasownika.
Ale czasownik stworzył tę możliwość nie tylko mnie. Każdy może się tu wpisać.
. Postanowiłem to napisać, bo tego domaga się rzeczywistość. Ale czasownik (i może troszeczkę ja) wpisaliśmy się tu z naszymi refleksjami... A Wy co, drodzy Forumowicze ?
Ja też uwielbiam oglądać fotki (też dzięki Pani Doktor).
Wpiszecie się tu ?
Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że każdemu czegoś brakuje, mi nie brakuje niczego, a jeśli czasem użalam się nad sobą i narzekam, to wynika to z tego, że przez chwile zapomniałem ile mam od życia.
Życie nie polega tylko na sesjach i trzeba znaleźć sposób, aby nauczyć się żyć pomiędzy nimi. Ja znalazłem sposób i sens w życiu. Wiem, że rzeczywistość nie jest brutalna, świat jest doskonały. Medytacje zen odrywają od uczuć i emocji, to prawda, lecz w życiu nie można być tchórzem trzeba stawić czoła temu co wychodzi naprzeciw. Jeśli sami nie radzimy sobie z własnym życiem i szukamy ucieczki, uznając życie za ciężar ponad siły, to nikt nie może mieć w nas oparcia. Jeśli ślepy prowadzi kulawego, to daleko nie zajdą. Żyjemy nie dla siebie lecz dla innych, dlatego społeczeństwo może funkcjonować. Może reaguje ostro, ale inaczej nie dochodzi w takich sytuacjach. Ludzie uciekają na wiele sposób, w samotność, muzykę, internet, medytacje, praktyki buddyjskie, ale dopóki nie staną na przeciw problemom, to nie przestanie boleć, wiem na sobie.
Cytuję za xelosem: "...Ludzie uciekają na wiele sposobów, w...praktyki buddyjskie...".
Buddyzm jest ucieczką od życia ?
Nie zauważyłem...
Wciąż się uczę
. Napisz, proszę, skąd Twoja wiedza o buddyźmie. O ile, oczywiście, mogę się w ogóle ośmielić zapytać.
Pozdrawiam serdecznie
. a opowiadanie jak zwykle kolejna reklamowa laurka sg tak jak wszystkie inne opowiadania tego autora
elo
. Temat ciekawy, mogący posłużyć jak mało który za studium ludzkiej psychiki najpierw trochę offtopowaliśmy a później... Jak widać
. A temat jest interesujący z tego choćby względu że dominacja i uległość (współ)istnieją we wszystkich właściwie obszarach życia ludzkiego.
Najśmieszniejsze jest to, że moje pierwsze doświadczenia z BDSM nie miały wcale miejsca w Agencji, czy w Salonie Dominacji... Był to stały związek dwojga młodych ludzi, bardzo ciekawych życia i otwartych na rozmaite szalone eksperymenty, gdzie elementy BDSM i Femdom stanowiły jedynie kroplę w morzu... Doświadczyłem wówczas niezwykle silnych więzi emocjonalnych z Osobą, przed którą zaczynałem odkrywać tkwiące w mej wyobraźni pragnienia, których sam do końca nie rozumiałem.
Ty popatrz, to miałeś zupełnie tak samo jak ja
. Tyle, ze ja niejako z drugiej strony... No to już wiem, co mnie "podkusiło", żeby pisać... Nie mieliśmy dostępu do wymyślnych zabaweczek, ani do tak obfitych źródeł wiedzy, jakie dają nam możliwości komunikacji przez internet. Wszystko odkrywaliśmy wspólnie, metodą prób i błędów, na realizację większości pomysłów mej ówczesnej partnerki nie odważyłem się wtedy.
Właśnie...! Kiedy po latach odkryłam internet przeżyłam spory szok. Pomyślałam sobie: jeśli wtedy, tak nieświadomi przeżyliśmy to tak mocno, tak niesamowicie (choć z drugiej strony niejako zupełnie... normalnie), to co dopiero przeżyć TO z osobą świadomą. No i zaczęło się... No cóż- po dwóch latach kręcenia się po necie i poznawania tzw. "niewolników" ze zdziwieniem stwierdziłam, że to nie jest tak, jak myślałam... Wybaczcie to, co teraz napiszę, ale wg mnie, jeśli komuś się wydaje, że jest uległy i przeżył dominację kobiety- bo poszedł do agencji i tam Pani za odpowiednią kwotę spełniła JEGO zachcianki- no to wg mnie bardzo się łudzi. Zeby było jasne: nie mam nic przeciwko agencjom. Jak napisałam wczesniej- panie robia dobra robote... Co nie zmienia faktu, ze to zupełnie inny rodzaj przeżyć. Jeśli już zasmakowałeś tego, co daje prawdziwa dominacja i więzi, kŧóre się wtedy wytwarzają, to nic dziwnego, że teraz czujesz frustracje... My nie byliśmy już tacy młodzi: ja miałam 35 lat on 27. Ale nie udało mi się już potem wejść w inny związek femdom, bo jak sie poznalo smak smak marcepana, to miętusek zwyczajnie nie smakuje.
Podobieństw zresztą jest węcej. Też jestem "niespełnioną artystką". Tyle, że "jeszcze", a nie już
. Swoją artystyczną duszę zaczęłam odkrywać na dobre dość późno- po 40-tce. W dodatku w dziedzinie, o którą się wcześniej nie podejrzewałam....Chociaż o "artystyczną duszę" podejrzewałam się od zawsze I coraz bardziej zaczynam się spełniać- to naprawdę piękne...
xelos- twoje wyowiedzi o medytacji to stek powtarzanych powszechnie stereotypów. Lepiej nie wypowiadaj sie na ten temat- bo widać z daleka, że to nie twoja dziedzina
szczur
dominacja i uległość (współ)istnieją we wszystkich właściwie obszarach życia ludzkiego.
Też tak to widzę. Akurat na nas działa to silnie erotycznie. Ale może inni po prostu silnie sie tłumią
. Pozdrawiam wszystkich Dora
Właśnie...! Kiedy po latach odkryłam internet przeżyłam spory szok. Pomyślałam sobie: jeśli wtedy, tak nieświadomi przeżyliśmy to tak mocno, tak niesamowicie (choć z drugiej strony niejako zupełnie... normalnie), to co dopiero przeżyć TO z osobą świadomą. No i zaczęło się... No cóż- po dwóch latach kręcenia się po necie i poznawania tzw. "niewolników" ze zdziwieniem stwierdziłam, że to nie jest tak, jak myślałam...
Ale nie udało mi się już potem wejść w inny związek femdom, bo jak sie poznalo smak smak marcepana, to miętusek zwyczajnie nie smakuje.
W moim przypadku było podobnie. Po burzliwym zakończeniu mojego pierwszego związku Femdom, próbowałem doprowadzić do tego, by powtórzyć to z inną Kobietą. Bezskutecznie. Po prostu nie da się powielić coś, co było dla nas w jakiś sposób początkiem czegoś, pierwowzorem...
Dążąc do nawiązania takich relacji z kimś innym przeszedłem przez różne etapy. Były i spotkania komercyjne, i niekomercyjne, były próby całkowitego odejścia od BDSM i stworzenia związku z Kobietą opartego na bardziej klasycznych relacjach, były wreszcie próby wprowadzenia Femdom w takim "normalnym" związku. W końcu przestałem wreszcie się łudzić, że osiągnę po raz drugi coś, co z natury miało być oryginałem, unikatem...
Tak w skrócie wygląda moja historia...
Pozdrawiam





