Tags >> BDSM
Kwi 13, 2014
Księżniczka Julia

 

 

Tymczasem Pani szarpnęła gwałtownie za smycz. Nieprzygotowany upadł wprost pod jej śliczne, zgrabne stopy, które teraz były bose. Dla tego widoku zniósłby każde cierpienia z jej rąk. Tak bardzo chciałby choć  złożyć na nich pocałunek, wiedział jednak doskonale, że nie może. Chwile później byli znów w sypialni. Teraz dostrzegł, że jego Pani trzymała w dłoniach metalowe klamerki z ząbkami. Bardzo ich nie lubił, niemiłosiernie wpijały się w sutki powodując dotkliwy ból. Kobieta sprawnie mu je zapięła, nie miał nawet czasu by zaprotestować. Popatrzyła na niego z zadowoleniem i pogardą jednocześnie, tak bardzo go kochała, tak bardzo kochała zadawać mu ból … . –Chodź tu. –powiedziała siadając na śnieżnobiałej sofie w rogu pokoju. Szybko spełnił ten prosty rozkaz. Kazała mu uklęknąć przed sobą. Nie  mógł się powstrzymać i spojrzał na nią. Była taka piękna, taka bezwzględna i jednocześnie kusząca. To spojrzenie nie umknęło jej uwadze, jednak nie zareagowała w żaden sposób, wzięła do ręki gazetę i zaczęła czytać. Po chwili, nie odrywając wzroku od ciekawego artykułu zaczęła stópką wodzić wokół jego sutka …niewolnik zagryzł zęby,  nie chciał denerwować Pani swoimi jękami, jednak ucisk stawał się coraz mocniejszy. Nie mógł się powstrzymać od syknięcia gdy Pani arbitralnie zadawała mu coraz więcej bólu. –Cicho, psiaku… -uciszyła go śmiejąc się delikatnie- zaraz czeka cię coś gorszego, oszczędź krzyki na później.- Pomęczyła go tak jeszcze przez moment, po czym łapiąc smycz zaprowadziła go przed wielkie lustro i ustawił przed nim krzesło. Klepnęła kilka razy w oparcie, mężczyzna zrozumiał ten gest i po chwili leżał oparty na krześle. –Patrz w lustro-powiedziała –chce widzieć twoją twarz, chce widzieć twoje łzy-rzekła takim tonem głosu, że on nawet nie umiał go nazwać, wiedział jednak że warto tego kwestionować. Widział jak Pani unosi rękę, opuścił głowę, bał się na to patrzeć, jednak zamiast świstu przeszywanego powietrza usłyszał głos surowy Pani          –Patrz  w lustro. –Razy posypały się jeden za drugim. Wydawało mu się, że każdy kolejny  jest mocniejszy od poprzedniego. Stracił rachubę, nie wiedział ile razów już otrzymał. Łzy zaczęły cieknąć mu po policzkach. Marzył by to się skończyło, ale wiedział, że nie ma na to żadnego wpływu. Krzyczał i wiercił się coraz mocniej. Nagle razy ustały. Poczuł dotyk chłodnej dłoni Pani na pośladkach. Pozwoliła mu uklęknąć, sama usiadła na sofie. Podążył za nią, spojrzała na niego litościwie i łapiąc za włosy pokierowała jego twarz do podłogi. Pozwoliła by mokry od łez wtulił się w jej stópki. Dopiero teraz tak naprawdę poczuł ból pośladków. Czuł jak są napuchnięte i pulsujące. Mimo wszystko wziął się jednak w garść i ciągle wtulony w bose stopy podziękował Pani za kare. Pogładziła go po włosach… było już późno, zrzuciła z siebie ubranie i położyła się do łóżka. Dała mu gestem dłoni znak aby położył się w jej stópkach. Po chwili oboje zasnęli…


Kwi 9, 2014
Księżniczka Julia

 

 

Kobieta  weszła do pokoju. Niespokojny dreszcz  przeszył ciało niewolnika. Mimo że bezgranicznie kochał swoja Panią, teraz czuł, że czeka go coś złego. Bacznie obserwował każdy jej krok. Zbliżyła się nieśpiesznie, jej wyraz twarzy nie zdradzał żadnych emocji. Zaczęła rozwiązywać krępujące go więzy. Nie śmiał się ruszyć, wstrzymał nawet oddech. Zawsze czuł przed swoją Panią respekt, ale dziś bał się jakoś bardziej, sam nie wiedział czemu. –Na kolana- powiedziała nie podnosząc głosu, zupełnie beznamiętnie. Gdy wykonał to polecenie,  gwałtownie szarpnęła go za włosy tak by spojrzał w jej oczy. Nie lubił tego, bał się jej wzroku jak ognia, nie czuł się godny by spoglądać w jej głębokie oczy. A ona doskonale o tym wiedziała i potrafiła to wykorzystać. –Dziś nie zaznasz litości, byłam dla ciebie łaskawa, zbyt łaskawa. Musisz znów poczuć ból, znów stać się idealnym ułożonym psem. Wstawaj, ręce za plecy! –oddech niewolnika przyśpieszył, pot zalał jego czoło, doskonal wiedział co go czeka i był w stanie zrobić naprawdę wszystko by tego uniknąć. Przez myśl przeszło mu żeby paść do stóp Pani i błagać ją o litość, ale zaniechał tego, wiedział że absolutnie nic by to nie dało, a  mogło tylko ją rozzłościć . Zrobił więc szybko to co mu kazała, wlepił wzrok w ziemię i spiął wszystkie mięśnie, czekał… . Kopnęła go z całej siły w krocze. Był przygotowany na to uderzenie, więc jego jedyną reakcją był ogromny grymas bólu malujący się na twarzy. Panią nieco to rozśmieszyło, ale właściwie nie dała tego po sobie poznać. Chciała go złamać, chciała oglądać jak bezbronny wije się z bólu u jej stóp. Kopnęła po raz drugi, niewolnik zgiął się, ale stał dalej próbując wytrzymać w pozycji jaką wyznaczyła mu Pani. Trzecie kopnięcie nastąpiło szybko, zanim zdążył się na nie przygotować, z jego ust wydobył się głośny jęk i nim zdołał się uspokoić nastąpiło kolejne, silniejsze od poprzedniego, nie wytrzymał tego i upadł na kolana. Zwinął się z bólu i zasłonił genitalia. –Wstawaj tchórzu! Chyba nie boisz się kilku lekkich kobiecych kopnięć- kpiła- dopiero zaczęłam to, co zaplanowałam na dzisiaj.- Niewolnik nie śmiał podnieść wzroku, wstał pokornie i mimo własnej woli, wbrew rozsądkowi, podporządkował się woli Pani. Kobieta teraz z całą stanowczością chciała mu pokazać swoją siłę i jego miejsce. Po każdym kopnięciu mężczyzna przewracał się na ziemię, wprost pod stopy Pani, a jego ciałem targały rozrywające spazmy bólu. Kobieta delektowała  się jego cierpieniem, rozkoszowała się myślą, że może z nim zrobić wszystko, a on bez słowa to przyjmie. Myśl, że ma nad nim absolutną władzę bardzo ją podniecała. Kopnęła jeszcze kilka razy obserwując z jakim poświęceniem stara się pokonać ból  i powrócić do pozycji w jakiej kazała mu być. Spojrzała na niego nieco łaskawszym wzrokiem. Sięgnęła po obroże leżącą obok i zapięła mu na szyi głaszcząc jednocześnie kosmyki jego blond włosów. Gdzieś w głębi uśmiechała się, że ma tak fajnego niewolnika, musiała go jeszcze tylko trochę ułożyć. Dopięła do obroży smycz i zaprowadziła go do łazienki. Widziała, że slave był zmęczony. Zmoczyła więc ręce pod strumieniem zimnej wody i pozwoliła mu ją zlizać. Ta chwilowa dobroć Pani wobec niewolnika sprawiła, że w jednej chwili zapomniał o całym bólu jaki mu przed momentem sprawiła. Oddał się jej całkowicie, wiedział, że ta kara miała sprawić, że będzie lepszym sługą dla swojej Pani. Był jej za to wdzięczny. Kobieta otwarła jedną  z szufladek w łazience. Niestety nie zdążył zobaczyć co z niej wyjęła, cokolwiek jednak by to nie było, będzie dla niego kolejnym bolesnym przeżyciem. Cdn.


Mar 24, 2014
natasza1967

Lalka  
To były już ostatnie dni pracy. Zbliżał się urlop. Cieszyłam się na niego. Co prawda lubiłam moją pracę w banku, ale urlop to urlop. Potrzebowałam go po rozstaniu się z Arkiem, moim ostatnim chłopakiem. Właśnie kończył się dzień pracy. Uporządkowałam swoje biurko i zaniosłam jeszcze mojej szefowej kawę. Ona długo pozostawała po godzinach. W sumie aby wspiąć się wyżej, może też powinnam, ale nie chciało mi się aż tak poświęcić. Spieszyłam się do domu, chciałam z koleżanką w ten ciepły dzień wyskoczyć jeszcze nad jezioro. Oprócz tego miałam znów mokro w moich koronkowych majteczkach. Pragnęłam sobie zrobić dobrze. Czasem myślałam sobie, co pomyśleli by o mnie moja szefowa, koledzy i koleżanki wiedząc o tym co lubie naprawdę... Oczywiście nie byłam swięta i przy moim wyglądzie nie brakowało mi facetów. Spałam z niejednym i wiedziałam, jak mówią o mnie inne laski, ale nikt nie wiedział co mnie naprawdę kręci. Nikt nie znał Wioletki jako zboczonej i wyuzdanej suczki...nawet żaden z moich facetów. Miałam 24 lata i nie spieszyło mi się. Poza tym większość facetów nie zaspokajała mnie, bo nie wiedzieli czego potrzebuję. Sama w zasadzie jeszcze nie wiedziałam napewno. Wiedziałam jednak, albo przynajmniej sobie często wyobrażałam, że jestem poniżana, upokarzana, uzależniona. Była prawie 3.00 po południu i dzień był gorący. Mnóstwo ludzi na ulicy. Miałam na sobie spódniczkę i koszulę, taki typowo bankowy strój. Nie lubiłam tego nosić, ale musiałam. Szłam na przystanek. Na wystawie skelpu ujrzałam ładną, jasnoróżową spódniczkę. Z lekką falbanką i zdawała się być króciutka – jak dla mnie. Weszłam do sklepu. Znalazłam spódniczkę na wieszaku. W rękach wydała mi się bardzo krótka. Wzięłam ją do przymiarki do kabiny. W przebieralni ściągnęłam moją spódniczkę i poczułam od razu zapach samej siebie. – Pachniesz jak napalona suczka Wioletko – powiedziałam do własnego odbicia w lustrze. Przymierzyłam spódniczkę. Leżała dość nisko na biodrach i była na tyle długa, że kończyła się niecałe 10 cm pod moimi pośladkami. Wyglądała super sexy! Miałam ładne nogi, więc mogłam sobie na takie coś pozwolić. Koszula jednak kompletnie nie pasowała. Założyłam więc moją spódniczkę i weszłam do sklepu. Wyszukałam przy okazji nowe sandałki na obcasie i koszulkę polo. Weszłam z powrotem do kabiny i zdjęłam z siebie koszulę i spódniczkę. Stałam teraz w staniku i majtkach przed lustrem. Byłam mocno podniecona. Zdjęłam stanik, poczym zsunęłam majtki do połowy ud stając w lekkim rozkroku. W lustrze dokładnie widziałam durzą mokrą plamę w moich majteczkach. Prawą ręką piesiciłam swoją mokrą cipkę, podczas gdy lewa ręka szczypałam swoje sutki. Byłam bliska orgazmu i miałam zamknięte oczy. Wyobrażałam sobie znów taką scenę, że stoję tak onanizując się w kabinie, gdy nagle do niej wchodzi ekspedjentka ze sklepu i przyłapuje mnie na onanizowaniu się. Chwyta mnie za włosy i ciągnie za sobą na środek sklepu. Potykam się za nią, ponieważ mam spuszczone do kolan majtki, ledwo utrzymuję równowagę. Wszyscy do okoła (klienci i inne ekspedjentki) smięją się ze mnie, pokazując na mnie palcami, mówiąc do mnie, że jestem kurwą, suką, szmatą, i inne zbreźne rzeczy. Następnie muszę jak suka na czworaka podchodzić do każdego faceta i prosić, aby mi się spuścił na twarz. – Moje podniecenie sięgało już zenitu... – Czy mogę w czymś pomóc? – Usłyszałam głos ekspedientki. Ledwo oprzytomniałam z transu – Nie, dziękuję, wszystko w porządku – odpowiedziałam drżącym głosem. Oprzytomniałam. Byłam tak blisko spełnienia, cholera. Takie publiczne onanizowanie choć chorernie podniecające, nie mogło się obejść bez kary, którą oczywiście sobie sama zadawałam. Zdecydowałam, że karą będzie pójście do domu bez majtek i stanika, w nowej spódniczce, koszulce i bucikach. Już na samą myśl zrobiło mi się gorąco. Wszystkie trzy rzeczy miały taki delikatny różowy kolor i byłam pewna, że będę się rzucać w oczy. Założyłam polówkę i efekt był oczywisty. Moje dość duże i dość obwisłe piersi stały się pod obcisłą polówką jeszcze płastsze i dłuższe. Wyglądało to bardzo nieprzyzwoicie i wahałam się. Do tego założyłam spódniczkę i sandałki na 5 cm obcasie. Nieco się sama przestraszyłam, bo wyglądałam naprawdę nieprzyzwoicie, jednak, kara musiała być. Pozrywałam metki aby móc przy kasie zapłacić. Czułam na sobie wiele par oczu, ale nie pszeszkadzało mi to. Przy kasie poprosiłam ekspedientkę o reklamówkę na moje rzeczy i płacąc, wyszłam na ulicę. Słońce grzało niemiłosiernie. Założyłam moje okulary słoneczne i szłam na przystanek a moje piersi ruszały się luźno pod koszulką. Byłam ciągle podniecona. Jedyną obawą było tylko to, że wiatr podwieje mi spódniczkę i będę stała na środku miasta bez majtek z widoczną cipką (zresztą dokładnie ogoloną). Jednak myśl o takim zawstydzeniu mnie mocno podniecała. Idąc tak ulicą myślałam cały czas o tym co bym zrobiła, gdyby ktoś zerwał mi spódniczkę. Stała bym na środku miasta jak najtańsza dziwka z gołym tyłkiem. Ludzie oglądali by mnie i mówili obelżywe uwagi pod moim adresem. Stała bym z twarzą czerwoną jak burak.... Same myśli doprowadzały mój rozum do szaleństwa. Własny wstyd, poniżenie i ból powodowały u mnie już od dawna, od kiedy miałam jakieś 12 lat, podniecenie seksualne, przynajmniej w fantazji, jednak wydawało mi się, że im starsza jestem, tym bardziej tego chcę. Chciałam się wstydzić, chciałam się poniżać i być poniżaną. Nie mogłam wytrzymać z podniecenia, a mój śluz już delikatnie ciekł mi po udach. Zmieniłam lekko kierunek i szłam w kierunku taksówek. Kierowcy rozmawiali w małych grupkach. Upatrzyłam sobie młodego i nawet przystojnego gościa. Takiego jakiego potrzebowałam. Podeszłam do niego. – Zawieziesz mnie do domu – spytałam tak poprostu. Popatrzył na mnie i zobaczyłam wzniesienie w jego dżinsach. Kutas mu stanął. – Wsiadaj – powiedział. Usiadłam na siedzeniu pasażera. Spódniczka była na tyle krótka, że całe uda miałam praktycznie odsłonięte. Czułam wyraźnie zapach mojej cipki. Miałam plan w głowie i chciałam go spełnić. Serce mało mi nie wyskoczyło. Mieszkałam na obrzeżach miasta. – Na Nową Aleję 5 poproszę – powiedziałam. – Naturalnie, mówisz i masz – odpowiedział patrząc mi się mi prosto w oczy. Droga prowadziła wzdłuż lasu, a właściwie to dużego parku którego mieszkańcy miasta używali do celów rekreacyjnych. Byłam napalona jaku suka. Gdy tylko wyjechaliśmi z centrum odwróciłam się w jego stronę i zczęłam rozpinać mu rozporek od spodni. Wyciągnęłam jego kutasa na wierzch i zaczęłam go pieścić. Właśnie schylałam się ku niemu aby wziąć go do ust, gdy on przytrzymał mnie, chwytając lekko za włosy. Zdemij spódniczkę i majtki, i podnieś do góry koszulkę, suko – powiedział do mnie spokojne, jednak pełen podekscytowania. Poniżenie, wstyd, podekscytowanie. Miałam koktail uczuć w głowie a między nogami sączyły się moje soki. Czułam, że zaczerwieniłam się, jednak podniosłam do góry koszulkę ponad piersi, następnie usiadłam zsunęłam spódniczkę z bioder. Byłam teraz nago w samochodzie obcego faceta. – Teraz wejdź kolanami na fotel – powiedział. Zrobiłam posłusznie jaki ma kazał. Cały czas jechaliśmy (choć dość wolno) dwupasmową drogą i widziałam jak mijają nas samochody. Podniecało mnie to. Widziałam jak jego wzrok na ułamek sekundy powędrował na mokrą plamę na siedzeniu. - A teraz możesz go wziąć do ust suniu!. - Nachyliłam się, praktycznie, oparłam górną część ciała na środkowej konsoli Mercedesa i wzięłam jego kutasa w usta. – Rozsuń mocniej uda i wypnij tyłek dziwko! – powiedział do mnie zdecydowanym tonem – niech inni mogą zobaczyć jaką bezwstydną suką jesteś. Paliłam się ze wsytdu, ale ciągnęłam jego kutasa jak najlepiej umiałam. Czułam jak samochód zatrzymuje się. Bałam się podnieść głowę. – To tylko czerwone światło, ciągnij – Usłyszałam od niego. – Nagle usłyczałam klakson. Podniosłam głowę i lekko się obóciłam. Zobaczyłam tylko twzrze dóch chłopaków patrzących dokładnie między moje uda. Wróciłam z powrotem do ciągnięcia. To co robiłam było najbardziej poniżające i zawstydzające z wszystkich rzeczy, jednak też najbardziej podniecające... Czułam po chwili, jak przycisnął mi ręką głowę mocniej, tak, że prawie dławiłam się jego kutasem. Po chwili sperma udeżyła głęboko w moje gardło. Poprostu połknęłam wszystko posłusznie. Podniosłam się. Czułam się pierwszy raz w swoim życiu naprawdę jak suka, właściwie jak kurwa. Ale to nie był koniec. On poprowadził Mercedesa na pobocze i włączył światła awaryjne. Wysiadł z auta. Podnósł koszulkę i wyciągnął skórzany pasek ze spodni, poczym wsiadł do tyłu. – Choć do mnie – powiedział zdecydowanie. Widziałam pasek złożony na pół w jego rękach. O Boże, to było to, o czym marzyłam przez całe lata. Ciekło mi z cipki. Czułam jak kleją mi się uda. Chciałam przejśc przez siedzenia, ale nie pozwolił mi. – Wysiądź, i wejdź tylnymi drzwiami. - Patrząc przez tylną szybę na ruch samochodzowy, wiedziałam, że wszyscy przejeżdżający będą widzieli moją nagość – W tej chwili! – powiedział. Posłusznie wysiadłam z auta i podeszłam do tylnych drzwi. Słyszałam klaksony. Usiadłam. – Przełóż mi się przez kolana i wypnij tyłek. Zrobiłam jak rozkazał. Położyłam się i wypiełam lekko pośladki. Po chwili zaczęły spadać mocne razy na mój tyłek. – Wssssst, Wssssst – bolało ale to było bez znaczenia, bo właśnie tego chciałam. Po jakiś 30 uderzeniach tyłek mnie piekł niesamowicie. Poczułam wtedy, jak ręką rozchyla mi uda, poczym zanurza w mojej mokrej cipce palce. Jeden, potem drugi. Zaczyna pieścić mnie, jak dotąd żaden facet. Nie wiem co i jak robił, ale po chwili nadeszła fala orgazmu, który sparaliżował moje ciało i myśli. Nie zdążyłam się nawet ocknąć, gdy nadszedł drugi i trzeci. Przestał. Po chwili obrócił mnie jeszcze otępiałą z wrażeń i oparł moją głowę na swoich kolanach. – I jak? – spytał z sympatacznym uśmiechem. – Niesamowicie – odpowiedziałam. Jedziemy dalej? – dodał. – Tak – potwierdziłam. Przesiadł się do przodu. Podał mi spódniczkę do tyłu. Ruszył. Nie mówiliśmy nic do siebie, ale też za chwilę byliśmy pod blokiem. Wysiadłam i on też wysiadł. – Ile się należy? – spytałam – Sądzę, że ta kwestja może zostać pominięta. Powiedz, jak masz na imię? – Wioleta – odpowiedziałam. – Jestem Milo. – odpowiedział uśmiechając się. Hm, miał nietypowe imię, ładne. Podobaliśmy się sobie nawzajem, to można było odczuć. – Jeżeli chcesz, mogę cię codziennie do domu przywozić... – dodał po chwili. – Pomyślę – odpowiedziałam. Właśnie odchodziłam, gdy chwycił mnie za rękę i przsunął mnie mocno do siebie. Pocałował mnie, a lewa ręka powędrowała śmiało na moje nagie pośladki pod spódniczkę. Kiedyś zareagowała bym inaczej, ale w tym momencie... Poczułam znów podniecenie. Obcy facet traktował mnie jak taką lekką panienkę, jak dziwkę... i to mi się podobało. Czułam przy okazji, jak mocno dostałam po tyłku. – Mogła bym mieć twój numer telefonu? – spytałam. Wyciągnął z portfela wizytówkę. – Zadzwoń. – powiedział i podał mi ją. – Pomyślę – powiedziałam i poszłam. On odjechał. Zauważyłam, że w oknie naszego czteropiętrowego bloku siedziała sąsiadka, która widziała całą scenę. Było mi to w jakiś dziwny sposób obojętne. Gdy przyszłam do domu, wzięłam prysznic i zrobiłam sobie kanapki. Po chwili zadzwoniła Iza, dobra koleżanka. – Jedziemy nad jezioro? – spytała. – Jasne – odpowiedziałam. – Więc będę po ciebie za pół godziny, OK, no to pa! – Pa! – odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę. Przygotowywałam torbę. Ręczniki, krem do opalania, bikini... O Boże, bikini?! Mój tyłek. Poleciałam do lustra i zobaczyłam, że na moim tyłku widać ślady od paska i to dość dokładnie. Patrzyłam na swoje pośladki i wiedziałam, że tych śladów nie da się niczym innym, jak laniem wytłumaczyć. Co będzie jak pójdę na plażę? Albo nie będę wchodziła do wody i chodziła z ręcznikiem na biodrach, albo wejdę do wody i wszyscy będą widzieć moje ślady. Znów byłam mokra. Podeszłam do szafy i wyjełam z niej wszystkie moje stroje kąpielowe. Choć wiedziałam, że żaden strój nie jest w stanie przykryć śladów, to wybrałam taki najbardziej skąpy. W sumie mój ulubiony. Różowy, wiązany po bokach. To nie były stringi, ale majtki same z siebie ze względu na krój wchodziły mi między pośladki. Hm... Spojrzałam na moje stroje. W sumie prawie wszystkie były różowe (w różnych odcieniach). Wszystkie były raczej skąpe. Byłam w głebi siebie zawsze taką dziwką? Albo suczką jak lubiłam do siebie mówić. Od kiedy pamiętam, lubiłam kosmetyki, lakiery, fatałaszki. Jak „Barbi” myślałam sobie. Serce zaczęło bić mi mocniej. Przecież taka zawsze byłam. Choć nie byłam głupia, czy w jakiś sposób ograniczona (jak się mówi o blondynkach), to właśnie chyba to mnie podniecało. Podniecał mnie zawsze fakt bycia widzianą prze facetów jako obejkt seksualny, chociaż dopiero teraz chyba to do mnie dotarło. Rozmyślając, przyłapałam się na tym, że moja ręka powędrowała podświadomie między nogi. Jetsem okropna – pomyślałam z zadowoleniem. Założyłam strój. Przeszłam się do kuchni i z powrotem, tak aby majtki wsunęły się między pośladki. Wtedy podeszłam do lustra. Wyglądałam dokładnie tak, jak myślałam. Moje zlane pośladki w raz z widzocznymi na nich wyraźnie śladami były teraz w pełni wyeksponowane. Sama myśl, że miała bym tak wyjść na plażę, podniecała mnie bardzo, budziła wręcz falę doznań. Wiedziałam, że tak pójdę, nie byłam tylko pewna, czy napweno będę się kąpać. Poza tym, co powie Iza... Iza była moją najlepszą koleżanką. Pracowała w tym samym banku, jednak jako kasierka. Ja byłam asystentką pani wiceprezes. Miałam nieco lepszą pozycję wyjściową, ale sama praca nie miała nic wspólnego z bankowością, czyli moim zawodem. Byłam raczej usłużną sekretarką... Boże, i znowu? Czy to przypadek. To moja natura... Iza była innego charakteru. Była jakby odwrotnością mnie. Ciemnowłosa, nieco wyższa, nawet chyba szczuplejsza niż ja, ale miała mniejsze piersi. Była zawsze pewna siebie i robiła wrażenie jakby nikogo i niczego się nie obawiała. Zadzwonił dzwonek. To ona! Wrzuciłam na siebie lekką letnią sukienkę i już usłyszałam pukanie do drzwi. Co gotowa? – zapytała przy powitalnym buziaku. - No jestem gotowa – odpowiedziałam. – Kupiłam sobie nowe bikini, zobacz – poweidziała ściągając letnią sukienkę. – dwie stówy dałam. - Obróciła się. Strój był świetny i też mocno wycięty, nawet chyba mocniej, niż mój. – No super, ale skąpy co? – powiedziałam uśmiechając się. – Taka moda teraz Słoneczko – poza tym chciałabym poznać tego lata jakiegoś fajnego faceta. Właśnie chciałam jej opowiedzieć o Milo, że go poznałam i w ogóle, ale co... miałam jej wszystko opowiedzieć? Ona w sumie wiedziała, że lubię trochę ostrzejszy seks, ale nie tak do końca. Ale jak zobaczy mój tyłek? Iza, muszę ci Kochanie coś opowiedzieć, usiądź. – Coś się stało? – zapytała. – Nie, poznałam faceta... – Ale zajebiście, fajny? Opowiadaj! – No fajny, przystojny, ale posłuchaj... Opowiedziałam jej wszystko. W końcu była mi najbliższą osobą. Opowiedziałam jej o nim, o moich odczuciach, podnieceniu... Poprostu wszystko. Już w trakcjie opowiadania widziałam, jak Iza się podnieciła. Była podekscytowana opowiadaniem i to mocno. Musiałam jej też pokazać mój zlany tyłek. Oglądała dość długo. – I co podoba ci się? – zapytałam się już sama podniecona własnym opowiadaniem. – Wygląda nieźle, ale ode mnie dostała byś mocniej... – powiedziała zaskakując mnie. Nie wiedziałam jak to przyjąć. Brzmiało to trochę jak żart, jednak było to dość dwuznaczne. – Hej, czemu mocniej i tak już bolało. – odpowiedziałam z granym żalem. – Zasłużyłaś sobie. - Zauważyłam wtedy, że w powietrzu wisi podekscytowanie seksualne. Czyżby Iza była po części lesbijką... nie byłam pewna, ale wyobrażając sobie seks z nią, podnieciłam się. Moja wyobraźnia posunęła się dalej i wyobraziłam sobie ją z trzcinką lub rózgą w ręku. Ta rola do niej pasowała... Moja cipka znów była mokra. – Muszę ci też coś powiedzieć – powiedziała w końcu Iza. Była zdecydowanie rozpalona. Miałam już kilka przygód z kobietami... Jednak nie myślałam nigy, żeby zaproponować to tobie – kontynuowała – ja też mam takie małe zoboczenie i nie sądziłam, że... że... z resztą nie wiem... – opowiadaj – przerwałam jej. - Chcę wiedzieć wszystko. - Podzeszłam do niej i zsunęłam swoje majtki do ud. Potem wziełam jej rękę i położyłam ją na mojej mokrej cipce. Iza zaczęła mnie delikatnie pieścić. Na dworze było ciepło i słonecznie, zbliżał się wieczór. Iza pieściła mnie intensywnie, podniecała mnie naprawdę mocno. Ale nagle przerwała. – Choć do komputera, muszę ci coś pokazać, abyś mnie zrozumiała. – OK- powiedziałam, hciałam podciągnąć majtki, ale zatrzymała mnie – Choć! - Wstała i wzięła mnie za rękę a ja ze spuszczonymi na uda majtkami szłam nieco pokracznie za nią. Iza spojrzała się na mnie i poczułam jak się zaczerwieniłam. Było to znów bardzo zawstydzające. Usiadła do komputera i otworzyła przeglądarkę. Następnie wywołała jakąś stronę, zalogowała się. Widziałam tylko, że tematyka była „Fetish”, „Bondage”, itp. Widziałam też kilka zdjęć. – To jest strona klubu w Warszawie, do którego należę. Jest to prywatny klub i bardzo dyskretny. Teraz pokaże ci galerię ze zdjęciami. Mam nadzieję że ci się spodoba. W tym czsie ściągnie się film, w którym sama gram...- Usiadłam na stołku pełna ciekawości i podniecenia i zaczęłam oglądać zdjęcia. Były to mieszane zdjęcia. Na wielu była młoda dziewczyna, wymalowana jak najtańsza kurewka, z blond włosami uczesanymi w kitki. Do tego miała duże wstążeczki. Krócutką sukienkę uszytą jak dla małej dziewczynki, białe skarpetki z falbankami i wysokie buty do tego. Na wielu zdjęciach właśnie ta dziewczyna w klubie, w obecności mężczyzn i kobiet, poprzebieranych w najróżniejsze stroje, była bita trzcinką na goły tyłek. Na innych zdjęciach leżała na plecach z mocno rozłożonymi nogami na środku sali w obecności innych mężczyzn i kobiet i wszyscy mogli patrzeć na jej wyeksponowaną dziurkę!!! Takich zdjęć było więcej. – OK, film się zładował na płytę – powiedziała Iza. Byłam strasznie podniecona. Fakt, że siedziałam w jej obecności ze spuszczonymi majtkami na fotelu z gołym tyłkiem, miał dodatkowe działanie. – Nie sądziłam, że pokaże to komukolwiek, ale chcę, abyś to zobaczyła – powiedziała i włączyła film. Iza była ubrana w czarny lateksowy strój przylegający do ciała. U góry jednak strój nie przykrywał kompletnie piersi, tylko je podtrzymywał a między nogami był wycięty duży kawałek materiału, tak, że było widać jej wygoloną cipkę. Drugą osobą była kobieta, miała jakieś 33 może 35 lat. Była ubrana w koronkowe majteczki z falbankami i halkę, miała też skarpetki z falbankami i buty na wysokim obcasie. Była wymalowana znów jak kurewka z kitkami na głowie i różowymi wstążkami. Miała oprócz tego obrożę i przypiętą do niej smycz. Film zaczął się od wywiadu, na którym Iza powiedziała kilka słów o sobie, poczym fokus skierował się na drugą kobietę. Iza zadawała jej pytania i ona odpowiadała. Zupełnie otwarcie mówiła o tym, że jest suką i lubi być poniżana, zawstydzana, bita, i w ogóle. Następnie Iza wstała, i pociągnęła lekko za smycz. Już w tym momencie czułam jak ze mnie cieknie. Wyobrażałam sobie naturalnie siebie w pozycji tej kobiety i wiedziałam, że chcę tego spróbować! Międzyczasie onanizowałam się intensywnie. Jej obecność w ogóle mi nie przeszkadzała. W dalszej części filmu pojawiło się kilka kobiet i mężczyzn, którzy oglądali Izę i kobietę-sukę, która była przez Izę w ich obecności poniżana fizycznie i psychicznie. Kobieta musiała wykonywać najbardziej upodlające rozkazy. Robiła z siebie prawdziwą sukę, a nawet gorzej. Gdy widziałam jak ta kobieta płaszczy się przed Izą, skomli, prosi, itd., to fala podniecenia wzrosła we mnie tak mocno, że doznałam niesamowitego orgazmu, już drugiego tego dnia... Gdy się opamiętałam ona siedziała obok i przyglądałą mi się. Po chwili wstała i zsunęła swoje bikini. Usiadła na brzegu łóżka i powiedziała – Choć suniu, teraz mnie zaspokoisz – Zsunęłam się ze stołka, aby na czworaka jak suczka do niej podejść. Wiedziałam czego chciała. Widziałam to na filmie. Podeszłam do niej, poczym wsadziłam twarz między jej nogi. Iza położyła się i rozwarła mocno uda. Pierwszy raz w życiu lizałam cipkę. Była zupełnie mokra. Głośno oddychała i wzdychała a ja lizałam najlepiej jak potrafię... Nie trawało to długo, gdy Iza doszła prawie krzycząc do orgazmu. Ja byłam cały czas jeszcze mokra i gotowa. Nie wiedziałam, co się ze mną w ten dzień stało, ale wszystkie moje myśli zbierały się tylko wokół seksu. – Jesteś pewna, że robisz to pierwszy raz? – powiedziała po chwili, podczas gdy ja jeszcze klęczałam na dywanie – Jestem pewna – zaśmiałam się. Ona też. Już nie pojechałyśmy oczywiście nad jezioro. Wykąpałyśmy się razem pod prysznicem a potem zrobiłyśmy sobie kanapki (oczywiście niskokaloryczne). Tego wieczoru byłyśmy już nie tylko przyjacółkami, nasz związek się zmienił... Czułam się inaczej niż dotąd, wiedziałam, że ten dzień wpłynął na moje dotychczasowe życie. Przez następne godziny prowadziłyśmy z Izą rozmowy, które krążyły wyłącznie wokół seksu. Byłyśmy obydwie mocno podekscytowane. Ona opowiadała mi o swoich przeżyciach, ulubionych rzeczach, ja opowiedziałam jej moje najskrytsze fantazje. Pokazała mi też delikatny tatułaż, u góry, między pośladkami. Była to literka „D” zdobiona ornamentami. D jak dmomination – wyjaśniła mi. Opowiedziałam jej kompletnie wszystko. Bycie uzależnioną od innej osoby podniecało mnie, ekscytowało. Ale bałam się zrobić to z osobą mi mało znaną. Obawiałam się. Tak, jak np Milo, którego poznałam. Nie zgodziła bym się na uzależnienie, czegoś w rodzaju niewolnicy... jednak Iza, ona wpływała na mnie inaczej. Była pewna siebie, ale otwarta, wrażliwa i godna zaufania. Jej chciałam się poddać. Od tego wieczoru byłam jej „suką”. Iza nie lubiła określenia niewolnica. Powiedziała mi po prostu, że dla niej „suka” lub „suczka” dokładnie mnie określa. Rumieniłam się, słysząc w jaki otwary sposób do mnie i o mnie mówi.  
Byłam podekscytowana. To dziwne, ale cieszyłam się jak dziecko, które dostało nową zabawkę. Byłam dorosłą kobietą, która była własnością innej osoby. Iza podkreśliła kilka razy, że w każdej chwili możemy zakończyć ten układ, jednak tak długo jak on trwa, musiałam spełniać pewne wymogi i przepisy. Przede wszystkim, co było najtrudniejsze chyba, miałam zacząć żyć sobą. Czyli stać się na co dzień suczką, w takim stopniu, w jakim będzie to możliwe... Izy fantazją, która miała stać się realną, było zrobienie ze mnie „prawdziwej lalki”. Chciała, abym przynajmniej wyglądała, jak niezaspokojona seksualnie lalka do seksu. Miałam być optycznie obiektem seksualnym. Sposób w jaki mnie określała podczas rozmów zawstydzał mnie i podniecał jeszcze bardziej. Wiedziałam już, że byłam do pewnego stopnia masochistką, jednak ból (prznajmniej sam w sobie) nie podniecał mnie tak jak wstyd i poniżenie, szczególnie publiczne. To było moją najskrytszą fantazją ale wymagało ode mnie samej też najwięcej. Iza obiecała mi, że postara się załatwić sobie urlop tak, abyśmy razem mogły wyjechać do Hiszpanii. Międzyczasie jednak miałam zmienić kilka rzeczy w mojej garderobie, itd. Ekscytowało mnie to wszystko... Kupiłyśmy też ze sklepu internetowego kilka przedmiotów. Między innymi gumowe członki, wtyczki analne, żel i kilka innych rzeczy. Przekazała mi jeszcze kilka detali i juz od jutra miałam zostać jej lalką, suczką, blondyneczką... Na pożegnanie pocałowałyśmy się jak kochanki i Iza pojechała do domu. Zostałam sama z moimi fantazjami w głowie. Chciałam znów zacząć się pieścić. Choć nigdy nie uprawiałam seksu analnego, miało się to dość szybko zmienić. Pomyślałam, dlaczego nie od razu i wyjęłam z koszyka ogórka. Był duży. Obrałam go ze skórki i rozebrałam się do naga. Pieściłam się palcami wkładając sobie ogórka w cipkę. Jak już byłam mocno napalona, przesunęłam go do mojej pupci i lekko napierałam, pieszcząc drugą ręką łechtaczkę. Mój zwieracz zaczął się lekko poddawać a moje podniecenie rosło. Sukti stały mi jak kamienie, moje soki ciekły mi po palcach i po udach. Byłam w transie. Fala orgazmu znów przeszyła moje ciało niczym piorun. Dopiero gdy dochodziłam do siebie, zauważyłam, że ogórek tkwi do połowy w mojej pupie. Iza opowiadała mi, że niektóre kobiety mają z tym problem, no cóż, ja się do nich nie zaliczałam... Nie myjąc się, poszłam do łóżka i zasnęłam. Budziłam się tej nocy jeszcze dwa razy, aby się zaspokoić. Miałam niesamowite sny... IV Gdy zadzwonił budzik, wstałam z taką ochotą, jak już dawno nie. Dotknęłam się między nogami. Byłam mokra. Moje ciało pachnęło seksem. Taka też miałam iść do pracy!!! Umyłam się, zrobiłam nieco mocniejszy makijaż (zmiana wyglądu miała być stopniowa) wraz z jasnoróżową pomadką i błyszczykiem. Związałam włosy w kitkę z tyłu (nieco wyżej) i założyłam delikatą spinkę. Tak naprawdę chciałabym zrobić sobie dwie kitki z dużymi wstążkami, ale to było by chyba zbyt szokujące... Gdy zobaczyłam się w lustrze, widziałam napaloną dziwkę – tak też do siebie powiedziałam. Nie zauważyłam tego wcześniej, ale właśnie taki makijaż nosiłam na dyskoteki. Zawsze byłam suczką... Moja cipka nadal, a właściwie coraz bardziej, była mokra. Czułam się naprawdę jak taka dziwka. Myślami byłam znów przy ostrym seksie. Założyłam białą koszulę, oczywiście bez stanika i jasnoróżową, krótką spódniczkę w granicach przyzwoitości, jednak bez majtek. Do tego dość wysokie, białe sandałki na koturnie. Nie pracowałam w obsłudze klienta, a pani Ania (wiceprezes) nie wymagała ode mnie sczególnych ubiorów. Miałam raczej wolny wybór. Zdawałam sobie jedank z tego sprawę, że mój wygląd nie ujdzie jej uwadze. Zresztą nie ubierała bym się wtedy tak, jak się ubrałam, gdybym tego nie chciała. Poszłam na autobus. Czułam się świeżo. Cipka była mokra i byłam napalona. Na przystanku jak zwykle tłok. Wszyscy wyruszali około godz 8.00 do pracy. W autobusie też tłok jak zwykle. Zastanawiałam się, czy ktoś czuje zapach mojej cipki. Gdy byliśmy już w centrum, dwa przystanki przed wysiadką, poczułam muśnięcie na pośladku. Nie wiedziałam, czy było przypadkowe, czy umyślne. Ale nie zareagowałam. Byłam suczką. Jeszcze jedno muśnięcie, tym razem jednak już nieprzypadkowe. Nie obróciłam się, aby nie speszyć jego (a może jej). Gdy się autobus zatrzymał, poczułam, jak ktoś położył mi dłoń na pośladku, potem przesunął na drugi. Podnieciło mnie to. Pewnie inna kobieta obróciła by się i zwróciła temu komuś uwagę. Ale ja nie... Nie odwracając się, wysiadłam z autobusu. Gdy przyszłam do pracy, przygotowałam już kawę, świeże ciasto, które było dostarczone z piekarni codziennie i siedziałam przy biurku. Gdy pani wiceprezes przyszła, poprosiła mnie na omówienie planu dnia do pokoju. Gdy weszłam za nią, zmierzyła mnie i uśmiechnęła się – Z pewnością była byłabyś atrakcją wielu naszych klientów – dodała tylko. Zarumeniłam się. Po pierwsze pierwszy raz powiedziała do mnie na „Ty”, po drugie było to poniżające. Trzeba dodać, że pani Ania była atrakcyjną osobą, z klasą, 38 lat. Jednak w tym samym momencie obudziła się moja ukryta uległa natura i poczułam mrowienie między nogami. To był test. Jeżeli skontruję, zatrzymam godność, jeżeli nic nie powiem... – Z pewnością Pani Aniu – odpowiedziałam ulegle. To była moja decyzja. Iza chciała, abym ubierała i zachowywała się jak prawdziwa suczka. Taką właśnie się stawałam. Wiedziałam, że aby zostać taką „lalką” jak określiła to Iza, musiałam się wyzbyć wstydu a nawet własnej godności. Aby spełnić moje fantazje, musiałam się poniżać i być poniżaną. Miałam wrażenie, że mojej szefowej spodobała się ta gra ról. Nie myliłam się. – Wiolka (tak nazywały mnie tylko najbliższe koleżanki), masz ładne nogi, ładną figurę, więc nie musisz ukrywać tego pod zbyt długimi spódniczkami. Sądzę, że krótkie spódniczki podkreślają lepiej twoją osobowość – Powiedziała do mnie zupełnie poważnie. Nie wyczułam w jej głosie drwiny. Była to jedna z najbardziej poniżających rzeczy jaką usłyszałam wobec siebie (od kogoś takiego), jednak zdawałam sobie sprawę, że tego chciałam. Wiedziałam, że ona zrozumiała od razu, że to jest rodzaj gry i wiedziałam też, że moja kariera właśnie zatrzymała się w tym miejscu. Teraz musiałam kontynuować, co zaczęłam – Dziękuję – odpowiedziałam grzecznie. – Więc powinnam nosić krótsze spódniczki – odpowiedziałam grając naiwną blondyneczkę – pani wiceprezes podeszła do mnie bliżej i przejechała ręką po moich włosach poprawiając mi kosmyk. - Ależ oczywisćie Słoneczko, przecież zależy ci na uwadze mężczyzn, nieprawdaż? – Dodała. Widziałam w jej oczach podniecenie. Czyżby moje podniecenie i moje upodobania seksualne tak wpływały na innych...- Tak Pani Aniu – odpowiedziałam znów posłusznie. Ona wróciła za swoje biurko i przekazała mi plik dokumentów jak codziennie. Wyjaśniła mi klika rzeczy i odesłała mnie do pracy – dając mi klapsa w tyłek i mówiąc - hop hop. – Wstyd był czymś boskim w tym momencie. Moja cipka wiedziała o tym najlepiej. Teraz byłam już pewna, że obie będziemy grały nasze role. Spodobała jej się ta gra, a mnie podniecała... Uśmiechałam się na myśl o tym, że w ciągu dwu dni moje życie tak się zmieniło. W sekretariacie nie było nikogo. Był on też na przedostatnim piętrze budynku i przychodzili tu inni w zasadzie na umówione terminy. Przepisywałam jakieś dokumenty, odbierałam telefony, umawiałam panią wiceprezes na terminy. Cała moja praca. Kiedyś łudziłam się, że to dobra pozycja startowa. Teraz nie zależało mi na tym... Umówiłyśmy się z Izą na obiad. Spotkałyśmy się na dole i widziałam wzrok innych kobiet i lubieżne spojrzenia mężczyzn. – Cześć suniu – powiedziała do mnie zupełnie normalnie. Zdziwiłam się nieco ale odrazu poczułąm to w łechtaczce. – Witaj, moja... Pani? – powiedziałam raczej pytając – Nie, mów do mnie Iza, albo Kochanie. „Pani” uważam to za trochę dziwne... – odpowiedziała ze stoickim spokojem, właściwie może rutyną? Sama nie wiedziałam. Poszłyśmy do naszej stałej kawiarenki. Usiadłyśmy i zamówiłyśmy sałatki. Przy obiedzie opowiedziałam Izie o zdarzeniach z biura i pani Ani. Iza wysłuchała mnie i uśmiechnęła się do mnie – robisz postępy szybciej niż myślałam? – Popatrzyłąm się na nią lekko odchylając moje okulary słoneczne – Dziękuję!. – Mam dla ciebie kilka informacji: Po pierwsze jadę z tobą na urlop! – Aaaah! – krzyknęłam i uściskałam ją – naprawdę się bardzo cieszyłam. – Po drugie, umówiłam ci termin do fryzjera za dwa dni. – Fryzjera? - Spytałam się. – Tak, chcę aby nieco dopasował twoją fryzurę do moich wyobrażeń – dokończyła Iza sącząc sok pomarańczowy. – Ale nie na łyso, nie? – Spytałam z lekką obawą. – Nie głupia, poprostu trochę inaczej – mówiła śmiejąc się. Gdy po obiedzie doszłyśmy do budynku banku Iza złapała mnie za rękę – Czy podobał Ci się ten... Milo? – spytała. – No... fajny był. – Więc umawiamy się dziś na czwartą. Po pracy pójdziesz do niego na postój, pojedziesz z nim gdzieś i poprosisz go, aby ci się spóścił na cycki. Potem chcę, aby ci zlał tyłek paskiem, ale mocniej, zrozumiałaś? – Powiedziała znów mając węgliki w oczach. Ten wzrok mnie rozbrajał. – Jesteś znów mokra ty mała dziwko? – Tak – odpowiedziałam. – Nie wolno ci się brendzlować w toalecie, rozumiesz? – Tak Iza. – Odpowiedziałam. – OK – Przyjadę po ciebie o czwartej, pa! – powiedziała i odeszła. Wróciłam do bióra, ale znalazłam tylko kartkę, że pani wiceprezes wyjechała na spotkanie i już dziś nie wróci. Resztę dnia spędziłam na oglądaniu zdjęc BDSM w internecie... Po pracy z biciem serca poszłam znów na postój taksówek. Nie widziałam Milo. Podeszłam do jakiegoś gościa i chciałam się od niego dowiedzieć – Czy będzie tu dziś Milo?. – Facet uśmiechnął się dwuznacznie i podzszadł do radia. – Tu 1899, czy jest tam gdzieś Milo? – przekazał przez nadajnik. - Cisza. – Tu Milo, co jest? – Tu jest taka laleczka i czeka na ciebie... – powiedział gość ponownie – Dobra, zaraz jestem. Nie trwało to dłogo i podjechał jego Mercedes. Wsiadłam i praktycznie od razu odjechaliśmy. Gdy tylko minęliśmy postój taksówek, rozpięłam koszulę i ściągnęłam spódniczkę. Jechaliśmy praktycznie jeszcze przez centrum miasta, a ja siedziałam prawie nago z mokrą cipką. – Czy mogę cię o coś poprosić – spytałam robiąc taką słodką minę jaka mała dziewczynka – tak, ale zdejmij koszulę. – Odpowiedział. Widziałam jego erekcję. – Chciała bym dostać dziś znów pasem, ale mocniej i chciałabym, abyś mi się spóścił na cycki. – Popatrzył się na mnie i uśmiechnął – Pojedziemy na parking, zaraz za miasto. Ale możesz już zacząć ciągnąć, suczko. – Znów zostałam nazwana suczką. Pomyślałam, jak długo będzie to trwało, aż cała reszta świata będzie mówiła do mnie suko... Mimo, że mijaliśmy jeszcze skrzyżwania, wspięłam się kolanami na fotel podniosłam spódniczkę i wypiełam mój goły tyłek w kierunku bocznej szyby. Rozpiełam jego rozporek i zaczęłam ciągnąć jego kutasa jak najtańsza kurewka. – Dobra, jeżeli chcesz mieć spermę na cyckach, to przestań – powiedział dysząc. Przestałam i byliśmy już na parkingu w lasku za miastem. Milo wysiadł z auta i wyciągnął pasek ze spodni. Też wysiadłam. – Podejdź tam do ławek i wypnij tyłek – Powiedział zdejmując koszulkę. Był wysportowany, ładnie umięśniony, nie przesadnie, poprostu estetycznie. Zupełnie nago, pomijając buty, podeszłam do drewnianego stolika i położyłam się na nim klęcząc na ławeczce. Wypiełam mocno tyłek i rozsunęłam rozpustnie nogi. – Dostaniesz 50 mocnych udzerzeń – powiedział, po czym złożył pasek na pół. – Zasłużyłam sobie – odpowiedziałam wyzywająco. – Wsssst, wssssst, wssssst – uderzenia rytmicznie spadały na moje pośladki. Bił mnie naprawdę mocno. Piekło diabelnie. Po którymś razie włożyłam rękę pomiędzy nogi i zaczęłam się pieścić. – Wssst, wsssst – razy spadały, ale nie czułąm już tego tępego bulu. W połączeniu z pieszczotami byłam poprostu w transie. Ostatnie razy jednak tak piekły, że za każdym razem głośniej skomlałam. Pół z bólu, pół z rozkoszy – Wssst – Aaah – wsssst – ooooh – wsssst - hmmmm. - Prawie dochodziłam gdy przestał. Podniosłam się. Kolana miałam obolałe od klęczenia na twardym drewnie. Gdy dotknęłam pośladków, poczułam mocne pieczenie – Mam mocne ślady? - spytałam. – Masz poniekąd purpurowe pręgi. – Odpowiedział. – Takie suczki jak ja muszą być bite, aby były posłuszne – powiedziałam i podeszłam do niego. Uklęknęłam i wzięłam kutasa w usta i zaczęłam ponownie ssać. Nie trwało długo, gdy wyrwał go z moich ust aby kilkoma salwami spermy spryskać moje piersi, jak chciałam. – Czy zawieziesz mnie z powrotem do miasta? – spytałam słodko. – Spokojnie, gdzie chcesz – powiedział i pojechaliśmy. Założyłam koszulę i zapięłam. Oczywiście nie wytarłam spermy, która teraz lepiła się do koszuli. Spódniczki nie założyłam jeszcze, bo... miałam inny plan. Samochód już odjeżdżał – Poczekaj – powiedziałam. – Zerżnij mnie w tyłek... Milo popatrzył się na mnie i wysiadł z samochodu. Też wysiadłam. Podniósł mnie i posadził na masce samochodu. Najpierw wsadził mi kutasa w cipkę dla rozgrzewki, a potem w umiejętny sposób pieścił mój tyłeczek i delikatnie ale zdecydowanie wsadził mi swojego kutasa w moją gorącą pupcię. Szybko poszło myślałam sobie. Doszliśmy jednocześnie. Gdy przeżywałam swój orgazm, on wpompował mi spermę w tyłek. Było to niesamowite przeżycie. Wiedziałam, że będzie to jedna z moich ulubionych dyscyplin. Milo podłożył mi ręcznik, abym nie zabrudziła mu siedzenia. Było to dość zawstydzające, co u mnie powodowało znów podniecenie. Gdy przyjechaliśmy na postój taksówek, wysiadłam i pożegnałam się całusem z Milo. Inni taksówkarze patrzyli na mnie jednoznacznie. Kilku nawet gwizdnęło. V Iza czekała na mnie w umówionym miejscu. Spóżniłam się jakieś 10 minut. – Gdzie moja suczka się tak długo podziewa, hm? – powiedziała do mnie zupełnie głośno, tak, że obok przechodzące dziewczyny popatrzyły się i chichocząc – wiedziałam, że to był rodzaj kary za spóźnienie. – Przepraszam – powiedziałam. Gdy maszerowałyśmy w stronę butików, opowiedziałam Izie wszystko co było z Milo. – Ty cała pachniesz spermą jak gumowa lalka – powiedziała wtedy – ale dziwiłam się, dlaczego masz spermę na butach, teraz rozumię... – dokończyła, a ja czerwona jak burak spojrzałam na buty. Faktycznie przy obcasie u lewej stopy była resztka spermy, która wypłynęłą z mojego tyłka, i po udach ściekała w dół. – No już! Idziemy – ponagliła mnie Iza. – Mam nadzieję, że masz mocno zlany tyłek – powiedziała po chwili uśmiechając się. – Milo mówił, że jest miejscami purpurowy... – Odpowiedziałam – Świetnie, więc może pójdziemy dziś jeszcze nad jezioro... – dodała Iza. Przeszły mnie dreszcze na samą myśl – Więc powinnyśmi mi kupić skąpe bikini, abym się bardziej wstydziła – odpowiedziałam, a Iza przystanęła i popatrzyła na mnie – Będziesz się wstydziła, wszystko już przygotowałam – powiedziała uśmiechając się. Dziś wyszłam wcześniej z pracy i właściwie już kupiłam co mi się podobało – Musimy jednak omówić jeszcze kilka rzeczy przy kawie. Choć – dodała i poszłyśmy do stolików w kawiarni. Gdy siedziałyśmy już, Iza zaczęła ze mną rozmowę o nas i naszym stosunku. Rozmawiałyśmy o tym,gdzie mają być granice, gdzie chcę, aby ich nie było. Ponieważ dla mnie jaki i dla niej poniżanie, zawstydzanie i seksualna degradacja mnie były bardzo istotnym elementem,ustaliłyśmy, że Iza będzie robiła to często, też w codziennych sytuacjach.- Od dziś przeżyjesz sytuację, w których jeszcze nie byłaś. Będę cię poniżać nazywająć cię idiotką, debilką, blondynką, suką i td.. Iza zamówiła na dwie kawy i po ciastku. Siedziałyśmy pod parasolem chroniąc się przed słońcem. – W zasadzie zrobiłam już zakupy – zaczęła Iza – kupiłam przeróżne rzeczy dla ciebie i kilka dla siebie, no i trochę dodatków – dokończyła uśmiechając się. – Hmm, co kupiłaś... – zapytałam podekscytowana. Iza uśmiechnęła się - niektóre rzeczy musisz zobaczyć i nie chcę ci zdradzać wszystkiego... ale na przykład kupiłam ci taki strój francuskiej pokojówki..., dwa stroje kąpielowe..., trzcinkę angielską... – Czułam jak się podniecam jej opowiadaniem – no i nową bieliznę i trochę dodatków – dokończyła. – Hmm, stroje kąpielowe – zapytałam z zaciekawieniem. – To są z pewnością nieprzyzwoite, hm? – zapytałam wyraźnie już podniecona. Świadomość bycia ubieraną jak lalka przez Izę podniecała mnie. Wiedziałam, że będę prowokująco lub wręcz nieprzyzwoicie ubierana i podniecało mnie to. Siedziałam w kafejce i patrzyłam na innych. Mężczyźni uśmiechali się do mnie, patrzyli z zainteresowaniem lub nawet widzocznym podnieceniem. Dziewczyny raczej niechętnie patrzyły, jak ich faceci na mnie spoglądali. – Podobasz się wielu facetom, co? – powiedziała niespodziewanie Iza. Też to zauważyła. – Ciekawe jakby się patrzeli, gdyby wiedzieli, że jestem taka napalona... – powiedziałam się patrząc na Izę. – Mężczyźni są jak psy..., wiedzą kiedy suka jest napalona – powiedziała do mnie. Zrobiłam się znów czerwona jak burak. Więc nasza zabawa się zaczęła pomyślałam. – Ach, wracając do stroi, to one są nieco inne – powiedziała uśmiechając się dwuznacznie. – Inne? – spytałam zaciekawiona. – No... to są takie stroje jak dla małych dziewczynek, tyle, że są większe... – Patrzyłam jej w oczy i widziałam w nich iskierki. Byłam ciekawa w czym będę musiała wyjść na plażę... Widziałam coraz częstsze spojrzenia innych. Widziałam ich zainteresowanie mną. Postanowiłam pójść do toalety, aby się zobaczyć. Gdy szłam, czułam jak śliska jestem między nogami. Ciekło ze mnie dosłownie. Wtedy pomyślałam „o Boże” na myśl o plastykowym siedzeniu, które musiało mieć teraz morką plamę po mnie... Gdy zobaczyłam się w lustrze, zrozumiałam ich spojrzenia. Miałam wypieki na policzkach, moje usta były napełnione krwią, sutki stały mi przez koszulkę. Włożyłam rękę między nogi. Byłam mokra. – Odeszłam nieco od lusterka i popatrzyłam na siebie – Jesteś najtańszą dziwką Wioleta – powiedziałam do siebie – a teraz rusz się z tyłkiem i pokaż jaką suczką jesteś – dokończyłam patrząc się sobie w oczy. Pdnieciłam się znów. Werbalne poniżanie wzbudzało we mnie fale doznań. Wyszłam w kierunku stolików. Gdy szłam, cycki (sądziłam że tak powinnam je nazywać) ruszały się swobodnie pod koszulką. Przyszłam do stolika ale nie widziałam na krześle znaku mojej mokrej cipki, usiadłam. Iza popatrzyła się na mnie. – Onanizowałaś się? – zapytała. Popatrzyłam na nią. W sumie mogłam to zrobić pomyślałam, bo byłam mocno podniecona. – Nie – odpowiedziałam. – Jeżeli będziesz chciała się sama zaspokoić, musisz spytać mnie czy możesz, zrozumiałaś idiotko? – spytała Iza bez ogródek. – Tak – odpowiedziałam i znów poczułam jak fale podniecenia uderzyły mi do głowy. Nie rozumiałam co się ze mną dzieje. Zostałam przed chwilą nazwana idiotką i podnieciło mnie to. Gdy wypiłyśmy kawę, Iza zapłaciła i wstałyśmy od stolika. – Weź torby! – powiedziała po chwili do mnie. Ona wzięła swoją torebkę a ja wzięłam dwie duże torby z błyszczącego papieru. Nie były ciężkie. Gdy przechodziłyśmy między stolikami, jedna z toreb zachaczyła się o krzesło. Próbowałam ją uwolnić, ale nie dałam rady. Postawiłam jedną z toreb i przykucnęłam aby odchylić trochę krzesło. Nie zauważyłam jednak, że spódniczka oparła się o krawędź oparcia innego krzesła, na którym siedział jakiś gość. Swoim ciężarem przytrzasnął skrawek mojej spódniczki. Przy kucaniu spódniczka podniosła się, obnażając kompletnie mój goły tyłek. To było te kilka sekund, które minęły jak w zwolnionym tempie. Poczułam na sobie wzrok wielu par oczu. Nie wszyscy widzieli ten incydent, ale wielu widziało. – Wyszarpnęłam spódniczkę i wstałam. Szmer i chichot rozszedł się po stolikach. Taka czerwona chyba jeszcze nigdy nie byłam. Tak mi się przynajmniej wydawało. Jednak oprócz wstydu, znów odczułam wyraźnie podniecenie – byłam naprawdę suką, pomyślałam sobie. Po krótkim spacerze doszłyśmy z Izą do jej samochodu. Miała ładnego kabrioleta, Opla. Pracowała w banku dla zajęcia, nie dla pieniędzy. Jej rodzice mielki sporo kasy i ona z tego profitowała. Posiadała nawet własny domek jednorodzinny. Nie był duży, za to ładnie wystrojony. Wsiadłyśmy i pojechałyśmy do niej. Gdy weszłyśmy do domu ona podeszła do mnie i pocałowała mnie – rozbierz się, zaraz będę – powiedziała – i odeszła. Zdjęłam koszulkę i spódniczkę i stałam już nago. Zobaczyłam w jej sypialni duże lustro i podeszłam do niego. Obejrzałam się. Na moich pośladkach jescze cały czas było widać ślady od paska. Ale wtedy ujrzałam w lustrzanym odbiciu szkolną angielską trzcinkę. Obróciłam się i podeszłam do stolika. Miałam pierwszy raz w ręku taką trzcinkę. Spojrzałam na łóżko. Leżał na nim tylko wypchany wałek. Intuitywnie wiedziałam, po co on jest. Położyłam się na łóżku nogami do ściany, tak że patrzyłam się w lustro. Biodra przełożyłam przez wałek. Bez dodatkowego wysiłku, mój tyłek był wyeksponowany do bicia. Chciałam tego. Obawiałam się chwili, kiedy mnie tak znajdzie Iza, ale chciałam tego. – Widzę, że znalazłaś już coś, co cię zaciekawiło – spytała nagle stojąc w drzwiach. – Aha... odpowiedziałam kusząco. Iza podeszła do łóżka i wzięła trzcionkę w ręce, poczym machnęła nią kilka razy w powietrzu. – Dostałaś kiedyś już lanie czymś podobnym? – spytała. – Nie, nigdy... ale najwyższy czas aby się to zmieniło... – odpowiedziałam. – Mnie dwa razy o to pytać nie musisz Słonko – wypnij tyłek. – Popatrzyła na mnie z podnieceniem. – Musisz wiedzieć tylko dwie rzeczy: Pierwsza to to, że będziesz dostawała lanie tuzinami, tradycyjnie. Czyli 12, 24, 36 lub więcej uderzeń. Po drugie: zawsze biję mocno, zrozumiałaś? – zapytała upewniając się. – Poproszę więc o dwa tuziny – odpowiedziałam patrząc się jej w oczy i wypięłam pośladki. – wsssst, wsssst, wsssst – razy spadały dość szybko. Był to inny ból niż przy pasku. Bardziej przecinający, ostry. Nie miał tej ciężkości ale był bardziej wyrazisty – wsssssst, wsssst – po chyba 13 czy 14 uderzeniu bolało już mocno. Widziałam kontem oka, jaki rozmach Iza za każdym razem bierze. Wkładała w każde uderzenie dużo siły. – Wsssst, wssst, wssssst, wsssssst, wsssssst, wssssst – Ostatnie trzy uderzenia były bardzo bolesne – wsssssssssssst, wsssssssssssssssssssssst, wsssssssssssssssssst – słyszałam świst trzcinki. Nastąpiła cisza. Jak tylko przestała mnie bić, ból zaczął ustępować podnieceniu. Czułam wyraźnie nowe doznania. Byłam ciekawa, jak wygląda mój zlany tyłek. Iza usiadła przy mnie i zaczęła się przglądać moim pośladkom. – Teraz masz prawdziwe pręgi. – powiedziała prawie że czule. – Widoczne? – spytałam. – O, i to bardzo. Masz cały tyłek w purpurowych liniach... podniecająco to wygląda. – Muszę to zobaczyć – odpowiedziałam i wstałam. Podeszłam do lustra i obejrzałam moje pośladki. Były na nich ślady od trzcinki. Na obu pośladkach i górnej części ud przebiegały długie, czerwono-sine linie. Podobało mi się to. – Więc jaki strój mam założyć – spytałam, nieco szokując moja Panią. – Grzeczna sunia z ciebie – odpowiedziała. Wyszła i wróciła po chwili podając mi różowy strój. Spojrzałam na metkę. Był on na rozmiar XS, jak na dziewczynkę. Ja miałam prawie 170 cm i byłam już dorosła. Zobaczyłam od razu, że nie jest to taki prawdziwy strój kąpielowy, raczej taki klubowy. Sama nie wiedziałam. Założyłam go. „Boże”, pomyślałam, jak zobaczyłam się w lustrze. Był to różowy strój, mający wzdłóż krawędzi wycięć przy biodrach falbanki z tiulu, do tego podobne też na wysokości piersi. To był strój na rozmiar XS. Myślałam więc, jaka nastolatka by to miała założyć??? Takie coś można by może założyć pięcioletniej dziewczynce, ale nie nastolatce. Co gorsze, ja to miałam teraz na sobie...!!! Materiał stroju był bardzo cieńki i w miejscach intymnych nie było podszewki!!! Nie był to strój typu string, ale był na mnie nieco zamały i wrzynał mi się nieprzyzwoicie między nogi. Gdy zrobiłam kilka próbnych kroków, strój wsunął mi się z tyłu między pośladki, obnażając mój zlany tyłek. – Obróć się – powiedziała Iza, poczym zrobiłam pełny obrót. – Poczekaj, wiem czego brakuje – powiedziała. Gdy przyszła miała w ręce karton od butów i różową wstążkę. Podeszła do mnie, przełożyła wstążkę z tyłu mojej głowy pod włosami, poczym obydwa końce związała u góry w dużą kokardę. Natępnie wyciągnęła z opakowania parę sandałków, oczywiście też różowych. Nie były one na płaskiej podeszwie, tylko coś jak buty na koturnie. Zrobiła kilka kroków do tyłu – i uśmiechnęła się. – Popatrz teraz – powiedziała do mnie. Podeszłam do lustra i aż tchu mi zabrakło. W lustrze widziałam dorosłą kobietę z dużą kokardą na główie, stroju jak dla dziecka i różowych klapkach (sandałkach bez wiązań) na koturnie. – Jezu, ja wyglądam jak... jak kompletna dziwka... – powiedziałam głośno. Iza roześmiała się. – Nie, wyglądasz jak prawdziwa blondynka – mówiła śmiejąc się ze mnie – Wyglądasz jak taka idiotka do walenia, jak pojemnik na spermę – mówiła dalej w taki poniżający sposób. Podeszła do mnie i stanęła za mną. Patrzyłyśmy się obie na moje lustrzane odbicie. – Wstydzisz się, jak tak do ciebie mówię – szeptała mi w ucho – tak, nawet bardzo – odpowiedziałam. – Podoba Ci się to? – pytała nadal szeptając – tak... – odpowiadałam. Moje sutki stały mocno a cipka ociekała sokami. Byłam znów mocno napalona – Chcesz, abym robiła to często? – kontynuowała dalej Iza. – Patrzyłam się w jej oczy i moje policzki rozgrzewały się – Tak..., chcę żebyś mówiła do mnie... jak do suki...szmaty... – Podniecałam się własnymi słowami. Patrząc się jescze w jej oczy dodałam – lubię, gdy mnie tak poniżasz, mówiąc, że jestem głupia... i nazywasz... idiotką, albo pustą blondynką... – Iza też była wyraźnie podniecona – Ooh... widzę że przerastasz powoli moje oczekiwania. – Masz jakieś konkretne sytuacje w głowie, podzczas których powinnam tak się do ciebie zwracać? – mówiła mi do ucha i czułam jej bicie serca - ...kiedy chczesz i przy kim chcesz... – odpowiedziałam jej. – ...Gdy na przykład stoisz w towarzystwie przystojnych facetów... – kontynuowała Iza. Byłam już na krawędzi orgazmu, poprostu tak, bez dotykania się nawet. - ...Wtedy szczególnie... – dokończyłam. Iza przejechała palcem po moich ustach. Otworzyłam je lekko. – Tu mężczyźni będą deponować swoją spermę – mówiła mi do ucha – dużo spermy... codziennie... – Potem czułam, jak pieszcząc mi persi, wkłada mi w odbyt lekko plca. – Twój tyłek będzie używany codziennie... wiele razy... – szeptała dalej – i w niego też wszyscy się będą spuszczać... jak w gumową lalkę... ty głupia suko... – A moja cipka...? – spytałam się patrząc na nas w lustrze – Tylko kobietom wkłada się kutasy w cipkę... natomiast takie suki jak tym są walone tylko w tyłek lub w usta... – dokończyła Iza. Czułam, że już obie jesteśmy na szczycie. – Stań na łóżku na czworaka, twarzą do lustra idiotko, zaraz przyjdę – powiedziała Iza i wyszła na chwilę. Zrobiłam jak mi kazała. Po chwili weszłą do sypialni mając na paskach zawieszonego, dużego sztucznego kutasa. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, podeszła od tyłu do mnie, przesunęła strój na bok. Włożyła mi rękę między nogi, poczym nasmarowała śluzem mój odbyt. Popieściła go trochę jednym, potem dwoma palcami. Umierałam z rozkoszy. Za chwilę poczułam nacisk, lekki ból i już za chwilę Iza rytmicznie waliła mnie, wkładjąc mi tego olbrzymiego kutasa w tyłek. Pieprzyła mnie mocno, czułam jak głęboko mi wchodzi. Dochodziłam do orgazmu dużymi krokami. Paliło mi się w głowie i między nogami. Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam tylko rytmiczne uderzenia. Iza wsadzała mi kutasa do jego nasady... Z wrażenia i doznań położyłam się na brzuchu i kutas powoli wysunął mi się z odbytu. Usłyszałam, jak Iza odpina pasek i kutas poleciał na wykładzinę. Wiedziałam, że ona też jest niezaspokojona. Odwróciła mnie gwałtownie. Podciągnęła nieco w kierunku lustra. Moja głowa leżała teraz jakieś 20 cm od brzegu. Nie wiedziałam na początku co mam robić, ale to nie było też potrzebne... Ona podeszła do mnie, rozsunęła lekko nogi i usiadła swoją cipką na mojej twarzy. Onanizowała się poruszając się rytmicznie, rozmazując mi swój śluz po całej twarzy. Leżałam tam jak taka suka na przemian łapiąc powietrze i wyciągając język starałam się jej dogodzić. – Oooohh, hmmm – słyszałam jej jęki. – Ooooh, oooooh, oooh tak dziwko, liż mnie – syczała przez zęby. Nie trawało to długo gdy poczułam jak śłuz, niczym ciepła woda zaczął mi się lać po twarzy, spływając na włosy, na szyję, do ust, poprostu wszędzie. To był ten rodzaj ejakulacji kobiecych, o których czytałam. Głośno i rytmicznie szłyszałam – ooooh, ooooh, hmmm – gdy zkończyła, położyła się obok mnie na łożku... – O Boże ale się fajne wybrędzlowałam - powiedziała zdyszana. Popatrzyła się na moją mokrą od jej soków twarz. Przegładziła mi włosy ręką. – Fajną suczką jesteś – powiedziała do mnie. - Wiesz, jest już prawie godz. 19.00 i może darujemy sobie wyjazd na jezioro, co? – Popatrzyłam się na nią, poczym wzięłam jej rękę i włożyłam sobie między nogi. – Jestem nadal napalona – powiedziałam patrząc się jej w oczy – Powinamm zostać ukarana... pojedźmy tam i... zawstydzaj mnie... upokarzaj... poniżaj. Zrób ze mnie sukę... – Powiedziałam znów rozpalona. Wystarczyło, że sama wypowiedziałam te słowa i jak zaklęcie powodowały u mnie mocne podniecenie. Iza podniosła się z łóżka i popatrzyła na mnie. – Wstawaj! Idę po koszyk i ręczniki. Jedziemy na plażę! – powiedziała. Wstałam, poprawiłam strój, wstążkę z kokardą na włosch i założyłam moje różowe klapki na lekkim obcasie. Iza weszła i zadzwoniła kluczykiem od auta – idziemy? – spytała. Założyła lekką letnią sukienkę i klapki. Nie widziałam jednak niczego dla mnie. Nie spytałam się, to było oczywiste... Wyszłyśmy z domu i poszłyśmy do kabrioleta. VI Iza, ładnie i stosownie ubrana, ja w przymałym prawie przezroczystym stroju z falbamkami. Do tego z kokardą na głowie i różowymi klaplami na obcasie wyglądałam jak idiotka przy niej. – W tym momencie przechodził chłopak z dziewczyną i patrząc na mnie, uśmiechali się drwiącao, szczególnie ona. Odwróciłam się i usłyszałam wtedy jej głos – Powinnaś mocniej dostać dziwko – powiedziała głośno. Zapomniałam kompletnie o laniu i o pręgach. Znów zrobiłam się czerwona jak burak i tym samym poczułam mrowienie między nogami. Im bardziej intensywne upokorzenie i poniżenie, tym bardziej intensywne doznania. Odwróciłam się za nimi i widziałam, że odchodząc obracali się jeszcze kilka razy. – Iza obserwowała zdarzenie również. Nasze spojrzenia spotkały się – Przyzwyczaj się do tego suko – Powiedziała zupełnie normalnie. Otworzyłam drzwi od auta i wsiadłam. – Właśnie się staram... – Odpowiedziałam i pojechałyśmy. Gdy dojechałyśmy na plażę na naszą żwirownię, nadal było bardzo ciepło i było jesczcze sporo ludzi. Rodziny z dziećmi w zasadzie już wybyły lub się właśnie zbierały. Iza podjechała autem niedaleko takiego gaiku. Było trochę młodych parek tu i tam, to tu i ówdzie małe grupki chłopaków lub/i dziewczyn. Wysiadła z samochodu, zdjęła sukienkę i wzięła koszyk z ręcznikami, kremem i czymś tam jeszcze. – Idziemy! – powiedziała do mnie. Wysiadłam z auta i poszłam za nią. Postanowiłam nie robić żadnych uników, lub się zakrywać, bo nie miało to sensu. Po chwili moja właścicielka zatrzymała się i obróciła. Popatrzyła się na mnie z lekkim uśmiechem – i co, wstydzisz się? – spytała. – Uśmiechnęłam czerwieniąc się. – Tak, wstydzę się – no to świetnie – powiedziała. Podeszła do mnie bliżej. – Obróć się – rozkazała. Zrobiłam jak kazała. Poczułam jak chwyta strój przy pośladkach i dokładnie umieszcza go między nimi. Ułożyła materiał tak, że miałam absolutnie wyeksponowane pośladki – Po co stwarzać pozory – powiedziała i dała mi soczystego klapsa. Przeszłyśmi jeszcze kilka kroków i zatrzymałyśmy się. Ona rozłożyła ręczniki i pociągnęła mnie za sobą. Było to jakieś 10 metrów do wody. Po drodze minęłyśmy jakąś parkę. Wiedziałam że widzą mój strój i zlany tyłek. Usłyszałam tylko: O Jezu – dziewczęcym głosem, ale nie odwróciłam się. Jeszcze za bardzo się wstydziłam. Iza wskoczyła do wody i przywołała mnie do siebie. Weszłam tak, aż woda sięgała mi pośladków. Była ciepła. Nie wchodziłam z zasady dalej, bo nie umiałam pływać. Bałam się wody. – Kucnij i zanurz się po szyję – Powiedziała do mnie moja Pani. Kucnęłam i znalazłam się po szyję w wodzie. Iza popatrzyła się na mnie – A teraz zrobisz dokładnie to co będę ci kazała, zrosumiałaś? – Zapytała zdecydowanym tonem. – Tak Pani... – odpowiedziałam – Wiesz nawet mi się to podoba, jak mówisz do mnie Pani. – Będziesz się do mnie od teraz tak zwracać, dobrze? – Tak – odpowiedziałam ponownie. – Więc chodź! – powiedziała. Pociągnęła mnie za sobą za rękę i poszłam za nią. Na brzeg podchodziły dwie dziewczyny z chłopakiem. On patrzył się na mnie nieśmiale, a dziewczyny pierw z wyraźnym zdziwieniem potem zaczęły się podśmiewać – Jezu widziałaś jak ta idiotka wyglądała – usłyszałam – Bezwstydna suka – powiedziała druga... Wiedziałam, że miała rację. Podnieciło mnie to. Za chwilę mijałyśmy parkę młodych i widziałam jak on patrzy się dokładnie na moją cipkę. Spojrzałam na siebie i wtedy zobaczyłam, że strój absolutnie przylega do mojego ciała. Nie był w ogóle elastyczny, tylko pod wpływem wody rozciągał się nieco i niczym druga skóra przylegał do mojego ciała. Cycki, cipka... wszystko było dobrze widzoczne. Poczułam jak kolejna mieszanka wstydu i podniecenia pochłonęła moje ciało. Czułam wypieki na policzkach. – Ale dostała baty – usłyszałam jego głos, gdy odchodziłyśmy – Z pewnością sobie zasłużyła... – dokończyła nieznajoma dziewczyna. Wcześniej myślałam, że wstyd będzie nie do zniesienia, ale jednak.... Czy byłam suką z natury? Gdy doszłyśmy do ręcznika, Iza wyciągnęła małą portmonetkę z koszyka. – Choć, jeszcze budka z lodami jest otwarta – powiedziała. Wiedziałam, że nie chodzi o lody... Do budki było w sumie jakieś 25 m, tyle że było po drodze trochę ludzi do ominięcia. Zebrałam wszystkie mentalne siły i poszłam za nią. W oczach mijanych ludzi, mężczyzn i kobiet, dziewwczyn i chłopaków, widziałan na przemian pogardę i podniecenie. – Słyszałam obelżywe uwagi pod swoim adresem i różne lubieżne odzywki. Iza trzymała mnie cały czas za rękę jak małą dziewczynkę. Czułam się przy niej bespiecznie. W sumie narażała też siebie prowadząc mnie, będąc ze mną. Ale nie przeszkadzało jej to. Nie przejmowała się niczym. W sumie minęłyśmy może kilkanaście osób, ale wrażeń miałam dużo. Nie wiedziałam, co było bardziej dla nich szokujące, mój strój z kokardą na głowie czy pręgi na tyłku. Stałam czerwona jak burak przy budce, gdy Iza zamawiała lody. Dziewczyna z budki patrzyłą na mnie jak na najtańszą dziwkę. Moja Pani podała mi loda i stanęła przy stoliku naprzeciw mnie. Liżąc uśmiechała się do mnie – Nie myślałaś, że twoje fantazje aż tak daleko się spełnią, hm? – Nie... nie myślałam. – Zdaje się, że z tym strojem trafiłam w dziesiątkę, prawda? Do tego pręgi na tyłku... Jesteś tematem numer jeden teraz... – mówiła liżąc loda. Tysiąc myśli przechodziło mi przez głowę. Czułam się podle i dziwnie podekscytowana na raz. Właśnie dałam z siebie zrobić pośmiewisko, a mimo wszystko podnieciło mnie to jak nic innego w moim życiu. – Zasłużyłam sobie na takie traktowanie... – Odpowiedziałam jej. Jeszcze chwilę tak stałyśmy, poczym Iza skinęła głową i poszłyśmy z powrotem do naszych ręczników. Gdy wracałyśmy patrzyłam na mężczyzn i podniecało mnie to, że widziałam u wielu erekcję lub pół erekcję. Moja Pani też to widziała. – Mężczyźni lubią takie suczki jak ty – powiedziała do mnie. – Mi też się to podoba, że im się podobam – odpowiedziałam. – Gdyby tylko mogli, walili by cię tu wszyscy na tej plaży – kontynuowała Iza. Nic nie odpowiedziałam, ale byłam też mocno napalona i zastanawiałam się, jak by to było, gdyby cała kolejka facetów ustawiła się, aby mnie zerżnąć a potem spóścić mi się w usta lub w tyłek. Wyobrażałam sobie, jak klęczę nago cała w spermie jak suka...gorąco mi się robiło. Słońce już zachodziło powoli. Gdy doszłyśmy do ręczników, Iza postanowiła się jeszcze raz wykąpać. - Połóż się na brzuchu i poczekaj na mnie – powiedziała tylko i poszła. Zrobiłam jak mi kazała. Moje pośladki wraz z pręgami były teraz wyeksponowane. Każdy, kto będzie mnie mijał, będzie to widział. Nie trwało też długo, gdy znów te dwie dziewczyny z przed 20 minut przechodziły – Jezu, że ona się nie wstydzi – usłyszałam jedną z nich. – Chyba tak lubi... – powiedziała druga i roześmiały się. Gdy moja właścicielka wróciła, zebrałyśmy się i pojechałyśmy do domu. Tego dnia obejrzałyśmy jescze jakiś film i zasnęłyśmy nawet nie wiem kiedy. VII Cały weekend, czyli sobotę i niedzielę spędziłyśmy na wypoczynku i seksie. Międzyczasie Iza pokazywała mi, jak mam się w różnych sytuacjach zachowywać, dostałam nie jeden raz też lanie. Musiałam się przebierać kilkanaście razy przez te dwa dni. Moja właścicielka chciała zobaczyć mnie w różnych ciuchach. Jedną z jej ulubionych kreacji był strój francuskiej pokojówki z krótką spódniczką, fartuszkiem i wszystkim co do tego należy. Oczywiście w czarnych lakierowanych sandałkach na koturnie z wysokim obcasem. Spędziłam w tym stroju kilka godzin, szykując nam śniadanie, odkurzając lub leżąć koło Izy. Podczas niektórych zadań Iza kazała mi zsunąć koronkowe majteczki, w których była oczywiście mokra plama od śluzu. Majtki leżały u kostek na moich butach. Nie spadały mi, bo nie pozwalały im na to zapięcia, o które się zahaczały i mocno ograniczały mój ruch. Musiałam chocdzić małymi kroczkami. Iza od czasu do czasu robiła mi zdjęcia, najczęsciej w „najniekorzystniejszych” sytuacjach... Co do zdjęć jedne z najbardziej zawstydzających to te, podczas których musiałam mocno rozłożyć uda i rozsunąć płatki ukazując tym samym wnętrze mojej cipki. Na tych zdjęciach miałam czerwone poliki ze wstydu. Oczywiście nie zabrakło seksu. Moja Pani waliła mnie w tyłek kilkanaście razy. Mówiła, że mój tyłek jest do tego stworzony. Nie przeszkadzało mi to jednak bardzo. Mogłam pieścić łechtaczkę podczas aktów. Orgazmy analne były co najmniej tak intensywne jak inne. Niesamowite doznania. Moja kochanka używała sporo specialnego żelu, który miał świetne właściwości. Tyłek mnie prawie nie bolał. Mimo że w dość krótkim czasie używała coraz to większych i grubszych kutasów. Wiedziałam, że musi być zboczona, bo nie znałam dotąd kobiety, która posiadała taki wybór tego wszystkiego plus żeli i przeróżnych dodatków... – Jak tak dalej pójdzie, to będę nedługo mogła bez problemu wsunąć ci całą dłoń w tyłek – syczała podniecona wsuwając i wysuwając dużego lateksowego kutasa w mój tyłek. – Chciała byś tego? – pytałam jej – nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała ty mała kurwo – mówiłą wtedy do mnie sycząc z podniecenia... Postanowiłam sobie pracować nad tym, aby spełnić jej fantazję... W przerwach, gdy leżałyśmy na łóżku przed telweizją, Iza pokazywała mi masę zdjęć z klubów i spotkań SM. Opowiadała mi różne rzeczy. Dowiedziałam się, że nie byłam jedyna z moimi fantazjami. Jej fantazją było abym była jej lalką. Taką prawdziwą, żywą lalką do seksu. Opowiedziała mi, że to jest jej zboczenie. Miała w głowie dokładny plan co do mojego wyglądu. Choć moje ciało jej się podobało, chciała, abym nie budziła wątpliwości, czym jestem... Byłam nieco zszokowana. Po jakimś czasie jednak uległam jej i zdecydowałyśmy się, że przed urlopem jeszcze zadbamy o mnie... Wiedziałam mniejwięcej, czego oczekuje, ale zobaczyć miałam to dopiero kilka dni później. Do tych zmian zaliczały się jeszcze dwa ekstrawaganckie dodatki. Pierwszym był piercing w intymnym miejscu a drugim był tatuaż, też „specialny”. Zgodziłam się i na to. Co to miało jednak być, miałam się dowiedzieć dopiero przed zabiegiem. Ostatnią fantazją mojej Pani były duże sylikonowe cycki, które powinnam też mieć. Powiedziała mi, że jeżeli się kiedyś zdecydujemy, nakręci swoich rodziców na kasę... Ta fantazja mi się też podobała... Duże sylikonowe cyce.... Widziałam siebie już w fantazji, a właściwie nie mojej tylko Izy. Wyglądałam w niej jak Barbi dla dorosłych... W niedzielę byłyśmy na spacerze i w kawiarni. Iza przygotowała na ten dzień jej letnią sukienkę. Miała już klika lat i nie było jej szkoda, aby ją lekko skrócić. Zrobiła to też. Pozwoliła założyć mi majtki. Tego dnia wiele osób je widziało, bo był lekki wiaterek... Wieczorem pojechałam do domu pełna nowych doznań. VIII W poniedziałek, gdy zadzwonił budzik już nie spałam. Miałam rękę umieszczoną między nogami. Byłam mokra. Byłam nimfomanką? Nie wiem, ale od jakiegoś czasu moje myśli kręciły się wokół seksu. Wstałam wymalowałam się, nieco mocniej, niż kiedyś do biura. Założyłam znów białą koszulę i wyciągnęłam stos spódniczek, które dostałam od Izy. Wszystkie były krótkie. Lubiła nosić krótkie spódniczki, za zwyczaj plisowane, lub sportowe, jak do tenisa. Wybrałam sobie szarą, krótką i plisowaną spódniczkę. Do tego wyszukałam sobie odpowiednie majtki. Nie były to zwykłe majtki. Moja pani zadbała o to, abym nosiła specialną bieliznę. Wszystkie majtki były albo przezroczyste, albo miały falbaneczki, albo jedno i drugie. Do tego kokardki i inne takie tam. Właściwie była to bielizna, którą się za chwilę ściąga... Te, które w końcu założyłam były różowe (jak większość), mocno wycięte z tyłu i przezroczyste z przodu. Z resztą żadne z tych majtek nie miały wstawek higienicznych. Z tyłu przyszyta była dość duża różowa kokardka. Nie byłam pewna, czy wyjście bez majtek nie było by mniej ryzykowne. Do tego był pasujący stanik. Moje duże piersi ledwo się w nim mieściły. Był równierz cały przezroczysty. Na głowę założyłam różową, dość szeroką opaskę. Coprawda nie było to tak, jak z kokardą, ale i tak wyglądałam słodko... Buty na szpilce, jedne z wyższych jakie miałam, i byłam gotowa. Popatrzyłam na siebie w lustrze. Byłam znów napalona. Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze 20 minut na kawę. Podeszłam do komody i wyciągnęłam z niej lateksowego kutasa, którego dostałam od Izy. Pierw chciałam go wsunąć sobie w cipkę, ale postanowiłam być posłuszna. Wysmarowałam go żelem, poczym zsunęłam majtki. Weszłam na łożko i usiadłam okrokiem na moim wielkim kutasie coraz to mocniej napierając na mój odbyt. Moja Pani dała mi swojego największego konia, jak na nie mówiła i był naprawdę duży i gruby. Mój tyłeczek szybko się poddał i chwilę póżniej ujeżdżałam mojego kochanka wsuwając i wysuwając go rytmicznie. Orgazm przeżyłam w ciągu kilku minut. Gdy doszłam do siebie, skojarzyłam sobie, że nie wolno mi było tego robić bez zapytania. Wiedziałam, że muszę za to ponieść karę. Lubiłam mieć powód do kary... Wytarłam tyłek od żelu założyłam majtki i pospieszyłam na autobus. Na przystanku znów spotkał mnie wzrok innych. Znałam go już. Miałam wypieki na policzkach i byłam rozpalona. Sutki stały mi przez koszulę mimo koronkowego stanika. W tłocznym autobusie znów pozwoliłam tej obcej osobie obmacywać swój tyłek. Gdy obca ręka wyczuła majtki, pierw się cofnęła, jednak chwilę potem już nie były one barierą. Ktoś namiętnie jeździł mi ręką po pośladkach. Wysiadłam i poszłam do biura. Dzień zaczęłam od robienia kawy, przygotowania akt, rozłożenia na tacę ciasta, sprawdzenia maili, itd. Po jakimś czasie weszła pani wiceprezes – Witaj Wiola. Przyjdź za 10 minut do mnie - powiedziała uśmiechając się i znikęła za drzwiami. Usiadłam przy komputerze i sprawdziłam jeszcze raz maile. Zobaczyłam maila od Izy. Otworzyłam go i ujrzałam swoje zdjęcie na którym uśmiechałam się głupio do aparatu z mocno rozłożonymi nogami i rozwartą dziurką. Serce zabiło mi mocniej. Pod spodem był tekst. – Dzieńdobry suczko! Życzę ci miłego, podniecającego i pełnego wstydu dnia – Iza. Ale byłam suką, pomyślałam sobie. Po chwili otworzyły się drzwi wejćsiowe i stanął w nich jakiś obcy mężczyzna – Przepraszam, gdzie znajdę wiceprezesa – spytał uśmiechając się miło. Był w eleganckim gajerku i przystojny. Podeszłam do niego i zaprowadziłam go do schodów tłumacząc mu drogę na wyższe piętro. Gdy wróciłam do biura, ugięły mi się nogi, gdy zobaczyłam panią wiceprezes z filiżanką kawy w ręku, patrzącą się na monitor mojego komputera. Nie wyłączyłam maila... – Ładne zdjęcie... – powiedziała do mnie uśmiechając się. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. – Pozwolisz za mną – powiedziała i poszła do biura. Czułam się jaka mała dziewczynka, która została wezwana do dyrektora. Weszłam za nią i zamknęłam drzwi. Ona usiadła po drugiej stronie i popatrzyła na mnie. – Zaobserwowałam w tobie pewną zmianę... – zaczęła. – Nie interesowało by mnie to jednak, gdyby nie fakt, że zrobiłaś poważny błąd w dwu przelewach bankowych. – Nogi mi się uginały, jak tego słuchałam. Nigdy dotąd mi się to nie zdarzyło. Pani Ania położyła mi zaznaczone na czerwono formularze. Były na nich odpowiednie sumy, tylko nie zostały przelane na odpowiednie firmy. – Ten błąd kosztował nasz bank 7.000 zł – kontynuowała.- W zasadzie powinnam cię za to zwolnić i nie wiem dlaczego nie miała bym tego zrobić... – dokończyła i wzięła łyk wody ze szklanki. Nie wiedziałam co powiedzieć. Stałam jak wryta. Wydawałam się sama sobie głupia. Stałam przed kobietą która sczególnie po tym zdjęciu musiała myśleć o mnie jak o jakiejś głupiej dziwce... – Nie wiem jak to się stało, wydawało mi się... – zaczęłam, jednak pani wiceprezes przerwała w pół zdania. - To nieistotne – powiedziała. – Od dziś muszę ci odebrać autoryzację do obsługi kont. – Chciałam coś powiedzieć, ale gestem zabroniła mi kontynuując – Jestem zmuszona ograniczyć twoje kompetencje... ale nie zwolnię cię. – Do urlopu będziesz moją sekretarką. Po urlopie, sądzę, że świetnie będziesz spełniać nowe obowiązki w naszym nowym programie „VIP” dla klientów specialnych. – Właśnie zostałam zdegradownana i nie wiedziałam tylko jak bardzo. – A co będzie moim zadaniem? – spytałam patrząc się na nią. Podeszła wtedy do mnie i wzięła moje dłonie w swoje. – Mamy co tydzień ważnych klientów. Podczas przerw w rozmowach i negocjacjach chcą porozmawiać z kimś atrakcyjnym, wyjśc z atrakcjyjną kobietą do restauracji lub poprostu dla towarzystwa... – Czułam jak się czerwienię – Twoim zadaniem będzie atrakcjyjnie wyglądać i ładnie się uśmiechać do klientów... to wszystko... chyba, że będą oczekiwali czagoś więcej... – dokończyła patrząc mi się w oczy. – Pani oczekuje ode mnie... żebym została dziwką, prawda? – spytałam otwarcie. – Pani Ania poszła za biurko i nalała sobie wody do szklanki. – Powiedz jeżeli się mylę, ale... ubierasz się ostatnio jak dziwka, zachowujesz jak taka pusta idiotka... czy mylę się, jeżeli powiem, że ty jesteś dziwką, moja słodka Wioletko? – Choć potraktowała mnie podle i czułam się naprawdę jak idiotka, to tym pytaniem trafiła w dziesiątkę. Wiedziałam, że ma rację. Widziałam, jak wyjęła z teczki nową umowę o pracy i położyła na biurku. – Oferujemy ci 5500 zł miesięcznie plus dodatki na „odzież służbową” – kontynuowała – oczywiście to, co dostaniesz od klienta za „towarzystwo”, należy również do ciebie... – To była świetna oferta, a moje nowe nastawienie do życia seksualnego wręcz idealnie pasowało do mojej nowej pracy, pomyślałam. – Więc kiedy mam zacząć spełniać nowe obowiązki? – zapytałam ulegle. – To mi się podoba Wioletko... jak przyjedziesz z urlopu..., ale jeszcze jedno pytanie mam... Powiedz mi, kto to jest Izabela Wagner z naszego banku i dlaczego wysyła takie zdjęcia. – Myślałam, że serce mi stanie. Nie miałam wyboru, tylko opowiedziałam jej na kilka pytań. Była jendak bardzo dociekliwa i tak dowiedziała się wszystkiego co było między mną a Izą, o naszym związku, itd... Pani wiceprezes wysłuchała mnie dokładnie i widziałam w jej oczach wyraźnie objawy podniecenia. To jest jak wirus, który na każdego chyba przenoszę, pomyślałam. Ona podnisła słuchawkę i wystukała numer – Tu wiceprezes Linkowska – proszę podesłać mi tu panią Izabelę Wagner... tak natychmiast. – Powiedziała i odłożyła słuchawkę. Wracaj do swoich zadań – powiedziała i klepnęła mnie w tyłek, mówiąc znów – hop hop. – Po kilku minutach, pukając do sekretariatu weszła Iza. Z pytającym wzrokiem minęła mnie i weszła do pani wiceprezes. Po kilku minutach słyszałam towarzyską rozmowę i śmiechy obydwu. Byłam ciekawa – o czym rozmawiały. Iza wyszła z uśmiechem po jakiś 30 minutach, a za nią moja szefowa. – Masz wspaniałą właścicielkę suniu – zwróciła się do mnie pani wiceprezes powodując znaną mi już falę doznań. Moja Pani podeszła do mnie i pocałowała mnie namiętnie w usta – bądź grzęczną suczką kochanie i do później! - powiedziała i wyszła. Teraz to było oficialne. Byłam suką, zwracali się do mnie jak do suki i pracowałam jako suka. Siedziałam na stołku, który miał już mokrą plamę od mojej cipki. Majtki były dawno przesączone. Ciekło ze mnie i byłam mocno napalona. To właściwie był mój normalny stan. Od kilku dni chodziłam ciągle napalona. Później w przerwie zamiast pójść do kawiarni, Iza wzięła mnie za rękę i pociągnęłą za sobą do toalety. Weszłyśmy do kabiny. Podniosła spódniczkę (nie miała na sobie majtek) i stanęła nogami na muszli wypinając tyłek w moim kierunku. Wyliż mnie suko – powiedziała. – Bez wachania zanurzyłam usta i nos w jej cipce od tyłu i lizałam jak najlepiej mogłam. Dyszała głośno i słyszałam – oooh, aaah, hmmm – W każdej chwili ktoś mógł wejśc, ale nie myślałyśmy o tym. Po kilku minutach czułam jak wygieła plecy w fali orgazmu a jej soki spływały mi po ustach i po szyji, wpływając za koszulę... Gdy zeszła z toalety spóściła spódniczkę i sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej małą, półlitrową, plasykową butelkę z wodą mineralną. – Wejdź kolanami na muszlę suko i wypnij tyłek! – powiedziała do mnie. Posłusznie podniosłam spódniczkę i ściągnęłam majtki do ud. Weszłam kolanami na muszlę i wypięłam tyłek. - Jesteś nieźle rozpalona dziwko – zaraz ci ulżymy... – powiedziała i zaczęła ocierać plastykową butelkę o miją cipkę doprowadzając mnie do szału rozkoszy. Robiąc to, pieściła mój odbyt. Pierw jednym, potem dwoma i trzema palacami. Po chwili poczułam mocniejszy nacisk na mój tyłek i czułam jak Iza powolij wsuwa w niego swoją butelkę z wodą mineralną. Była to dość mała, półlitrowa butelka. Pierw wykonywała wolne ruchy, następnie coraz szybsze. Butelka wędrowała coraz głebiej w mój odbyt. Po chwili wzięła moją dłoń i położyła na butelce, każąc mi się samej onanizować. Pogrążona w ekstazie nie słyszałam nawet, że otworzyła kabinę – Wiolka! – usływszałam po chwili. Odwróciłam głowę przez ramię i ujrzałam Izę z aparatem cyfrowym w ręku – klik, klik – robiła mi zdjęcia w dotychczas najbardziej poniżającej pozycji. Wsuwałam i wysuwałam z pełnym zaangażowaniem butelkę w mój tyłek doprowadzając się do szczytu. Co chwilę słyszałam – Wiolka, Wiolka... popatrz się – klik, klik – moja Pani robiła mi zdjęcia. To poniżenie tylko wzmocniło moje odzczucia i mój orgazm był tak silny, że myślałam, że stracę przytomność... Powolij wyciągnęłam butelkę z odbytu. – Poczekaj chwilę! – powiedziała Iza i szybko przygotowała aparat. – Popatrz się na mnie i rozciągnij bezwstydnie pośladki suko – powiedziała do mnie. Zrobiłam jak mi kazała – klik, klik – słyszałam aparat – Masz już nieźle rozruchany tyłek – usłyszałam, gdy pomagała mi wstać i podała papier abym się podtarła. Niedługo zacznę kupować litrowe butelki – powiedziała na to Iza uśmiechając się i wrzuciła butelkę do śmietnika. Podciągnęłam majtki i zsunęłam spódniczkę. – Poprawiłam się jak mogłam przed lusterkiem. Ona z resztą też. Miałam nieco klejącą twarz i musiałam ją trochę przemyć. Jednak cała pachniałam cipką mojej Pani. Czułam jej zapach i lepiący się śluz na moich cyckach... Gdy wyszłyśmy z toalety, nie było już czsu na obiad. Stanęłyśmy przy automacie do kawy i Iza opowiedziała mi, o czym rozmawiała z Linkowską. Opowiedziała mi, że przekazała pani wiceprezes kilka informacji o naszym związku, że jesteśmy parą, że nasz fetysz to SM i że ona jest osobą domnującą. Na pytanie, co na to wszystko Linkowska, Iza opowiedziała mi, że przyjęła to z lekkim podekscytowaniem. Dowiedziałam się też, że pani Ania będzie grała swoją rolę nadal i ja też. Tyle, że teraz otwarcie. Moja Pani była nieco zdziwiona moją nową pozycją w banku. Mój błąd się do tego z pewnością przyczynił, ale moje nowe stanowisko było dla niej zaskakujące. – Sądzę że będziesz dość często spędzała twoją pracę na kolanach z kutasem w ustach – śmiała się ze mnie. – Chyba tego ode mnie oczekują... – odpowiedziałam. Chwilę jeszcze porozmawiałyśmy przy kawie. Tego dnia był też oczekiwany termin u fryzjera. Iza mówiła, że w końcu będę miała odpowiednią fryzurę. Czas do 16.00 zleciał dość szybko. Spakowałam torebkę, pożegnałam się z panią wiceprezes i opóściłam budynek. Zadzwonił telefon. – Jesteś już na dole? – spytała Agnieszka. – Tak, stoję na schodach – odpowiedziałam. – OK, zaraz jestem – powiedziała i odłożyła. Stałam tak chwilę na schodach i oglądałam przechodzących ludzi. Widziałam też, że wszyscy, którzy wchodzili po schodach do góry, parzyli na mnie. Po chwili jednak zorientowałam się, że patrzą nie na mnie ale pod moją spódniczkę . Zaczerwieniłam się od razu. Było widać moje majtki? Zastanawiałam się. Nie byłam pewna. Czułam jak się robię znów mokra - pomijając fakt, że moje koronkowe majteczki już dawno ociekały moimi sokami. – Co stoisz tak i pozwalasz sobie zaglądać pod spódniczkę, mała dziwko...? – usłyszałam nagle głos Izy. Zaskoczyła mnie i nie wiedziałam co odpowiedzieć. Ale w pewien sposób podniecał mnie ten fakt... – Tak – odpowiedziałam. – Chodź tutaj – powiedziała i pociągnęła mnie za sobą za duży filar. – Ściągnij majtki. – powiedzała nagle. – Co? Tutaj? – Spytałam z niedowierzaniem. – Jeżeli nie chcesz iść do fryzjera na czworakach na smyczy suko, to zdejmi majtki! – Powiedziała do mnie zdecydowana moja Pani. W fantazji naturalnie już minęła mi migawka, jak idę przez miasto u boku mojej właścicielki nago na smyczy jak suczka... Nie rozglądałam się, podniosłam spódniczkę i zsunęłam majtki, które same już zsunęły się na dół. Podniosłam je i włożyłam do torebki. – Świetnie – powiedziała Iza. Podeszła do mnie i niespodziewanie chwyciła pas mojej spódniczki i podciągnęła ją lekko do góry, poczym wywinęła pasek na zewnątrz, skracając tym samym długość spódniczki. Następnie odeszła kilka kroków i uśmiechnęła się – atrakcyjna sunia z ciebie. Czułam się bardzo podniecona, rozpalona i zawstydzona. Podeszłam do dużego okna naszego banku i zobaczyłam, jak krótka jest spódniczka. Kończyła się jakieś 5 cm poniżej moich pośladków. – Iza, ja nie mogę tak iść... – powiedziałam do niej proszącym głosem, jednak miałam skrytą nadzieję, że zostanie taka zdecydowana. I była. – Ściągnij stanik! – powiedziała tym razem. – TU??? – zapytałam głośno! – Tak tu idiotko – odpowiedziała. Jak tylko to było możliwe, urzywając wszystkich kobiecych trików ściągnęłam stanik nie ściągając koszuli. Moje duże i obwisłe piersi (lub właściwie cyce, jak mówiła na nie Iza) zwisały swobodnie pod koszulą. – Zostaw trzy guziki otwarte! – dodała jeszcze Iza. Zanim zdążyłam zaprotestować, Iza chwyciła mnie za rękę i poczłyśmy po schodzch na dół. Przy każdym kroku cycki ruszały się swobodnie pod koszulą, przyprawiając mnie co rusz o nową notę wstydu... i podniecenia. – Gdy szłyśmy tak miastem, myślałam o tym, że w każdej chwili może zawiać lekki wietrzyk i podnieść moją plisowaną spódniczkę. – Jesteś bezwstydną małą kurwą! – powiedziała do mnie spokojnie po chwili milczenia Iza. – Ale... to przecież ty kazałaś mi tak iść... – odpowiedziałam zawstydzona. – Nie kochanie, ja jednynie pomagam ci spełnić twoje potrzeby i fantazje, ale reszta, jest w stojej głowie. Ty jesteś suką z natury i potrzebowałaś mnie, aby sobie to uświadomić – Donończyła. Szłam tak i zastanowiałam się, czy miała rację. Zawsze byłam taka? Już w wieku 14 lat spałam z właścicielem lodziarni na rogu, i w szkole też już się puszczałam, więc byłam „łatwa”... Tak byłam od zawsze już taką mała suczką. A seks i moje myśli o nim wypełniały dość dużo miejsca w moim życiu. – Podobasz się wielu osobom co? – Powiedziała po chwili Iza szturchając mnie. Popatrzyłam w kierunku kilku mężczyzn, którzy nam się przyglądali, szczagólnie mi. Podczas każdego kroku moje cyce kołysały się nieprzyzwoicie pod koszulą. Słyszałam jak rozmawiali o mnie i jeden z nich nawet gwizdnął. Masz rację – powiedziałam po chwili – Mam rację? – spytała Iza – Tak, zawsze już byłam suką i małą kurewką... – dokończyłam. Iza przystanęła i obróciła się w moją stronę. Przejechała mi dłonią po policzku. – Tak, jesteś i już zawsze byłaś suczką... ale chcesz być napewno moją suczką, małą, głupią i codziennie poniżaną małą kurewką... – spytała mnie i widziałam, że też była mocno podniecona. O sobie jużnie wspominając. – Wiesz, że tego chcę... – odpowiedziałam jej patrząc się w oczy. Iza wzięłą mnie za rękę i wolniejszym krokiem poszłyśmy dalej. – Już jesteś prawie taka, jaką chcę cię mieć – powiedziała po chwili spoglądając na mnie – prawie? – Spytałam. – Prawie, bo jesteś atrakcyjna i jesteś z natury uległa...ale ja lubię naprawdę głupie suczki... – dokończyła po chwili. – Głupie...? – spytałam niepewnie czrwieniąc się. – Iza znów przystanęła i popatrzyłą się na mnie. – Chciała bym, abyś przestała się przejmować czymkolwiek. Twoje myśli mają krążyć tylko wokół jednego – jak być dla mnie lepszą, bardziej usłużną i atrakcyjnieszą sunią, nic więcej. – Mówiła patrząc sięmi w oczy – Sądze, że twoja nowa pozycja w banku jest dobrym początkiem. – Uśmiechając się, pociągnęła mnie za sobą. – Szłam z wypiekami na twarzy ze wstydu. To był inny rodzaj poniżenia, sięgający dużo głębiej. – Chcesz ze mnie zrobić taką kompletną „blondynkę”... – powiedziałam lekko uśmiechając się. Iza popatrzyła na mnie – nie, ja chcę z ciebie zrobić żywą lalkę do seksu, która będzie miała wygląd pustej blondyneczki... – powiedziała Iza szokując mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Jednak moja fantazja już odegrała mi film w głowie, w którym klęczałam w latexowym kostjumie, w którym była wycięta tylko jedna dziura, na moje usta, a mężczyźni po kolei podchodzili i spuszczali się w nie... Byłam zgubiona. Wiedziałam, że to jest to. Ten rodzaj absolutnego poniżenia, absolutnego poddania, uległości..., wstydu... – tego chciała moja natura. Stałyśmy już pod zakładem fryzjerskim. Iza otworzyła drzwi i weszłyśmy razem. Zakład był dość duży, na 10 miejsc. Widziałam w rogu odrazu wejsćcie do gabinetu kosmetycznego. Leciała przyjemna muzyka, masa klientek siedziała wlepiona w gazety. Po chwili podeszła do nas atrakcyjna blondynka. – Cześć Iza – Cześć Kasia – przywitały się obydwie. Po chwili Kasia spojrzała na mnie – czy to jest ta twoja ładna sunia – powiedziała stonowanym głosem. Odrazu zrobiłam się czerwona. – Tak to „Wiolka”. – Przedstawiła mnie Iza. Kasia zaprowadziła nas odrazu do osobnego pokoju. Był on w sumie dla wybranych gości, tak sądziłam, ale w naszym przypadku dla odosobnienia. Zrozumiałam, że Kasia była właścicielką zakładu i musiała być blisko zaprzyjaźniona z Izą. Byłam trochę zazdrosna o to, że nie wiedziałąm nic o tej znajomości. – Widziałam, jak inne dziewczyny się na mnie patrzyły. Dla nich też byłam suką... czyżby też wiedziały? – Na samą myśl zrobiło mi się gorąco. Gdy weszłyśmy do pokoju, Iza wzięłą ręcznik i położyła na fotelu – usiądź – powiedziała do mnie. – Wolę, żeby ci nie zabrudziła fotela – powiedziała do Kasi, która się głośno roześmiała. Ale ciekło ze mnie naprawdę... Siedziałam tak chwilę i słuchałam rozmowy między moją panią a właścicielką zakładu. Patrzyłam na siebie w lustro i myślałam, jak mam wyglądać. Przypominałam sobie zdjęcia takich suczek, które pokazywała mi Iza. Uświadomiłam sobie, że większość z nich była blond, ale niektóre z nich przypominały swoim wyglądem naprawdę takie lalki z „sex shopu”. „Lalki...” skojarzyły mi się słowa mojej właścicielki... ja też miałam zostać taką lalką... Więc jaką fryzurę chcesz jej zrobić – spytała Kasia Izę. – Nie wiem dokładnie, ale ma wyglądać jak taka tania kurewka... – powiedziała moja pani. – Kasia uśmiechnęła sie do mojego odbicia lustrzanego – więc musimy zupełnie wybielić jej włosy odpowiedziała. Serce biło mi mocno. Chciałam przypodobać się mojej pani i pokazać, że zgadzam się na bycie jej suczką. – Mogę coś dodać – spytałam. – Oczywiście laleczko –odpowiedziała Iza. – Więc... chciała bym mieć takie prawie białe włosy, proste z grzywką przyciętą równo na wysokości brwi, a boki i tył na wysokości ramion, tak, abym mogła nosić kokardki... - przerwałam, gdy zabrakło mi tchu - tak mają wszystkie dobre suczki przycięte włosy... – Iza popatrzyła się na mnie z zadowoleniem. – To jest dobr pomysł – powiedziała – Tyle, że takie głupie małe kurewki mają wydepilowane zupełnie brwi, a zamiast nich narysowane tylko cienkie kreski... . Popatrzyłam się w oczy jej odbicia lustrzanego. Zdawałam sobie sprawę, że zmeni to mój wygląd radykalnie, i gdy wyjdę z salonu, będę miała naprawdę wygląd takiej głupiej taniej kurwy. Mimo to poczułam takie mrowienie między nogami i aż czułam, jak ze mnie leci – tak Pani – powiedziałam – i mają takie mocno nadmuchane usta... – dokończyłam. Iza roześmiała się zdumiona i Kasia też się na mnie patrzyła z niedowierzaniem – Skąd wytrzasnęłaś taką idiotkę – powiedziała do Izy. Reakcja mojego ciała była natychmiastowa... – Takie usta sprawimy ci jeszcze przed urlopem suniu – powiedziała moja pani i poklepała mnie jak pieska po głowie. Międzyczasie miałam wypieki na policzkach. Po chwili poczułam, że chce mi się siku i spytałam o pozwolenie. Wstałam i poszłam do toalety. Podczas chodu czułam jak mocno śliska jestem i jak ciężko mi złączyć nogi. Byłam napuchnięta między nogami i zupełnie mokra. Nawet uda od wewnątrz miałam już mokre. Gdy siadając na toalacie dotknęłąm się, zorientowałam się, że moja cipka jest nabrzmiała a wargi tak napuchnięte, że aż twarde. Sutki stały mi pod koszulą. Gdybym się teraz nawet krótko popieściła, doszła bym od razu. Ale Iza by to wiedziała... Wstałam i chciałam się podetrzeć, ale... nie zrobiłam tego... tak było to bardziej poniżające. Jeszcze bardziej mokra poszłam z powrotem. Weszłam do gabinetu i chciałam usiąść, gdy Kasia pokazała mi ręcznik, na którym siedziałam. Była tam duża plama od moich soków. – Czy nie nosisz majtek? – Spytała mnie właścicielka zakładu srogo. Wiedziałam, że to jest gra, w której ja jestem uległą suką. – Nie proszę Pani... – odpowiedziałam. – Wiesz, że za to powinnaś być ukarana? – Tak proszę Pani – odpowiedziałam ponownie. Gotowało się we mnie. – Więc są dwa sposoby, aby taką mała, niegrzeczną suczkę ukarać – kontynuowała. Grałam swoją rolę świetnie, a Iza obserwowała tą grę – Pierwszy, to jest porządne lanie... a drugi jest nieco bardziej poniżający... można by ci założyć pieluszkę, jak małej dziewczynce... – Zaczerwieniłam się od razu. Nie spodziewałam się tego. Moja fantazja na poczekaniu odegrała mi film, w którym jestem pierw przebierana jak małe dziecko leżac na plecach, i jest mi zakładana pielucha... chwilę później widzę siebie idącą prze miasto, a spod mojej mini spódniczki wystaje biały pampers... ludzie wytykają mnie palcami i smieją się ze mnie, jestem poniżona do granic...- Moje soki sączą się po moich udach. Nie znałam tego, ale to zboczone wyobrażenie powodowało we mnie niesamowite uczucie. Popatrzyłam na Izę i zobaczyłam, że na niej ta Kasi fantazja również się odbiła. Też była wyraźnie podniecona. – Sądzę że taka nieposłuszna i brzydka dziewczynka jak ja powinna zostać pierw mocno ukarana a potem przebrana w pampersa, aby się mocniej wstydziła... – powiedziałam głosem małej dziewczynki. Zastała cisza. Czułam wyraźne podniecenie u wszyskich trzech z nas. – Mogę ja ją ukarać – zwróciła się kasia do Izy – ależ oczywiście kochanie i nie osczędzaj jej tyłka. – Odpowiedziała moja pani. Właścicielka zakładu wyszła na chwilę i przyszła trzymając w ręku cieńki skórzany pasek. – Wejdź kolanami na fotel i wypnij tyłek. – Oczywiście zachowałam się tak, jak uczyłą mnie Iza. Zsunęłam spódniczkę, poczym zrzuciłam koszulę. Stałam nago, pomijając buty. One patrzyły zdumione. Podeszłam do fotela i weszłam kolanami na jego szerokie oparcia. Miałam przy tym bardzo nieprzyzwoicie rozwarte uda. Cofnęłam się nieco i wypiełam tyłek. Moje zwisające cyce obleśnie przewiesiłam przez niskie oparcie fotela. – Ale ta suka ma rozruchany tyłek... - powiedziała Kasia gdy stanęła za mną z paskiem. – Co ty z nią robisz... – spytała retorycznie Izy. Ja w tym czasie widziałam się w lustrze. Nie tylko swoją rozpaloną twarz, ale i z tyłu, poprzez odbicie lustrzane. Mając tak mocno wypięty tyłek i szeroko rozstawione kolana widziałam dokładnie swoją zupełnie widzoczie mokrą cipkę. Jednak to, o czym mówiła Kasia, to był moja druga dziurka, mój odbyt. Był lekko rozwarty nawet bez wczesnego stymulowania. Wyglądał poprostu na „często używany”. Pierwszy raz widziałam swój tyłek w ten sposób, ale zawstydzało i podniecało mnie to tak samo. – Ja do niczego jej nie zmuszam – powiedziała po chwili Iza – moja wyuzdana suczka to poprostu lubi...- Roześmiały się obie, poczym Kasia machnęła paskiem w powietrzu – teraz jej złoje ten słodki tyłek. – Ale tak, aby zostały pręgi...– powiedziała Iza. W sumie dostałam 50 soczystych batów. Bolało mocno i było bardzo poniżające. Dodatkowym poniżeniem było liczenie i skomlenie... – 21, aaaah, 22 mmmmh – Moje odbicie lustrzane pozwalało mi oglądać efekty bicia bezpośrednio, widziałam swój tyłek z czerwonymi pręgami. Gdy Kasia skończyła widziałam jak Iza siedzi na kozetce i się onanizuje. Po chwili Kasia poszła do biura i wróciła z takim dużym dildo przymocowanym do pewnego rodzaju majtek. Założyła to, gdz Iza wypieła swój goły tyłek w jej kierunku. Pierwszy raz widziałam ją w takiej jakby uległej pozycji. Gdy doszła do orgazmu, zamieniły się. Kasia zrzuciła spódniczkę (nie nosiła bielizny) i ona wypieła tyłek. Tym razem Iza wsunęła jej dildo bespośrednio w tyłek, nie dotykając nawet jej cipki. Przypuszczałam, że to był rodzaj dominacji.... Po chwili i Kasia doszła do orgazmu. Ja nadal nago w tej poniżającej pozycji, rozpalona jak suka klęczałam na fotelu. Pragnęłam aby i mnie doprowadziły, ale nic z tego. – Ubierz się suko – usłyszałam tylko od Izy. Zrobiłam jak mi kazała. Założyłam koszulę zostawiając jak poprzednio trzy guziki otwarte i następnie spódniczkę, której pas też posłusznie podwinęłam, aby znów była bardzo krótka. One też doprowadziły się do porządku. – Okręć się – powiedziała do mnie Iza po chwili. Zrobiłam jak mi powiedziała, okręcając się powoli wobec własnej osi. – Stop. Stałam teraz tyłem do nich. – Jak uważasz? – Wygląda jak powinno – odpowiedziała właścicielka zakładu. Gdy spojrzałam w lustro, widziałam, że spod spódniczki, na prawym udzie widoczne jest kilka eliptzcznych pręg po pasku. Na żądanie Izy podniosłam spódniczkę i zobaczyłam teraz a bliska, że cały tyłek jest w czerwonych, czsem purpurowych pręgach. Moja pani przywołała mnie gestem do siebie. – Zanim zaczniemy ci ścinać włosy, pójdziesz do apteki i kupisz pieluchy, takie, aby ci pasowały i puder do tego, zrozumiałaś? – Zaczerwieniłam się – tak Pani – odpowiedziałam posłusznie. Boże, to miało się naprawdę stać! Dostałam pieniądze i wyszłam z gabinetu. Zobaczyłam, że salon już prawie opustoszał, porzeszłam obok dziewczyn które stały teraz w małej grupie i wyszłam słysząc ich chichot. Byłam tak napalona, że sam fakt, że byłam nieprzyzwoicie ubrana, miałam wypieki na twarzy i ślady od batów widoczne spod spódniczki, nie hamował mnie. Widziałam jak mężczyźni się na mnie patrzą. Byłam rozpalona. Nawet kilka usłyszanych poniżających komentarzy mi nie przeszkadzało w drodze do apteki. Byłam suką a aktualnie, to oddała by, się chyba każdemu na środku ulicy jak suka. W aptece stało przede mną kilka osób. Za chwilę i za mną uzbierało się kilka osób. Słyszałam jak jakieś młode dziewczyny szepcą... wiedziałam, że na mój temat. – Proszę – usłyszałam nagle. Była moja kolej. – Czy ma pani... pieluchy – w tym momecie uświadomiłam sobie, jak poniżające jest to co robię i jak bardzo mnie to podnieca – typu pampers... dla dorosłych...? – Ekspedientka popatrzyła na mnie, na jaki rozmiar? – spytała ponownie. – Eee, 36, powiedziałam i poczułam jak się czerwienię. Dziewczyny za mną hichrotały się. Ekspedientka popatrzyła się na mnie znów – to mają być pełne? – Spytała ponownie – no, takie jak dla dzieci, tylko większe... – odpowiedziałam czerwona jak burak. Postawiła opakowanie na ladzie. Miałam taką świadomość, że ona wiedziała, że to dla mnie – i do tego puder poproszę. Niestety nie było takich reklamówek, więc szłam z powrotem z pampersami dla dorosłych i pudrem w ręku do salonu fryzjerskiego. Gdy weszłam do salonu, dziewczyny już sprzątały. Gdy zobaczyły mnie stanęły jak wryte widząc pieluchy i puder w moich rękach. Jednak nic nie powiedziały. Czekałam w gabinecie chyba z 10 min, zanim Iza i Kasia przyszły. – Jesteś? – spytała retorycznie Kasia. Przytaknęłam. Obejrzała opakowanie i wyciągnęła jedną z pieluch. – Podciągnij spódniczkę i połóż się na kozetce – rozkazała. Wiedziałam, że ten moment nadejdzie. Wstydziłam się bardzo, ale to poniżenie mnie ogrmnie podniecało. Położyłam się i automatycznie podniosłam nogi do góry, rozkładając je... To było zdecydowanie najbardziej poniżające co dotychczas zrobiłam. Leżałam na środku pokoju na kozetce z podniesionymi i rozłożonymi udami i dwie kobiety śmiejąc się, patrzyły mi prosto między nogi. Gdy właścicielka salonu podkładała mi pod tyłek pieluchę Iza opowiadała jej jaką jestem małą bezwstydną szmatą i jaką mam rozruchaną cipkę i tyłek. Leżałam tak na przygotowanej już pieluszce i Kasia sypała puder jak dziecku między nogi. Nagle stało się coś, z czym się nie liczyłam w ogóle... Pukanie do drzwi. Moją pierwszą reakcją było złożenie nóg aby się podnieść, ale Iza nie pozwoliła mi – rozłóż nogi suko... mocniej. – Więc zrobiłam jak mi kazała. Złapałam się rękami za uda i przyciągnęłam rozwierając je bardiej do siebie. Do pokoju wszedł nagle młody chłopak!!! Stał lekko z boku i patrzył na mnie. Zrobiłam się jak burak. Moje wypieki ze wstdu czułam jak nigdy dotąd. Ale nie śmiałam nawet protestować... – Ja... ja szukam Mireli – wydukał. – One się pewnie przebierają – odpowiedziała, poczym podeszła do drzwi. – Mirela, Renia, Aga! – krzyknęła. – Już idziemy! – usłyszałam głos nadchodzących dziewczyn. Mój wstyd mnie przerastał! Gdy weszły i zobaczyły mnie w tak poniżającej pozycji, aż westchnęły. – To jest Wiolka, moja suczka – przełamała ciszę Iza. Ona ma 24 lata, ale nadal się moczy... dziś też, więc pierw została ukarana, jak widzicie, a teraz zakładamy jej pieluszkę... – Gdy to mówiła, Kasia poprawiła pieluchę, poczym zapieła ją po bokach na lepy. – Możesz wstać –powiedziała. Więc też tak uczyniłam i stałam teraz w obliczu moich rówieśniów, poniżona jak nigdy dotąd. Kasia wyprowadziła ich w końcu za sobą i wyszli. Zostałam sama z moją panią na chwilę. – Wstydziłaś się, prawda? - Tak, przecież wiesz jak bardzo poniżające to było! – odpowiedziałam z lekkim żalem w głosie. Iza podeszła do mnie i przytuliła. Potem podniosła moją twarz i popatrzyła mi w oczy. – Podniecało cię to poniżenie, prawda? – spytała cicho. Milczałam chwilę – Tak... bardzo... – odpowiedziałam szczerze. – Czy chcesz, abym nadal to robiła? – Znów chwila niepewnosści – tak... – odpowiedziałam. – Jak będziemy w domu potem, przyprawię cię o całą masę niesamowitych orgazmów, ale teraz w końcu do fryzury, OK? – Uśmiechnęłam się – OK – odpowiedziałam. Po chwili siedziałam już w fotelu (w pampersie) i one robiły mi fryzurę... Międzyczasie, gdy działała farba, Kasia usunęła mi fachowo takim dziwnym urządzeniem brwi. Trwało to wszystko dość długo. Przez cały czas nie wolno mi było patrzeć w lusto, byłam odwrócona. Potem ściąganie folji aluminiowej, mycie włosów. Następnie suszenie, prostowanie i układanie. Następnie właścicielka zakładu zrobiła mi makijaż i w końcu mogłam podejść do lustra. Czułam się dziwnie... podeszłam. Zdziwiłam się! Myślałam, że będę wyglądała jakoś odpychająco, ale nie. Nie wiedziałam, czy to kwestia podniecenia, ale podobałam się sobie. Platynowo jasne włosy, proste z grzywką przyciętą nad oczami, mocnym makijażem i cieniutkimi kreskami zamiast brwi, narysowanych lekkim łukiem, które było widać w tej fryzurze dopiero po odchyleniu włosów. Wyglądałam jak prawdziwa kurewka z filmów porno, jak prawdziwa suczka. Kasia wyszła, poczym wróciła po chwili trzymając w ręku różowe wstążki. Podeszła do mnie i jak małej dziewczynce założyła pierw jedną potem drugą wstążkę.Widziałam się w lustrze. Wyglądałam naprawdę jak taka słodka idiotka do walenia, jak lalka do seksu. – Pefrekcyjnie – mówiły obydwie. – OK, teraz wstań i pokaż nam się w całości – powiedziała Kasia. Obydwie patrzyły się na mnie, gdy wstałam. Poprawiłam odruchowo spódniczkę, czując przy tym wyrażnie pampersa. Zdawałam sobie sprawę, że spódniczka nie zakrywa przynajmniej z tyłu plastikowej pieluchy. – Obróć się – rozkazała Kasia i uczyniłam też tak. Wyglądasz wyjątkowo... – powiedziała Kasia. Zdawałam sobie sprawę, że ona yrobiła mnie według własnych wyobrażeń. Była zboczoną lezbijką. Iza patrzyła na mnie z pożądaniem. – Jak lalka... – dodała – moja Barbie. Obejżała mnie jeszcze dokładnie, poczym klepnęła w tyłek (a właściwie pampersa) – poczekaj na mnie z przodu, ja zaraz przyjdę. Wyszłam do salonu i stałam tak oglądając się w lustrze, gdy one w gabiniecie na zapleczu rozmawiały. Gdy patrzyłam na siebie, docierało do mnie, że z dnia na dzień stawałam się zabawką obcej kobiety. To się tak daleko posunęło, że stałam teraz w pampersie, w mini i ogólnym wyglądzie kurewki i zastanawiałam się, jak daleko to ma jeszcze pójść. To uzależnienie jednak działało na mnie dobrze. Czułam się u Izy bezpiecznie. Robiłam wszystko z własniej woli. Byłam przekonana, że miała rację. Byłam poprostu nimfomanką, kurwą, luk suką... ona poprostu to we mnie wyzwoliła. Myślałam sobie, że żadna kobieta nie powinna być taka jak ja, taka łątwa... i napalona..., a że byłam taka, to sądziłam, że Iza dobrze robi, poniżając mnie w ten sposób. Na to sobie zasłużyłam. Chciała abym była suką, więc będę, chciała, abzm zacowywała się jak pusta blondowana idiotka, wię będę taka. Obecie posuwało się to tak daleko, że wyzbywałam się własnej godności i dumy. Stawałam się powoli „czymś”. Jednak im dłużej o tym myślałam tym bardziej podniecało mnie to. Moje własne odbicie w lustrze potwierdzało moje odczucia. W końcu Iza wyszła i opóściłyśmy zakład. Było już szaro na dworze. – Wiesz o tym, że widać pieluchę z pod spódniczki? – Spytała Iza patrząc się na mnie. – Wiem... – odpowiedziałam ulegle – to dobrze, bo pojedziemy do domu autobusem. – Proszę, nie rób mi tego..., wstydzę się... – mówiłam szczerze. Na samą myśl zrobiłam się czerwona. – Ani słowa, zrozumiałaś?! – Przytaknęłam i szłam trzymana za rękę jak mała dziewczynka. Musiałam dla przypadkowych przechodniów wyglądać jak ostatnia kretynka. Pomijając już, że niektórzy dostrzegli pieluchę spod spódniczki, moje różowe kokardki i mocno rozjaśnione włosy z dość ostrym makijażem stawiały mnie w jednoznacznym świetle. Dla nich byłam zwykłą kurwą. Podniecały mnie lubieżne spojrzenia facetów. – Wielu z nich właśnie sobie ciebie wyobraża na kolanach z ich kutasami w ustach – skomentowała Iza widząc to. Niektórzy przystawali i słyszałam chichot albo obelżywe komentarze. Jednak krótko przed zatłumionym przystankiem Iza zatrzymała taksówkę. Pojechałyśmy do domu i dziękowałam jej kilka razy, że się zlitowała. Gdy weszłyśmy do domu, Iza kazała mi iść do sypialni. Po chwili wróciła z koszkiem w którym były nasze „zabawki”. Wyciągnęła z koszyka taką jakby maskę, której dotychczas nie widziałam. Z obydwu stron wystawał gumowy członek. Zanim domyśliłam się, Iza podeszła do mnie i kazała mi otworzyć usta. Zrobiłam też, co mi rozkazała. Iza założyła mi maskę na twarz wsuwając w usta tym samym gumowego kutasa długości jakiś 5, może 6cm. Zapieła z tyłu głowy zapięcie i pchnęła mnie na łóżko. Z maski wystawał po zewnętrznej stronie też gumowy kutas, lecz dłuższy i grubszy. Leżałam teraz i patrzyłam się, jak stanęła nade mną, i rozebrała się do naga. Usiadła okrakiem na mojej twarzy wsuwając sobie w ciopkę dildo. Czułam się dziwnie poniżona, ale w inny sposób... Jak był była naprawdę gumową lalką stworzoną tylko do seksu. Iza miała zamknęte oczy i dyszała z podniecenia – hmmmm..., aaaaah. Jej mokra cipka robiła odgłosy zatrzymując się na masce. Była coraz bardziej mokra i Iza coraz bardziej dyszała – aaaaaaah, mmmmmmh. Po niedługiej chili jej soki ściekały mi po policzkach i szyji. Coraz gwałtowniej się ruszała. Szalała wprost, a ja leżałam jak kukła i patrzyłam się na nią. Zazdrościłam jej, bo też byłam rozpalona. – Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaah, mmmmmmmmmmmmm, ooooo tak, o tak, aaaaaaaaaaaaaaah – jej ciało spieło się z długim orgaźmie, a jej soki prawie explodowały, lejąc się mi na twarz, szyję i nawet włosy. Upadła obok mnie, nic nie mówiąc. Też się nie ruszałam. Po kilku chwilach spojrzała się na mnie. Teraz kolej na ciebie suniu – powiedziała. – Ale pierw mnie wyczyść – językiem – dodała. Uklęknęłam, poczym odpiełam maskę. Iza również się odwróciła i wypieła tyłek rozkładając przy tym nogi. – Wyliż mnie dokładnie i wszędzie. Powoli zbliżyłam się do jej intymności i zaczęłam ją wylizywać jak prawdziwa suka. Cipkę, odbyt, wsuwałam nawet język do odbytu. Lizałam ją i spijałam z niej jej soki łykając je. – Dosyć – powiedziała po kilku minutach. Połóż się na plecach. Położyłam się na plecach, tak jak mi kazała. Już automatzcynie rozłożyłam szeroko nogi. Iza stała chwile nade mną i patrzyła się na mnie. Ja nadal miałam na sobie pieluchę... – Ty moja głupia cipko – powiedziała, poczym uklęknęła między moimi nogami i rozpieła pieluchę. Następnie wzięła nawilżane chusteczki i zczęła wycierać mnie dokładnie między nogami. – Jesteś bardzo mokra, podnieca cię to ty mała bezwstydna dziwko, hm...? – Oczywiście leżałam czerwona na twarzy. Ale naprawdę mnie to podniecało. Gdy Iza mnie dokładnie między nogami wyczyściła, wzięła do ręki żel i wysmarowała sobie nim całą dłoń. Wiedziałam co teraz nastąpi. Oczywiście miało to być doprowadzenie mnie do orgazmu w najbardziej poniżający sposób. – Podnieś nogi i rozszerz pośladki, chcę cię zerżnąć ręką w tyłek. – Zrobiłam, jak mi kazała. Iza pieściła mój odbyt pierw jrdnym palcem, potem dwoma, natępnie trzema... szybko się podniecałam. Następnie poczułam mocniejszy nacisk i energiczne posuwiste ruchy. Jak poprzez mgłę widziałam, że moja pani ma swoją cała dłoń i część przedramienia zanóżoną w moim tyłku. Myślałam, że zwarjuję z ilośći doznań... – Ohhhhh, mmmmmmmmmmmhhh – jęczałam głośno. Orgazm przyszedł kilkukrotnie, targając moje zmysły... Leżałam teraz kompletnie wycieńczona. Iza stała nade mną i wycierała ręce w ręcznik – Leż tu, zaraz przyjdę – powiedziała i zniknęła na chwilę wracając z powrotem z aparatem czfrowym. – Podnieś mocno nogi do góry i rozszerz swój rozruchany tyłek. – Niedługo będziesz musiała nosić naprawdę pieluchę, aby nie robić pod siebie... – mówiła, śmiejąc się ze mnie i pstrykając w tym czasie mnóstwo zdjęc. Starałam się być dobrą suczką i rozłożyłam nogi, poczym rozsunęłam mocno pośladki, tak, ab było widać dobrze „moje wnętrze”. Rozsuwając pośladki, czułam jak szeroko rozwarta jest moja dziurka... Po krótkim czasie znów byłam podniecona. Po części poprzez ciągłe dotykanie się między nogami, po drugie poprzez upokarzające komentarze Izy. Iza rzuciła mi tego wielkiego gumowego kutasa. – Zrób to teraz sama suko – powiedziała. Tak jak mi też powiedziała, wsunęłam sobie wielkiego gumowego dildo sama w tyłek i onanizowałam się będąc przy tym fotgrafowana... Tej nocy obudziłam się jeszcze raz i użyłam wielkiego czarnego „kochanka”... IX Gdy się ocknęłąm nastał już nowy dzień i przecież musiałam wyjść do pracy. Iza już nie spała i prawie kończyła makijaż. Stała tylko w majtkach przed lustrem. Wstałam i popatrzyłam na siebie w lustrze od szafy. Czuć ode mnie było seksem i pościel też tym pachniała... Stałam się suczką. Jedna z różowych kokardek nadal trzymała się na moich włosach. Przypomniał mi się ostatni dzień i gorąca noc. Spojrzałam na komórkę, była 7.30, musiałam się zbierać. Nie miałam jednak czystych ciuchów u Izy. Iza dostrzegła mnie, gdy weszłam do przedpokoju – Obudziła się moja sunia... – spytała retorycznie. Podeszłam do niej, aby ją pocałować... ale coś mną tknęło... Uklęknęłam, poczym stanęłam na czworaka mocno wypinając mój tyłeczek, liżąc stopy mojej Pani. Ona przestała się malować, czułam jak lekko drży, gdy ją liże po stopach. – Prosiłaś o pozwolenie suko? – Spytała Iaz patrząc na mnie z góry. Nie dałam na siebie długo czekać. Klęcząc wyprostowałam się, poczym trzymając przed sobą dłonie jak suczka łapki, zaczęłam skomleć. Wystawiłam języczek, aby podobać się mojej Pani. Poniżając się, skomląc klęczałam jak prawdziwy piesek upokażając się. – Poczekaj - powiedziała Iza i odeszła, wracając po chwili z kamerą video w ręku. Stanęła tak ok. 3m przede mną i włączyła ją – Wiolka, choć do pani suniu! No chodź... – mówiła moja Pani jak do psa. Będąc już na czworaka szłam do mojej pani jak szybko potrafiłam i czułam jak moje obwisłe cyce ruszają się pode mną ocierając się co jakiś czas o posadzkę. Fakt, że byłam nagrywana, podniecał mnie jeszcze bardziej. Gdy zbliżyłam się do niej, Iza zaczęła się śmiać zdając sobie z tego sprawę, jak bardzo mnie zawstydza. – Proś! – powiedziała po chwili, proś jak suczka... – powiedziała znów śmiejąc się mi w oczy. Jednak to właśnie poniżenie i wstyd powodowały we mnie koktail niesamowitych uczuć. Znów podniosłam łapki, wyciągnęłam języczek i jak piesek sapiąc i skomląc prosiłam nie pamiętając już o co. Tylko sam fakt już się liczył. – Głośniej! – Słyszałam tylko od Izy. – Hmmmmm, hmmmmm, hmmmmm – skomlałam głośno a Iza nagrywała mnie na video – śmiejąc się głośno ze mnie. Samo wyobrażenie jak wyglądałam na filmie i że może ktoś go będzie oglądał, powodowało, że śluz ciekł mi po nogach – Jesteś już mokra? – spytała Iza jakby czytała w moich myślach, cały czas kręcąc film. Nie myśląc długo, położyłam się na plecach i rozsunęłam szeroko jak mogłam nogi uwidaczniając w ten sposób absolutnie bezwstydnie moją naprawdę już ociekającą sokami cipkę. – Wiolka jest mokra jak suka, chichi... – powiedziałam przy tym do kamery. Iza celowała kamerą dokładnie między moje nogi. - Moja mała blondowana idiotka Wiolka pozbywa się codzień części swojej godności – doadała mówiąc właściwie do kamery. Po chwili zamknęła klapkę od monitora i przestała mnie nagrywać. Byłam w jakims stopniu rozczarowana. – Musimy iść do pracy, wstawaj! – dodała. Ociągając się wstałam mocno podniecona. Zaczęłam się łasić do mojej pani... - Przestań, bo mnie podniecasz, a nie mam czasu. – Nagraj mnie proszę....- zaczęłam po chwili. – Mam cię nagrać? – spytała moja właścicielka zdziwiona. – Tak... – nagraj mnie jak mnie poniżasz, jak ja się poniżam... Zrób ze mnie najgorszą szmatę... Jeżeli chcesz będę opowiadała do kamery, jaką jestem głupią, bezwstydną idiotką. – Mówiąc to do niej podniecałam się jeszcze bardziej... – Będziesz robiła wszystko, czego będę pragnęła? – Spytała mnie z wyraźnym podnieceniem na twarzy – Wszystko... – Odpowiedziałam. Nie odpowiadając mi nic, popatrzyła się jeszcze raz na mnie. – Ubierz się – dodała. – Nie mam czystych ciuchów – powiedziałam szczerze. Popatrzyła się na mnie poprzez lustrzane odbicie, malując w tym samym czasie rzęsy. – Zaraz coś znajdziemy. - Wzięłam prysznic, poczym zrobiłam włosy. Zastanawiałam się, czy mam do pracy zrobić sobie kokardki po bokach, ale zrezygnowałam na rzecz zdaje się bardziej poniżającej fryzury. Szeroką różową wstążkę przeprowadziłam z tyłu głowy pod włosasmi, tak aby dwa końce związać u góry przy grzywce w dużą różową kokardę. Do tego grzywka prosto uczesana, przycięta nad oczami. Makijaż zrobiłam dość odważnie, używając różowych i błękitnych kolorów (dziwiłam się, skąd Iza ma takie). Tym razem ciemna kredka zastąpiła moje wygolone brwi. Gdy się sobie przyjżałam, nie było wątpliwości, wyglądałam w najlepszym wypadku jak młodociana kurewka a w najgorszym jak prawdziwa blondynka, cycata idiotka, zabawka dla mężczyzn. Muszę przyznać że wyglądałam na swój sposób bardzo atrakcyjnie, ale jednoznacznie. Poszłam do sypialni, gdzie Iza, już ubrana, przeglądała kilka ciuchów. Gdy mnie zobaczyła, roześmiała się – Takie fryzury noszą (jeżeli w ogóle) kilkuletnie dziewczynki... ale słodko wyglądasz i mam pomysł!!! - Poczekaj muszę spojrzeć u góry.- Usiadłam na łóżku i czekałam chwilę. Ona poszła na góre, poczym wróciła z kartonem w rękach. - To moje stare ciuchy – dodała – tu zdaje się było kilka takich seksy rzeczy – Po chwili zaczęła wyciągać różne szmatki. Poprzeglądała chwilę, gdy ja leżałam obok na łóżku i patrzyłam w sufit. Nawet nie zauważyłam, że ręką delikatnie pieściłam łechtaczkę. Te ostatnie dni na mnie mocno wpłynęły i rozbudziły seksualnie.- OK, mam! – usłyszałam moją Panią po chwili. Podniosłam się. – Przymierz to!. Podała mi różową sukienkę z falbankami. Sukienka była zwężona pod piersiami, szyta w klosz zrobiona z cieńkiego przewiewnego materiału. Wydawała się już w rękach krótka. Ponieważ nie wspomniała nawet o majtkach ani staniku, nawet nie zaprotestowałam. Gdy założyłam ją zobaczyłam też w lustrze, że sukienka z przodu sięga najwyżej 5cm poniżej mojej cipki, a gdy się obróciłam zobaczyłam, że z tyłu kończy się dokładnie na wysokości miejsca w którym uda przechodzą w pośladki. Wiedziałam że najmniejsze pochylenie podsunie sukienkę i uwidoczni mój tyłek. Do tego doszło, że miękki dekolt sukienki nie podpierał w ogóle moich dużych i obwisłych cycków. Moja pani miała mniejsze piersi, a moje dość obszernie wypełniały w pełni dekolt. Moje cycki były na tego rodzaju topy już zbyt duże i obwisłe.– Wyglądam teraz naprawdę jak dziwka - zwróciłam się do mojej pani – Wiem, dlatego daję ci tą sukienke. Kupiłam ją sobie kiedyś, ale czułam się w tym tak właśnie, jak mówisz. Ale tobie będzie świetnie pasować, poza tym bycie dziwką dla takiej pustej suki jak ty, to zaszczyt – odpowiedziała uśmiechając się i całując mnie w ucho. Przyprawiła mnie o falę wstydu. Gdy wstałam, moje cyce automatycznie wyciągnęły się powodując, że zwisały one luźnie w dekolcie. Wyglądało to dla mnie bardzo nieestetycznie, bo materiał zawijał się pod piersiami pozostawiając tylko 1/3 moich cycków zakrytą. Większość była absolutnie widoczna. Aby dopełnić mojego upokorzenia, Iza kazała mi założyć buty na plastikowej przezroczystej podeszwie i bardzo wysokim obcasie. Choć umiałam chodzić na szpilkach, to w tych butach było mi ciężko. Musiałam przejść się kilka razy po korytarzu, zanim nieco wyczułam krok. Na korytarzu jeszcze raz się na siebie spojrzałam w lustrze Moje cycki bezwstydnie ruszały się pod cieńkim materiałem a sukienka była na tyle krótka, że co chwilę widziałam swoją nagą cipkę w lustrze. Iza, przecież ja nie mogę tak wyjść, czuję się naprawdę jak najtańsza kurwa... Poza tym wszystko spod spodu widać... – Ona popatrzyła się na mnie – Jeżeli się wstydzisz, to tak właśnie ma być. - Nachyl się! – Powiedziała. Zrobiłam tak też. Wtedy zorientowałam się, co chce obaczyć Iza. Obydwie piersi zwisały swobodnie w dekolcie i w każdej chwili mogły się wysunąć – To mi się podoba... – powiedziała śmiejąc się ze mnie. Gdy się zobaczyłam, wiedziałam, że ma rację. Moje cyce zwisały prawie w całości widoczne... Wiedziałam, że gdy tak wejdę do banku, zapieczętuję swoją pozycję taniej dziwki, lub nawet gorzej. Podeszłam kokietując do mojej pani, wzięłam jej dłoń w moje ręce i zaczęłam ją usłużniue całować – Czy ja wyglądam teraz jak najtańsza dziwka... – powiedziałam do niej jeszcze raz stojąc teraz przedn nią. Iza patrzyła się na mnie mierząc z góry na dół uśmiechając się przy tym. – Co ja ci mówiłam, że czym jesteś? – Zapytała. – Pustą blondynką... – odpowiedziałam bardziej pytając – Też, ale co jeszcze? – Idiotką... – To napewno, co jeszcze dziś mówiłam?!... – Suką – wyliczałam dalej – właśnie... – powiedziała. – Jesteś pustą suką... Więc ciesz się, że możesz pracować jesczcze gdziekolwiek i nie idziesz do pracy nago i na smyczy, zrozumiałaś? – Mówiła do mnie jak do dziecka – Tak Pani – odpowiedziałam – ale jeżeli chcesz, pójdę z tobą nago i na czworaka ja piesek... – Iza popatrzyła się mi w oczy – jesteś szmatą Wiolka... - Końcówki mojej własnej woli krzyczały we mnie, aby wyjść i pojechać do domu, ale co wtedy? W banku moja kariera i tak już była skończona. A poza tym właśnie ta chęć tego uzależnienia mnie tak trzymała przy mojej pani. Moja uległa natura, teraz potrzebowała tego... i jeszcze więcej. To był ostatni dzień pracy – piątek. Potem tydzień w domu i do Hiszpanii... – myślałam. Oczywiście moją głowę wypełnił seks, a właściwie różne upokorzające sytuacje, w kórych będę się z pewnością znajdowała... – O czym myślisz? – Spytała się Iza widząc moje zamyślenie. – O Hiszpanii i jak będziesz mnie tam poniżała – odpowiedziałam chichocząc się głupio. Iza podeszła do mnie o pogłaskała mnie po włosach. – Lubię, gdy się tak chichoczesz jak taka pusta idiotka, pasuje to do ciebie – Chichi – zachichotałam znów robiąc z siebie upokorzając się na jej oczach. Widziałam u niej podniecenie... Iza pociągnęła mnie za sobą abym usiadła na łóżku. Ona patrząc mi się w oczy, też koło mnie usiadła. – Już długo marzyłam, o tym abyś była taka, jaka właśnie jesteś, ale nie sądziłam, że pójdzie to tak szybko – powiedziała. – Czując na sobie jej pełne podniecenia spojrzenie uśmiechnęłam się, kokietując, jak ośmioletnia dziewczynka wkładając palec do ust. – Ja też lubię to, co robimy – odpowiedziałam jej – a dla ciebie zrobię wszystko... - Iza uśmiechnęłą się – Myślałam, że przełożymy to na urlop w Hiszpanii, ale widzę, że mogę ci kilka rzeczy już teraz powiedzieć... Możesz mi powiedzieć, co musisz ogólnie zrobić, aby się samej poniżyć?... – spytała mnie, nieco zadziwijając... – no... muszę się ubrać np tak, jak jestem ubrana. – Iza uśmiechnęła się – tak, więc ubiorem – Czym jeszcze? – Noooo, jak ktoś mówi do mnie brzydkie rzeczy albo klepmnie mnie na przykład w pośladki, a ja nic na to nie mówię – wyliczałam nadal – dokładnie, więc brakiem własnej godności – Co jeszcze? – pytała Iza. – Gdyyyy... ja sama się zachowuję jak taka pusta idiotka... – odpowiedziałam rumieniąc się. – Świetnie! Wieć tu mówimy o niskiej inteligencji w raz z brakiem włąsnej godności, prawda? – Teraz zrobiłam się naprawdę czerwona. – Czy przychodzi ci coś jescze do głowy? – ruszyłam głową, że nie – Iza znów się uśmiechnęła – i tak mnie dziwi, że byłaś w stanie odpowiedzieć na te kilka pytań moja pusta laleczko... – teraz byłam jak burak. Widziałam to w lustrze. Widziałam też, jak mocno mi stały sutki i teraz poczułam, jak mokra jestem w kroku... Moja Pani wyciągnęła notatnik z torebki i odszukała pewnej strony. – Ja też sobie kilka rzeczy zapisałam. – Wtedy Iza wyliczyła kilka punktów, których powinnam w przyszłości przestrzegać, aby stać się jej idealną partnerką, jej zabawką, jej lalką... – 1. Ubierać, czesać i malować się jednoznacznie 2. Wyzbyć się własnej godności 3. Poniżać się ubiorem i własnym zachowaniem 4. Bycia posłuszną, czyli nigdy nie podważać zdania ludzi stojących w społeczeństwie nade mną 5. Bycia usłużną, czyli spełniać życzenia mojej Pani, zanim ona zdąży je wypowiedzieć... 6. Wiedzieć kiedy się zasłużyło na karę i samemu o to prosić... - I jak ci się podoba? – Spytała Iza, gdy przeczytała i wyjaśniła mi punkty z notatnika. Popatrzyłam się na nią, po czym wstałam i patrząc się mojej pani w oczy, podsunęłam sukienkę. – Moje uda były mokre od wewnątrz, a moja cipka była napuchnięta i bardzo mokra. Czułam, jak wycieka z niej śluz... – cieknie ze mnie jak z suki w rui, cieknie mi po udach... – powiedziałam głosem małej dziewczynki do Izy. Ona popatrzyła się na mnie i wstała. – Za karę będziesz przestrzegać już od teraz wszystkich sześciu punktów, zrozmiałaś? – Powiedziała Iza z graną złością. – Tak proszę Pani, ale nie wiem, czy zapamiętam wszystkie punkty... – grałam swoją rolę... Iza uśmiechnęła się tylko – to się postaraj ty pusta dziwko! – Powiedziała z uśmiechem. – Nusimy jechać bo się spóźnim… -Idziemy! – powiedziała, ale stałam tak niedowierzając że mam wyjść naprawdę tak do pracy. Iza uśmiechnęła się i wyciągnęła z torebki majtki dla mnie. Były to białe bawełniane majteczki w różowe serduszka! To mogły być poprostu każde inne, bo i tak było to wystarczająco zawstydzające, że będzie widać majtki... Ale w różowe serduszka!!! – Iza proszę, każde inne... – błagałam – Zakładaj je, bo ci zaraz założę pampersa blondowana kretynko! – dodała ostro. Założyłam majtki i zeszłam z Izą po schodach na dół i wsiadłyśmy do auta. Odpaliła samochód i ruszyłyśmy. – Dziś pierwszy raz wyglądasz naprawdę tak, jak od ciebie oczekuje praca – powiedziała uśmiechając się. – Chichi – zachichotałam tylko. Od teraz byłam prawdziwą blondynką, teraz mogłam (i chciałam) się dać ponieść mojej fantazji... Jechałyśmy przez miasto i Iza przytrzymała mi rękę. Bardzo mi się taka podobasz Wiolka – powiedziała ciepło. Uważam cię za wspaniałą partnerkę. Poniżam cię i bedę to robiła, bo tak jak ty, i ja czerpię z tego rozkosz. – Mówiąc to zbliżyła się do mnie i pocałowała długim namiętym całusem w usta. – Ja też cię bardzo lubię – odpowiedziałałam patrząc jej z bliska w oczy. – Będę posłuszną suczką i najgłupszą z wszystkich blondynek, będę się dla ciebie poniżać jak bardzo tylko chcesz... – Iza spojrzała na mnie i pogłaskała mnie po policzku – Jedziemy do miasta na kawę i zaczniemy tam nagrywać wywiad z tobą, będziesz miała okazję pokazać jaką jesteś szmatą... – powiedziała stonowanym, kuszącym głosem. – Szmata, to dobre określenie odpowiedizałam grzecznie... bo każda suka ma więcej godności niż ja, nieprawdaż... Stymulacja i masochistyczna natura, sprawiły, że podniosłam przedramiona na wysokość piersi i trzymając dłonie w takiej pozycji, jak prosząca suczka łapki. Wyciągnęłam jezyczek i zaczełam na przemian sapać i skomleć jak najlepiej imitując prawdziwą suczkę... Widziałam od razu, jak zwolnił się u Izy oddech i oczy nabrały innego wyrazu. Było mi zupełnie obojętne, że przejeżdżałyśmy przez centum miasta i wszyscy mnie mogli widzieć w kabriolecie. Prowadziła samochód, ale ciężko jej było oderwać ode mnie wzrok. Była podniecona, jak ja. – Po chwili pogłaskała mnie po głowie (ja nadal sziedziałam w takiej pozycji lekko ku niej zwrócona) – dobra sunia, dobry piesek... – dodała. Wysiadłyśmy z samochodu i z parkingu szłyśmy do budynku. Widziałam wzrok innych i widziałam jak faceci się mi przyglądają wilczym wzrokiem, a kobiety rzucają raczej pogardliwe spojrzenia szepcząc między sobą. Ale dla wszystkich byłam jednym – objektem seksualnym. Pamiętaj o punktach – dodała Iza – większość z nich już chyba teraz jest spełnionych... – odpowiedziałam już teraz czerwona ze wstydu. Stojąc przed windą widziałam własne odbicie w dużym lustrze. Kobieta, która też czekała na windę, nie odwracała się, choć widziałam jej wyrok na moim odbiciu lustrzanym. Chociaż do tego budynku, w którym ja pracowałam pracowało mniej „zwykłych” pracowników (z poza kadry menedżerskiej), to i tak miałam tu kilku kolegów i koleżanek, których spotkanie było tylko kewstią czasu... Nie wiedziałam jak zareagują... ale myśl o ich spojrzeniach przyprawiała mnie o dreszcze... Gdy weszłam do góry, przygotowałam jak zwykle kawę, ciasto i ogólnie mały bufet, jak codzień. Po chwili usłyszałam głosy i otworzyły się drzwi. Do biura weszła pani wiceprezes i zaraz na nią młoda dziweczyna której nie znałam. Pani Ania ubrana była w typowo biznesową kostiumkę, a dziewczyna która stała teraz obok niej, miała szarą spódniczkę za kolana i delikatną kremową bluzeczkę. Ciemne włosy zawiązane z tyłu i modne okulary do tego. Była atrakcyjną kobietą, sądziłąm że była bardzo młoda, jakieś 23 lata może... – Wiolka, to jest Pani magister Milena Lisek, i będzie moją nową asystentką i będziesz się zwracać do Pani Pani Miler, lub Pani Magister – zrozumiałaś? – spytała mnie Pani Ania doskonale zdając sobie sprawę z tego co robi, z tego, że mnie tak bardzo poniża... – Tak... – odpowiedziałam czerwona ze wstydu. – Milenko, kontynuowała pani Linkowska – to jest Wiolka. Wiolka jest naszą dziewczynką do towarzystwa dla bardzo ważnych klientów, czyli w skrócie, naszą firmową suczką... – Wtedy poczułam jak fala podniecenia mnie rozpala... Słowo suczka, kurwa, idiotka lub cokolwiek poniżającego pod moim adresem praktycznie powodowało u mnie potok soków. Czułam jak przemoczone są już moje majteczki. Zanim zdążyłam pomyśleć jak zareagować, moje ciało jakby samo przejeło kontrolę. Odruchowo ukłoniłam się przed nową asystentką jak mała dziewczynka robiąc z siebie kolejny raz kompletną idiotkę. Czyżbym była już tak daleko, że szybicej reaguję niż myślę gdy jestem poniżana? To były myśli, które strzeliły mi przez głowę w ułamkach sekund. Teraz jednak nie było odwrotu, z resztą już dawno nie... Z resztą podniecało mnie to bardzo, nawet niedowieżający wzrok młodej pani Miler... – Jestem suką i własnością pani Izabeli Wagner – przedstawiłam się łądnie... Obydwie kobiety popatrzyły się na mnie i uśmiechnęły się tylko – W takim razie musisz powiedzieć twojej Pani, żeby sprawiła ci obrożę, bo narazie wyglądasz jak bezpańska suka... – powiedziała pani Miler miło ale zdecydowanie. Zdziwiłam się i zawstydziłam. Czułam się dziwnie, bo nie byłam bezpańska, tylko miałam swoją właścicielkę. Widzę, że bierzesz swoje nowe zajęcie na poważnie, Wiolka... – dodała pani Linkowska po chwili. – Taka Pani wiceprezes... muszę spełniać oczekiwania i być sumienną i poszłuszną sekretarką – odpowiedziałam kokietując. – Więc mam nadzieję, że w twojej nowej roli będzie ci to lepiej wychodzić, niż w tej dotychczasowej - Nie zdążyłam jeszcze odpowiedzieć, gdy gestykulując strąciłam z biurka plastikowe pudełko z kartkami i ołówkami. Karteczki do notatek jak i ołówki rozsypały się po podłodze. Moją natychmiastową reakcją, a właściwie mojego ciała, było klęknięcie na kolanach i na czworaka zbieranie karteczek i ołówków. I tym razem upokorzanie siebie samej ogromnie mnie podnieciło. Podkreślałam tym moja pozycję, moją poddaną naturę. Podczas gdy obydwie kobiety nieco zaskoczone stały wpatrując się we mnie, ja jak piesek na czworaka chodziłam i zbierałam wszystko do pudełka. Byłam mokra między nogami, czułam jak napuchnięta i śliska jest moja cipka. Moje cycki bezwstydnie kołysały się w dekolcie sukienki prezentując się w rawie całaj okazałości. Aby pozbierać naprwadę wszystkioe ołówki musiałam też spojrzeć pod lodówkę. Bezwstydnie wypiełam tyłek rozsówając dośc mocno uda, tak abym mogła sięgnąc pod nią. Krótka sukienka oczywiście obsunęła się nieco , tak, że mój tyłek w majteczkach w różowe serduszka w całej okazałości prezentował się dwum obserwującym kobietom. Zastanawiałam się tylko, czy widać, że majteczki są mokre... – Zarówno pani wiceprezes jaki i jej nowa asystentka pani Miler, nic nie mówiły tylko mnie obserwowały ubawione. Po chwili podniosłam się i poprawiłam sukienkę – wszystko pozbierałam... – dodałam jak mała dziewczynka po chwili i postawiłam z powrotem pudełko na biurku. Obydwie kobiety popatrzyły się na siebie i buchnęły śmiechem – - Pani wiceprezes patrzyła na mnie ze wzrokiem, który wyrażał podniecenie, pogardę i ździwienie. – Czy ja mam tylko takie wrażenie, czy ty tobie codziennie ubywa inteligencji i godności moja słodka – spytała po chwili, gładząc mnie delikatnie po policzku. Przeszły mnie dreszcze... Młoda asystentka obserwowała mnie również. Usłyszeć coś takiego w jej obecności przyprawioło mnie o jeszcze większą falę wstydu i podniecenia. – Moja Pani mówi, że mam rozum między nogami... – Odpowiedziałam czerwona jak burak. Grałam w tą grę i mimo ogromnego wstydu i upokorzenia podniecała mnie ona niemożliwie...– Bez wątpienia ma rację... – dodała pani Miler zmeiniając spojrzenie ze mnie na panią wiceprezes i z powrotem . –. Więc miejmy nadzieję, że będziesz sobie świetnie radzić w twojej nowej pozycji... – dodała z uśmiechem pani Linkowska. – Nie chcemy przecież, aby twoja pusta główka była nadwyrężona zaśmiała się ze mnie poprawiając mi delikatnie kokardę na głowie, tak jakby robiło to matka swojej córce. – Nie powinno być z tym problemu, nawet gumowe lalki wiedzą, jak roskładać nogi i kiedy otwierać usta... – dodała drwiąco pani Miler – upokorzając mnie dosadnie... Obie panie poszły z aktówkami do gabinetu pani wiceprezes zamykając drzwi, zostawiając mnie samą. Usiadłam przy biurku i zaczęłam ostatni raz wypełniać resztkę obowiązków, które mi pozostały. Kiedy wrócę do pracy po urlopie, będę „firmową suczką”, będę robiła co umię najlepiej... rozkładać nogi i otwierać usta... Czas w biurze upływał a ja robiłam swoją pracę. Co jakiś czas byłam wzywana do gabinetu aby przynieść kawę lub jakieś akta. Po kilku godzinach pani Linkowska wysłała mnie jednak na urlop dając mi klapsa w tyłek – Roskosznego, pełnego wstydu urlopu ci życzę, złotko – powiedziała szczerze i wyszłam z biura. Iza miała na sczęście jeszcze przerwę więc spotkałyśmy się na dole, na schodach. Oczywiście mój wygląd nie uchodził uwadze ani mężczyzn ani kobiet. W mojej różowej, przykrótkiej sukience i różowej kokardzie na głowie rzucałam się poprostu wszystkim w oczy. Szłyśmy chwilę i opowiedziałam Izie dokładnie przebieg zdarzeń w biurze. Włącznie z moimi doznaniami. Moja Pani lubiła, gdy opowiadałam jej o moich odczuciach. – Moja mała suczka się wstydziła, taaaaak... – spytała retorycznie Iza gdy skończyłam opowieść. Zrobiłyśmy sobie mały spacerek i fantazjowałyśmy z Izą o Hiszpanii. Ona miała naprawdę bujną wyobraźnię, czasami przerażało mnie nawet, jak mi opowiadała, jak wyobraża sobie mnie podczas urlopu... – Co teraz chcesz robić? – spytała mnie, gdy już był czas, aby wrócić do Banku – Pojadę do domu i będę się chyba brandzlować bo jestem strasznie napalona... – powiedziałam śmiejąc się szczerze. – Iza popatrzyła się na mnie chwilę – Nie wolała byś prawdziwego kutasa? – spytała. Popatrzyłam się na nią z otwartymi oczami. Oczywiście, że wolała bym, ale przecież to moja Pani decyduje kto i kiedy może mnie zerżnąć – powiedziałam słodko podlizując się. Iza uśmiechnęła się – Nie chcę i nigdy nie miałam zamiaru ci zabraniać dawania dupy komu chcesz, a tak właściwie, to wręcz chciała bym, abyś miała jak najwięcej facetów... – dodała. Chcę, żeby cię jebali w dyskotekowych toaletach i żebyś obciągała kutasy w przyulicznych bramach... – Popatrzyłam się na moją Panią i wiedziałam, że mówi zupełnie poważnie. – Czy ja mogę sobie wybierać komu chcę zrobić loda? – spytałam. – Jak jesteś sama, pomijając ewentualnie moje kaprysy, to tak. - Wiesz, co co do pomysłów, to mam właśnie taki... – Masz numer do Milo? – Spytała zaskakując mnie. – Eeeh... nie nie mam – odpowiedziałam. - To jak się z nim umawiasz? – No idę na postój taksówek i pytam o niego... – Hm. Na to nie mamy czasu... – odpowiedziała i wzięła do ręki telefon. Stałam i nie bardzo wiedziałam co planuje. Ale już robiło mi się gorąco. Czułam, jak moje majteczki przemakają moimi sokami. – Dzień dobry, czy pracuje u was kierowca o imieniu Milo? – Nie? A to przepraszam. - Po chwili Iza wybrała inny numer i znów to samo pytanie. – Czy pracuje u was kierowca o imieniu Milo? – Tak, to świetnie, bo mam do niego ważną sprawę... Nie nie chcę innej taksówki... Tak, to bardzo ważna sprawa, bardzo Pana proszę... – Mówiąc to Iza wyciągnęła z torebki długopis i notes i zaczęła notować numer. – Mam! – Krzyknęła po chwili. – Ehm... – Zająknęłam się tylko. – Stój tu grzecznie i słuchaj laleczko – powiedziała do mnie moja pani. – Hallo?! Cześć, mam na imię Iza. Czy rozmawiam z Milo? – Cześć. Dzwonię do Ciebie, bo mam niespodziankę dla Ciebie... Tak niespodziankę... Mhm... Znasz Wiolkę? ...Tak tą ładniutką blondyneczkę... Słuchaj, możesz podjechać do banku PEKAO na Rynku, tego dużego wieżowca? ... No nie pożałujesz! Wiolka, ta mała suczka, stoi tu obok mnie i cieknie jej z podniecenia po nogach... – Haha! Dobra to czekamy... - Stałam nieco osłupiała i patrzyłam się w Izę, nie bardzo wiedząc, co nastąpi. – A więc, moja mała pusta laleczko, zanim zrobisz sobie dobrze w domku – mówiąc to Iza poprawiła mi moją różowa kokardę na głowie - pokażesz mu, jaką bezwstydną kurewką jesteś! Haha… – Zaśmiała się poniżając mnie. Po chwili wzięła mnie za rękę i pociągnęła za sobą. - Idziemy do banku. Tam poczekamy na Milo! - Szłyśmy tak chwilkę w ciszy i cieszyłam się na te przyszłe chwile, nawet jak się domyślałam, że będą mnie kosztowały sporo. – Cieszysz się, prawda? – Spytała moja właścicielka. – Tak - odpowiedziałam. – Ja też! – Mam nadzieję, że wiesz jakiego zachowania od ciebie oczekuję…? – Spytała uśmiechając się dwuznacznie. - Tak wiem proszę Pani... – odpowiedziałam. – Jestem pustą suczką, a jedyne, do czego się nadaję, to rozkładanie nóżek i obciąganie kutasów chichi… – Odpowiedziałam chichocząc, tak, jak oczekiwała tego Iza. – Świetnie to robisz – skomentowała. Do banku tym razem weszłyśmy jednak głównymi drzwiami. W dużym holu znajdowało się wielu klientów, pracowników, okienek. Ja z pewnością nie pasowałam tam w mojej różowej, zdecydowanie zakrótkiej sukience, butach na wysokim obcasie z przezroczystą podeszwą i różową kokarda na głowie. Spojrzenia innych były jednoznaczne. Byłam dla nich po prostu kurwą. – Po raz kolejny ten boski wstyd… W banku moja pani wzięła mnie za rękę, jak dziewczynkę i pociągnęła ze sobą. W bocznym korytarzu znajdował się rząd drzwi. Stanęłyśmy przed jednymi, Iza wyciągnęła klucze, otworzyła i weszłyśmy do środka. Było to dość duże pomieszczenie, w którym znajdowały się stare kopiarki, automaty do kawy i sporo kartonów. Podeszła do mnie, postawiła mnie na środku i kazała klęknąc na kolanach. Zawahałam się nieco… - No już ty głupia cipko, nie mamy dużo czasu. – Ponagliła mnie. Zrobiłam więc, jak mi kazała i uklęknęłam posłusznie na podłodze. Iza podeszła do blaszanego regału, wyciągnęła z torebki niedużą kamerę wideo i ustawiła ją między pudełkami, nieco ukrytą. – Muszę zrobić test dźwięku – powiedziała do mnie. – Powiedz coś... – Ale co? – spytałam naiwnie. Choć chciałam, aby to tez tak nieporadnie brzmiało, bo przecież właśnie taka miałam być. Iza uśmiechnęła się tylko i usłyszałam po chwili z głośnika kamery „Ale co?”. Wiedziałam, że wszystko będzie dobrze słychać. Obojętnie co moja pani zaplanowała dla mnie. – OK, wstawaj, idziemy. – rzuciła tylko. Wstałam i wyszłyśmy. – Chciałam się dowiedzieć, co tak naprawdę zaplanowała, ale Iza wyprzedziła mnie. – Idziemy do toalety! Zaraz Ci wszystko opowiem. Gdy weszłyśmy do toalety damskiej, skorzystałam najpierw z kabiny. Gdy wyszłam, Iza wyciągnęła na umywalkę kilka kosmetyków. – Choć szybko, nie mamy czasu! – Uśmiechnęłam się podekscytowana – Ale na co? – Stój spokojnie – powiedziała. Mascarą zaczęła poprawiać mi rzęsy. – Gdy przyjedzie Milo, przywitasz go ładnie w holu banku, a potem pójdziesz z nim do tego pomieszczenia. Tam zrobisz co tylko będzie chciał. Zerżnąć cię w tyłek, spuścić ci się na twarz, obojętnie... Z resztą i tak mu już chyba na wszystko pozwoliłaś międzyczasie... Jednak tym razem, zrobisz to w najbardziej poniżający sposób, w jaki kobieta może się mężczyźnie oddać... – Ale... Co mam zrobić... – Nie wiem... Wymyśl coś... Choć na czworaka przed nim, wyliż mu buty, skomlij jak suka... Przecież umiesz takie rzeczy... – Zaśmiała się. – OK, spróbuję... – Odpowiedziałam poniżona już samą myślą. – Nie spróbujesz, tylko to zrobisz, zrozumiałaś kretynko!? – Tak proszę Pani – odpowiedziałam posłusznie. – Jak wejdziesz z nim do przechowalni, to pójdę za wami i włączę kamerę pilotem. Chcę mieć wszystko nagrane... Dodała podekscytowana. – Otwórz usta. – Między czasie Iza zdążyła nałożyć mi świeże cienie i właśnie zaczęła różową pomadką z błyszczykiem malować mi usta. Na końcu jeszcze raz poprawiła mi kokardę na głowie. – Just perfect! – Powiedziała. Patrzyłam się na siebie w lustrze. W odbiciu lustrzanym widziałam swoje drugie ja. Nie tą sprytną roztropną Wioletkę, którą byłam kiedyś... Teraz w odbiciu widziałam Wiolkę. Słodką, głupią blondyneczkę. Różowa kokarda, różowa sukienka, intensywny makijaż... Słodka Barbie, lalka do seksu...Widziałam, że Iza tez się na mnie patrzy. Widziałam jej odbicie w lustrze. – Podobam Ci się?! – spytałam kokietując. – Nawet nie wiesz, jak bardzo... – uśmiechnęła się Iza jednoznacznie i pocałowała mnie w policzek, jednocześnie wkładając mi rękę w majtki... – Dziś wieczorem twój tyłek należy do mnie ty mała kurewko – syknęła podniecona. – Dziś przygotuję się specjalnie dla Ciebie... – odpowiedziałam. – OK, on już może czeka, pospieszmy się! – Powiedziała Iza i skierowałyśmy się do drzwi. Gdy nacisnęła już prawie na klamkę, zatrzymałam się, włożyłam ręce pod moja krótką sukienkę, zsunęłam majtki i włożyłam je do torebki. – Chyba nie będą mi potrzebne - dodałam... Ona się tylko uśmiechnęła. Gdy weszłyśmy do holu, Milo już stał przy drzwiach. Ja i Iza szłyśmy w jego kieruku. Wyglądał bardzo fajnie. Opalony, w poprzecieranych jeansach i białej bawełnianej koszulce z chustą na głowie i okularach słonecznych. Zebrałam całą odwagę. Podbiegłam do niego stukając obcasami o posadzkę i zawieszając mu ręce na szyi pocałowałam namiętnie. Zdawałam sobie oczywiście sprawę z tego co nastąpi. Sukienka podsunęła się do góry i czułam powiew chłodnego powietrza na pośladkach. Mój nagi tyłek był widoczny dla dziesiątek par oczu... Chyba, bo nie śmiałam się rozglądnąć. Iza dołączyła do nas. – Iza, to jest Milo, Milo, to jest Iza... moja Pani... – dodałam z szerokim uśmiechem na twarzy. Miło mi... – powiedział tylko i przywitał się z Izą pocałunkiem w policzek. Potem patrzył się na mnie. Gdy ściągnął okulary, widziałam, jak się na mnie patrzy. Jak wilk na owcę. Podniecał mnie. – Popatrz! – krzyknęłam cicho chichocząc i obróciłam się wokół własnej osi. – Podobam ci się? – Spytałam kokietując. – No... owszem... nawet bardzo... No i słodka jest ta kokardka... – Uśmiechnął się bez ironii. – Milo... – wtrąciła się Iza... – Wiolka jest moją własnością... Mam nadzieję że to rozumiesz... Jednak chcę, aby była szczęśliwa, tak więc oto moja propozycja: Wiem, ona cię bardzo lubi, a może nie nawet się w Tobie podkochuje – gdy usłyszałam to, to serce stanęło mi prawie. – Możesz ją mieć naprawdę często, pod warunkiem, że zaakceptujesz, że nie będziesz jej jedynym facetem... Co do reszty... Ona ci sama opowie... – Milo się uśmiechnął. – OK. Zdaje się, że rozumiem. – Super! – Zachichotałam. – A teraz chodź! – Powiedziałam i pociągnęłam go za sobą. Poszliśmy do przechowalni. Gdy weszliśmy, odwróciłam pocałunkiem jego uwagę, gdy Iza poprzez uchylone drzwi włączyła kamerę. Zamknęłam drzwi i zaczęło się przedstawienie. – Podobam Ci się naprawdę? – Spytałam delikatnie masując jego kutasa przez jeansy. Czułam jak się napina.- Wyglądasz dość... Jednoznacznie, powiedziałbym... – Uśmiechnęłam się. – Jak kurewka... Suczka... Lalka do seksu... – Mówiłam półtonem podniecona. – Milo patrzył się z zaciekawieniem i podnieceniem na moje przedstawienie. Podeszłam do niego, zawiesiłam mu ręce na szyi i popatrzyłam się mu w oczy. – Wyobraź sobie taką prawdziwą blondynkę... – Zaczęłam. Mówiłam głośno, aby kamera mogła zarejestrować dźwięk. – Taką, z dużymi cyckami, ubraną zawsze na różowo... – Przełknęłam teraz ślinę, bo to co miałam mu teraz powiedzieć, przerastało mnie. Upokorzenie, wstyd i podniecenie przyprawiały mnie o zawrót głowy – Taką pustą idiotkę, która jedynym co umie, to jest rozkładanie nóg... – Mówiąc to czułam jak się czerwienię - Hmmm... – Sądzę, że chyba znam kogoś takiego... – Powiedział i uśmiechnął się... – Odsunął się lekko ode mnie i rozpiął rozporek. Po czym zsunął lekko spodnie. – A teraz pokaż mi ten twój słodki tyłek. – Uśmiechnęłam się, po czym zrzuciłam sukienkę z siebie stojąc teraz zupełnie nago. Następnie uklęknęłam, wypięłam bezwstydnie tyłek w jego stronę i rozsunęłam mocno uda. Jakby nie było to i tak już poniżające, aby przypodobać się mojej pani na wideo – oparłam tułów na moich cyckach i leżąc praktycznie z mocno wypiętym tyłkiem, rękoma sięgnęłam do tyłu aby rozszerzyć moje dziurki. Leżąc tak twarzą na boku widziałam jego podniecenie i widziałam też kamerę. – A teraz pierdol Wiolkę, pierdol twoją sunię, prooooszę... – Skomlałam prawie. Bez wahania podszedł do mnie i wsunął swojego kutasa w mój już nie raz używany tyłek. – Aaaaaah – krzyknęłam z rozkoszy. Milo rytmicznie pierdolił mnie jak sukę a skomlałam z rozkoszy... Trwało to jakąś dłuższą chwilę, gdy przestał i wyciągnął kutasa ze mnie. – Jadłaś już śniadanie ty mała kurwo? – Zapytał. Oczywiście wiedziałam od razu co mam zrobić. Odwróciłam się do niego i posłusznie, jak suczka, wsunęłam sobie jego kutasa głęboko w usta. Oczywiście nie używałam rąk, wg. wskazówek Izy, posłusznie dawałam się mu po prostu pierdolić w usta, jak prawdziwa lalka do seksu. Po chwili usłyszałam głośne jęknięcie i gorąca sperma strzeliła mi prosto do ust. Za chwilę jescze jedna i jeszcze jedna salwa. Miałam usta pełne spermy. Patrzyłam się na niego pytająco! – Nie połykaj, nie teraz! Ubierz się pierw. Posłusznie wstałam i przez głowę wsunęłam sukienkę, cały czas trzymając spermę w ustach. Gdy się ubrałam, on już czekał na mnie. – Idziemy, moja słodka laleczko... Wziął mnie za rękę i poszliśmy. Szłam teraz z nim holem i miałam wrażenie, że tysiące oczu mnie obserwuje. Że wszyscy wiedzą jak bardzo się sama upokarzam, że mam usta pełne spermy i że w ogóle cała nią cuchnę. Po chwili ujrzałam Izę, która siedziała na zewnątrz przed bankiem na ławce. Gdy wychodziliśmy z banku, zobaczyła nas i wstała. Coraz więcej śliny mieszało się ze spermą w moich ustach i ledwo mi się wszystko mieściło. Posłusznie nie połykałam jednak! O wypluciu naturalnie nie było mowy. Takie puste suczki jak ja zawsze przecież grzecznie połykają... – Iza popatrzyła się na mnie i potem na Milo. – Podobało Ci się? – Ta mała suczka jest po prostu fantastyczna... – Odpowiedział. Ale mam też coś dla twojej przyjemności, odpowiedział Milo do Izy, po czym podszedł do mnie, złapał ręką od dołu za moją szczękę i przycisnął moje policzki, tak jak to czasem robią babcie swoim wnuczkom mówiąc „jaka słodka buźka”. Nie mogłam nic przeciwko temu zrobić, jak tylko pozwolić spermie wymieszanej ze śliną wypłynąć z moich ust. Wszystko ściekało mi po szyi między cycki. Poczułam intensywną woń spermy – Hahaaaaaa... – Iza roześmiała się – Mój śliczny pojemniczek na spermę - dodała, a ja poczułam jak się zaczerwieniłam ze wstytdu... – Gdy stałam tak ociekająca spermą. Iza podeszła do Milo i pocałowała go. – Widzę, że zrozumiałeś o co mi chodziło... – On uśmiechnął się tylko.- Cała przyjemność po mojej stronie – dodał. Ona patrzyła jeszcze przez chwilę z podnieceniem na mnie, po czym zaczęła zbierać swoje rzeczy. - Słuchajcie, muszę jeszcze trochę popracować. Czy zawiózł byś tą ociekającą spermą kurwę do domu? – Spytała moja pani, a Milo oczywiście przytaknął. Poszliśmy do jego samochodu. Gdy wsiedliśmy do auta, popatrzył się na mnie i pogłaskał mnie delikatnie po policzku. Ruszyliśmy. – Podobało ci się? – Spytał po chwili. – Mhm... Bardzo – odpowiedziałam. Czy naprawdę lubisz być tak poniżana...? – Kontynuował. Popatrzyłam się mu w oczy głaskając jgo rękę. – Bardzo to lubię... A tobie nie sprawiło przyjemności poniżanie mnie...? – Uśmiechnęłam się odpowiadając. – Owszem, podoba mi się taka gra – odpowiedział. – Czy to jest twoja fantazja, czy Izy? – Zapytał po chwili znów. – No cóż... Iza lubi mnie chyba przede wszystkim jako pieska, małą suczkę z kokardkami, najlepiej nago, na smyczy i skomlącą... Ja... Ja najbardziej lubię być blondynką... Blond włosy, niebieskie oczy, duże cycki... Rozum ukryty pod bielizną... O ile ją noszę – zachichotałam znów. Zdziwiłam się sama z jaką łatwością mi to przychodziło. Milo popatrzył się na mnie i widziałam, jak go nasza rozmowa podnieciła. – Wiesz... Chyba podobasz mi się taka – roześmiałam się – jaka? Taka ładna, czy taka głupia...? – Serce mi zabiło. Ale jemu najwyraźniej też. Podniecaliśmy się oboje. – Podoba mi się to, w jaki sposób się malujesz, jak wyglądasz, jak się zachowujesz... Lubię cię poniżać i lubię gdy się sama tak poniżasz, nawet bardzo... – Mi też sprawia to wiele przyjemności, gdy robię to przy tobie – odpowiedziałam. Wkrótce dojechaliśmy pod dom. Pocałowałam go w policzek, po czym wysiadłam z auta. – Dziękuję! – Powiedziałam i kręcąc tyłkiem poszłam do domu... Cały wieczór spędziłam bawiąc się moimi zabawkami. Gdy przyjechała Iza, zabawa zaostrzyła się i do orgazmu doszłam wielokrotnie z jej ręką zanurzoną głęboko w moim tyłku... XI Gdy się obudziłam w poniedziałek, cieszyłam się urlopem. Nie musiałam nigdzie wstawać. Jednak długo i tak nie wyleżałam. Wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i zeszłam do pokoju. Znalazłam tam kartkę od Izy. „Nie będzie mnie do wieczora. Muszę załatwić kila rzeczy związanych z tobą i naszym wyjazdem do Hiszpanii, to niespodzianka! W pokoju na fotelu leżą rzeczy, które masz założyć. Chce, abyś pojechała do miasta i kupiła następujące rzeczy: pampersy, puder i smoczek, trzepaczkę do dywanu, 4 krótkie spódniczki, 2 krótkie sukienki, 3 pary butów na bardzo wysokim obcasie i kilka par ładnych majteczek. Nie kupuj nic drogiego, tanie fatałaszki pasują do ciebie najlepiej! Kup też różową obrożę i smycz. Mam nadzieję, że wiesz, jakiego typu ciuszki to mają być, więc nie opisuję szczegółów. W torebce jest 1000 zł na wszelki wypadek. Buzi, Iza. P.S. Jak chcesz, zadzwoń do Milo, niech cię podwiezie do miasta...” Spojrzałam na fotel. Leżały tam przez oparcie starannie przerzucone ciuchy i stały buty sportowe! Podeszłam do fotela i zaczęłam przeglądać ciuszki. Różowy (jak by inaczej) t-shirt, biała spódniczka do tenisa, różowe skarpetki z falbankami i białe sportowe buty NIKE. Uśmiechnęłam się pod nosem. O dziwo białe figi ale bez stanika. Poszłam jednak pierw do łazienki i jak zwykle zrobiłam makijaż, używając mocnych kolorów, i różowego błyszczyka do ust. Następnie uczesałam włosy w kitki i zawiązałam różowe kokardy. – Następnie zeszłam na dół i ubrałam ciuszki. Koszulka była opięta i mocno spłaszczała mi cycki powodując, że nieestetycznie wyciągnęły się. Spódniczka była też dość krótka. Gdy ubrałam do tego skarpetki z falbankami, założyłam buty i poszłam do lustra. – Wyglądałam naprawdę jak taka głupia cipka. Odwróciłam się i lekko nachyliłam. Spódniczka jeszcze zakrywała pośladki, ale było widać spod niej dwie blado czerwone pręgi – przełknęłam ślinę. Na fotelu znalazłam również różową, małą torebkę z napisem „Puma”. Był w niej plik banknotów po 50 zł. Przeliczyłam... 1000 zł! – Oczy mi zabłysły. Jak pomyślałam, że mogę wszystko wydać na ciuchy, poczułam się świetnie. Czy w głębi siebie już zawsze taka byłam? Wzięłam torebkę i kartkę od Izy i wyszłam. Wzięłam telefon do ręki i wybrałam numer do Milo. Stałam krótko przy ulicy i widziałam, jak przyglądają mi się przechodzący i przejeżdżający ludzie – podniecało mnie to. Chwilę później przyjechał Milo. Otworzyłam drzwi do jego Mercedesa i weszłam kolanami na fotel – Słodko wyglądasz! – Powiedział śmiało. Zachichotałam się i popstrzyłam mu w oczy. - Nie jadłam dziś jeszcze śniadania – powiedziałam kokietując. Milo się uśmiechnął i rozpiął rozporek swoich jeansów – w takim razie zaraz Wiolkę nakarmimy, prawda. – Uśmiechnęłam się, po czym podsunęłam koszulkę do góry pokazując swoje obwisłe, duże cycki. Zsunęłam spódniczkę i wypięłam goły tyłek pochylając się nad jego naprężonym kutasem... Nie patrzyłam którędy jedziemy i czy ktoś mnie widzi, było bez znaczenia. Gdy dojechaliśmy do centrum, miałam już usta pełne spermy. Połknęłam ją dopiero, gdy wysiadłam z auta i pochyliłam się do bocznej szyby. Oblizałam je lubieżnie. – Dziękuję...! – Jak będziesz wracać do domu, zadzwoń. - Oczywiście! – Odpowiedziałam. – Na pewno znów będę głodna... Gdy szłam deptakiem w słońcu widziałam, jak paczą się na mnie wszyscy. Kobiety jak na idiotkę a mężczyźni jak na kurwę. – Byłam przecież jednym i drugim – pomyślałam i szłam dalej. Po chwili wyciągnęłam z torebki kartkę i spojrzałam. Pieluchy, puder i smoczek... Zrobiło mi się jeszcze goręcej... Dziwnym trafem znajdowałam się najbliżej tej apteki, w której kupowałam już pieluchy. Gdy przechodziłam obok zakładu fryzjerskiego koleżanki mojej pani, to przeszły mnie dreszcze. Przeżyłam tam kilka bardzo poniżających chwil właśnie z pieluszką... Przez szybę widziałam, jak dziewczyny ścinają włosy klientom. W aptece stało kilka osób. Gdy była moja kolej i podeszłam do okienka, poznałam aptekarkę, która ostatnim razem też mnie tu obsługiwała. Czerwieniąc się mimowolnie, spytałam ją znów o pieluchy dla dorosłych. Ona uśmiechnęła się do mnie – w Pani rozmiarze? – Spytała wprost. – Jeszcze mocniej się zaczerwieniłam, ale nawet nie mogłam skłamać – mhm – przytaknęłam. – Do tego proszę puder... – dodałam i gdy i to otrzymałam, poprosiłam o smoczek... Ona popatrzyła się na moją czerwoną ze wstydu twarz, po czym podałam mi różowy smoczek, taki jaki by się kupiło dziewczynce. – Czy taki może być? – Tak – odpowiedziałam. – Aptekarka włożyła w małą reklamówkę smoczek i puder, ale pieluchy musiałam wziąć pod pachę. Wyszłam z apteki. Przechodząc deptakiem obok fryzjera zobaczyłam dwie dziewczyny stojące przed zakładem z papierosami. – Zobaczyły mnie i mówiąc coś do siebie zaczęły się śmiać. Śmiały się ze mnie, widząc mnie znów z pieluchami... Następnym sklepem był butik, w którym chciałam kupić spódniczki i ewentualnie sukienki. W bocznej uliczce zobaczyłam mały butik. Poszłam w jego kierunku. Gdy weszłam, zobaczyłam sklep jak dla mnie! Masę takich tanich dyskotekowych fatałaszków. – Cześć, czy mogę coś doradzić? – Spytała mnie młoda dziewczyna. Serce zabiło mi mocniej, gdy zobaczyłam, że ona miała blond włosy, mocny makijaż, na sobie też różową koszulkę i taką króciutką spódniczkę, jakiej szukałam. Miała może 18, 19 lat. Wydała mi się bardzo sympatyczna. – Szukam kilku krótkich spódniczek – odpowiedziałam. – Chichi – zachichotała laska – na pewno coś znajdziemy! – Powiedziała radośnie. – Bardzo krótkich? – Spytała. – Bardzo krótkich odpowiedziałam uśmiechając się. – Wiesz co, dam ci taką spódniczkę, którą się nosi na biodrach. Ale jak założysz rozmiar mniejszą, to nie zsuniesz tak nisko, i będzie całkiem krótka. – Jaki masz rozmiar? – 36 – odpowiedziałam. – To spróbuj tą w 34. - Mówiąc to podała mi jedną ze spódniczek. Poszłam do kabiny i przymierzyłam. Spódniczka była naprawdę krótka, gdy założyłam. Ale ja chciałam coś ekstra krótkiego. – Masz może w rozmiarze 32? – Spytałam. – Chichi – zachichotała – co, idziesz na podryw? – Spytała spoufalając się ze mną. Z pewnością widziała we mnie bratnią duszę. – Nie, jadę na urlop – powiedziałam i zachichotałam się jak ona. Podała mi spódniczkę w rozmiarze 32. Weszłam do kabiny, ale tym razem nie zasłoniłam kotary. Zsunęłam spódniczkę i założyłam mniejszą. Ta była naprawdę krótka! Z ledwością zasłaniała mi pośladki, patrząc z mojej perspektywy. Wiedziałam, że najmniejsze pochylenie, jeden schodek więcej, cokolwiek, i mój tyłek będzie widoczny. – Ta jest super! – Zachichotałam. – Dziewczyna patrzyła się z zadowoleniem – chichi! Wyglądasz teraz jak taka rasowa suczka! – Powiedziała do mnie. – Żebyś tylko wiedziała – pomyślałam. - Będziesz atrakcją wielu chłopaków, coś o tym wiem! – Mówiła dalej. Patrzyłam się na nią i wiedziałam, że jest prawdziwą blondynką, pustą idiotką. Dokładnie taką, jaką ja się z każdym dniem coraz bardziej stawałam... Następne spódniczki były tak samo krótkie, tylko o innych kolorach i fasonach. Znalazłam sobie tez zwykłe koszulki różowe i białe. Również sukienki znalazłam. Jedną różową, obcisłą ze spandeksu i drugą podobną, też różowa ze spaneksu, tylko z prawie zupełnie wolnymi plecami i wykończoną falbanką z tiulu. Obydwie też w rozmiarze 32! Przymierzyłam je i obciśle przylegały do ciała. Ze względu na rozmiar były do tego wyjątkowo krótkie. – Mam też fajne majtki! – Spodobają ci się. – Wiesz, w takich jak ty nosisz nie wyrwiesz chłopaka – powiedziała do mnie szczerze. Zrobiło mi się trochę głupio, bo miałam na sobie zwykłe białe figi a dziewczyny mojego pokroju nie nosiły takich. Powinnam nosić stringi im bardziej skąpe, tym lepsze. – Pokażesz mi? – Odpowiedziałam. Dziewczyna poszła ze mną do gabloty z bielizną i zaczęła mi pokazywać. To był najtańszy rodzaj bielizny, w zasadzie przygotowany do ściągania niż zakładania. Stringi w różnych fasonach. Wybrałam sobie kilka par. Wybrałam sobie nawet takie, które zamiast krocza miały koraliki przeciągnięte z tyłu do przodu... Wzięłam sobie takie białe i różowe. – Międzyczasie przyglądałam się dziewczynie. Miała na sobie rzeczy, o których wcześniej nie myślałam, ale jako blondynka koniecznie musiałam mieć! Zaczęłam rozmawiać z Kasią, bo tak miała na imię młoda ekspedientka o różnych rzeczach, o chłopakach i fajnych dyskotekach.Opowiadała mi o swoich gorących przeżyciach i wkrótce opowiedziałam jej też wszystko o sobie... Gdy opowiadałam jej o moich przeżyciach, mówiła czasami, że by się wstydziła, albo chichotała się zawstydzona. Ale opowiedziałam jej całą historię i wszystko o moich uczuciach. Siedziałam tam chyba ponad 3 godz! Ale międzyczasie z moich małych, prawie niewidocznych kolczyków zrobiły się dwa duże koła. Kupiłam sobie takie w różnych rozmiarach i kolorach. Kupiłam sobie także trochę modnych pierścionków i plastykowe bransoletki. U niej też znalazłam trzy pary butów, dokładnie takich, jakie chciałam. Dwie pary klapków na wysokim wysokim koturnie. Jedne nawet z takim puszkiem na przodzie, oczywiście różowe! Jedne podobne białe i jedne szpilki z różowym lakierkiem na wysoki połysk. Wymieniłyśmy się z Kasią numerami telefonów, włożyłam zakupy w dwie reklamówki i zapłaciłam. – Ten sklepik jest po prostu stworzony dla takich suczek jak ja! – Zachichotałam. - Będę stałą klientką na pewno! – Kasia też się zachichotała, po czym powoli podniosła spódniczkę lekko kręcąc biodrami. Ruszała się, jakby chciała zrobić striptease. Zobaczyłam właśnie te stringi z koralikami! Widziałam jak koraliki znikały w jej dokładnie wygolonej szparce. – Jeszcze żaden facet się mnie nigdy nie pytał czy umiem czytać, jak szłam z nim do łóżka! Jedyne co się liczy to był zawsze mój wygląd!... Suczki górą! – Śmiała się do mnie, po czym spuszczając spódniczkę stanęła i zachichotała się słodko. – Jesteś super! – Powiedziałam. Dałam jej buziaka w policzek i wyszłam. Nie wstydziłam się wcale. Czułam się naprawdę świetnie, jakby wolna od wszelkiego balastu. Coraz bardziej, z każdą godziną stawałam się bardziej i bardziej obiektem seksualnym i coraz bardziej mi się to podobało. Myśli o liczbach, kalkulacjach, terminach, były wypierane coraz bardziej i bardziej przez myśli o różowych spódniczkach, kolczykach, majteczkach... Zamiast zawodowych ambicji moją jedyną ambicją było być jak najbardziej atrakcyjną. Dla mnie samej, dla mężczyzn, dla Izy... Zamiast moich białych majtek, miałam teraz na sobie stringi, które oprócz małego trójkącika z przodu, miały tylko trzy wąskie gumeczki. Takie skąpe nic... Nawet nie przeszłam 100 metrów, gdy majteczki pierw z jednej potem drugiej strony wsunęły mi się między wargi mojej cipki. Ocierały o moją łechtaczkę przy każdym kroku podniecając mnie. Musiałam co chwilę przystawać, bo bym chyba doszła do orgazmu. Poza tym mogłam na chwilę odstawić pieluchy, które były niewygodne do noszenia. Tak naprawdę miałam już prawie wszystko. Spojrzałam na listę. Trzepaczka do dywanów. Poszłam do sklepu z 1001 drobiazgów i znalazłam tam małą poręczną trzepaczkę. Zapłaciłam i wyszłam. Chciałam jechać już do domu, gdy zobaczyłam malutki pawilon, na którym było napisane „Nadruki na koszulki”. Od razu pomyślałam o moich koszulkach. – To się Iza zdziwi – pomyślałam i weszłam do sklepu. Nie było nikogo. Młody, może 20-letni chłopak podszedł do kasy przypatrując mi się. Podobałam mu się. Z resztą jakiemu facetowi nie... Z torby wyciągnęłam koszulki, które sobie kupiłam. Zwykłe koszulki z bawełną i domieszką elastyny. Miałam dwie białe i trzy różowe. – Mógł byś mi zrobić nadruk na te koszulki? – Spytałam. – Chłopak wziął koszulkę w ręce – tak, bez problemu. – Jakiś specjalny nadruk? – W sumie nie... Tylko napisy – powiedziałam. – Napisy? – Pytał. - Nie wiedziałam jak zacząć, więc popatrzyłam mu w oczy i zaczęłam bezpośrednio. Czułam jak robię się mokra na samą myśl. Umiesz może angielski? – Zaczęłam. – No trochę to dziś chyba każdy umie – odpowiedział miło. Chichi – zachichotałam – Chyba nie każdy... Ja jestem trochę za głupia... – Odpowiedziałam i zdziwiłam się, jak łatwo mi to znów przyszło. Znów grałam swoją rolę... Czy po prostu stałam się taka... Nie zastanawiałam się dłużej, przecież było to obojętne. – A co byś chciała mieć napisane? – Chciała bym, ale oczywiście po angielsku - chichi – zachichotałam znów jak taka pusta blondynka – mieć następujące napisy... Kurwa... Suka... Idiotka... i może ty coś jeszcze wymyślisz, chichi... – Chłopak się na mnie popatrzył. Widziałam, jak się podniecił. – Mówisz poważnie? – Mhm – przytaknęłam. Chłopak wziął do ręki kartkę i zaczął notować... – Na wszystkich koszulkach? – Tak – odpowiedziałam. – Popatrzył na mnie jeszcze raz – chyba wiem, czego chcesz... Ma to być coś naprawdę brzydkiego? – Mhm! Jak najbardziej! – Odpowiedziałam z entuzjazmem. Chłopak notował dalej coś, czego naprawdę nie rozumiałam. – OK – zrobię matrycę i za pół godziny będzie wszystko gotowe – Odpowiedział. - To będzie razem 100 zł, płatne z góry – uśmiechnął się. Już chciałam sięgnąć do torebki, gdy pomyślałam, że skoro jestem suką... – Jeżeli chcesz, to możesz mnie mieć... Jak Ci się tylko podoba - chichi – oznajmiłam chichocząc się. – Chłopak aż kipiał z podniecenia... – Wiesz, ale nas jest tu trzech... – Trochę się zdziwiłam, ale nie dałam tego po sobie poznać. – OK, też fajnie – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem... Chłopak podszedł do drzwi sklepu i je zamknął. Wziął mnie za rękę – choć ze mną – Powiedział delikatnie. Poszłam za nim prowadzona za rękę. Za drzwiami przy jakiś maszynach stało jeszcze dwóch młodych chłopaków. – Popatrzcie, kto przyszedł! – zawołał ich. Oni popatrzeli na mnie i nie wiedzieli co jest. Zanim ten pierwszy chłopak cokolwiek powiedział, sięgnęłam do tyłu, rozpięłam spódniczkę i pozwoliłam jej spaść na ziemię. Następnie ściągnęłam moje przemoczone stringi a na końcu ściągnęłam koszulkę i stałam nago przed nimi. Uklęknęłam przed tym pierwszym i zaczęłam mu rozpinać rozporek – Tylko wiecie co chłopcy, jak chcecie się we mnie spuszczać, to do buzi albo w tyłek OK, nie w cipkę, OK? – Powiedziałam wysokim głosikiem jak taka naiwna kretynka po czym zaczęłam ssać chłopakowi kutasa. Przypomniało mi się, że widzą ciemne pręgi na moim tyłku, ale nic nie powiedzieli... Nie trwało to nawet dziesięciu sekund, gdy on spuścił mi się do ust. Część połknęłam, część wyciekła mi na brodę. Celowo nic nie wycierałam. – Odpocznij chwilę, a potem może jeszcze raz, jak chcesz... – Chłopak uśmiechnął się – zajmę się trochę twoimi koszulkami... Na czworakach podeszłam do dwóch zdumionych chłopaków, odwróciłam tyłek w ich stronę, rozsunęłam bezwstydnie uda i wypięłam mocno tyłek prawie się kładąc na moich cyckach. Odwróciłam się w ich stronę – a może chcecie mnie pierdolić w tyłek, jak suczkę? – Spytałam uśmiechając się... – Ale ta kurwa ma rozruchany tyłek – powiedział jeden gdy zobaczył mój mocno rozciągnięty zwieracz. Zsunął spodnie i od razu włożył mi kutasa w odbyt. – Był dość duży i jego mocne ruchy bardzo mnie podniecały... – Aaaah, mmmmmh, aaaaah – jęczałam głośno jak suka. Drugi chłopak klęknął przede mną i wsunął mi kutasa do ust, tak, że myślałam, że się udławię. Po chwili jednak przyzwyczaiłam się, Iza kazała mi się uczyć ssać kutasy bez rąk i wsadzając je sobie głęboko. Ćwiczyłam to często na moich gumowych dildo. Chłopak złapał mnie za kitki i pierdolił po prostu jak gumową lalkę. Sapał, gdy z moich ust słuchać było tylko – Mhm, Mhm, Mhm... – Było to dziwnym uczuciem, być pierdoloną przez obcego faceta w ten sposób. Fakt, że nawet nie znałam ich imion, i że byli mi zupełnie obcy, powodował, że czułam się jak najtańsza kurewka. Biorąc jeszcze pod uwagę, że oddałam się trzem facetom za 100 zł... Moje usta mocno obejmowały kutasa chłopaka. Podniecenie rosło we mnie. Stymulacja analna i kutas w ustach powodowały, że orgazm zbliżał się dużymi krokami. Niedługo potem poczułam falę gorącej spermy, która wylądowała gdzieś w moich wnętrznościach dając dodatkowy bodziec... – Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaah – krzyknęłam i poczułam, jak dreszcze i fala orgazmu przeszyła moje ciało. Czułam też jak mi się mokro zrobiło między udami i potem pod kolanami... Moja cipka znów wystrzeliła z siebie chyba litry soków miłości! Ciekło ze mnie... – W tej samej chwili poczułam, jak kutas chłopaka w moich ustach twardnieje. Nagle nieoczekiwanie chłopak wyciągnął go z moich ust i prysnął mi salwą spermy na usta, nos, potem policzek, i jeszcze raz... Woń spermy rozchodziła się wokół mnie. Za chwilę podszedł też ten pierwszy chłopak. – Otwórz usta! – Powiedział. Będąc cały czas na kolanach, podniosłam się i klęcząc teraz przed nim, złapałam się za cycki oferując mu je, otworzyłam usta i wysunęłam język. Chłopak podszedł blisko, przystawił mi kutasa prawie mnie nim dotykając po czym prysnął spermą w moje usta... – Jesteś zajebista... – Powiedział po chwili. Tych dwóch innych chłopaków ubrało się już i międzyczasie stali przypatrując mi się. Wstałam z podłogi i zachwiałam się lekko. Byłam nadal podniecona. – Mace tu łazienkę? – Spytałam. - Nie, tylko ubikację. – odpowiedzieli. Wzięłam moje rzeczy i poszłam do ubikacji. Gdy jednak zobaczyłam te brudne ręczniki, postanowiłam się nimi lepiej nie wycierać. Wzięłam trochę papieru toaletowego, ale był twardy i nieprzyjemny, tak więc wpadło mi do głowy, że mam jeszcze inne, nowe koszulki. Wyszłam z ubikacji i poprosiłam, aby mi chłopcy przynieśli jedną z koszulek z nadrukiem, o ile są już gotowe. – Pięć minut! – Krzyknął jeden z nich. – OK, przynieście proszę jedną do toalety! – Odpowiedziałam i wzięłam moją dotychczasową koszulkę aby się wytrzeć. W lustrze widziałam, że cała twarz ociekała praktyczne lepiącą się spermą... Szyja i cycki też po części. Ponieważ nie miałam kosmetyków, nie chciałam się myć. Delikatnie tylko wytarłam spermę z twarzy, szyi i cycków. Otarłam uda i łydki z moich soków, ale gdy dotknęłam cipki, zobaczyłam jaka bosko mokra i napuchnięta jest. Byłam nadal niespełniona, napalona jak suczka... – Nawet cię nie ruszyli, widzisz – powiedziałam do mojej cipki. Po chwili chłopak który mnie obsługiwał zapukał do drzwi. Otworzyłam. On trzymał koszulki. Różowe z białym i białe z różowym napisem. – Którą chcesz założyć? – Spytał uśmiechając się. Nie wiedziałam, co dokładnie jest na nich napisane po angielsku, ale wiedziałam, co chciałam mieć mniej więcej po polsku... – Wybierz ty mi – powiedziałam ze słodkim uśmiechem. Podał mi jedną z nich. – Resztę zapakuję w reklamówkę, OK? – Tak, proszę. – Zamknęłam drzwi i włożyłam różową koszulkę z białym dużym napisem „Cum Bucket”. Nie miałam pojęcia, co to znaczy i nie chciałam też wiedzieć. Miałam przecież tak wyjść na ulicę, a może wstydziła bym się za bardzo... Wsunęłam spódniczkę, poprawiłam sobie kitki z wstążkami i podeszłam do chłopaka z przodu... – Więc jesteśmy rozliczeni, tak? – Spytałam znów kokietując. Chyba nie umiałam już inaczej. – Chłopak podał mi reklamówkę – Tak – odpowiedział uśmiechając się znów. – Mogę cię o coś spytać...? – Dodał po chwili. – Mhm – przytaknęłam. Skąd masz te pręgi na tyłku? – Śmiało i z uśmiechem zadał pytanie. – Zawstydziło mnie to trochę, ale uważałam go za bardzo sympatycznego. – Byłam niegrzeczna i moja pani ukarała mnie za to... – Odpowiedziałam uśmiechając się do niego – Twoja pani? – Tak... Jestem suczką i mam swoją panią... – Dodałam i puszczając mu buziaka, wyszłam z drukarni. Na dworze było słonecznie i gorąco... Widziałam, że wiele osób przechodzących przygląda mi się... Wtedy też się mi przyglądali ale teraz jednak bardziej. Wiedziałam, że to, co miałam napisane na koszulce, z pewnością mocno wpływa na moją „popularność”. Poza tym czułam wyraźnie woń spermy. Inni też mogli to poczuć... Brakowało mi tylko jeszcze obroży i smyczy, tak więc kręciłam się obładowana reklamówkami po mieście. Czułam po chwili, jak sperma, która sączyła się z mojego tyłka wolno spływa mi po udach, potem po łydkach nawet... - Pojemnik na spermę - pomyślałam sobie... Często widziałam, jak kobiety plotkują między sobą na mój temat, lub podsłyszałam też różne komentarze za moimi plecami, „widziałaś tą idiotkę”, albo „zobacz jaka fajna suczka”, gdy minęli mnie jacyś faceci. W końcu znalazłam dość duży sklep zoologiczny. Weszłam do środka i od razu udałam się do miejsca gdzie wisiały smycze. Po chwili podszedł do mnie chłopak. Spojrzał się na mnie i widziałam, jak mu stwardniał kutas w spodniach. – Czy mogę pomóc? – Spytał niepewnie. – Potrzebuję różową obrożę i smycz – odpowiedziałam – Dla suczki? – Spytał – Mhm – przytaknęłam. Może lepiej, jakbyś... Pani... przyszła z pieskiem. – Odpowiedział – można by przymierzyć. Chwilę się zawahałam – To będzie dla mnie, więc możemy przymierzyć... – Chłopak zdziwił się, ale wziął obrożę, taką szeroką na 2 cm i podał mi ją... Przymierzyłam sobie zakładając. – Pasuje! – Odpowiedziałam uśmiechając się do niego. Do tego wybrałam pasującą smycz. On przyglądał mi się napalony... Ale i tak mi się nie podobał. – Czy ma być do tego jakaś blaszka z grawerem - zapytał? – Mamy dziś promocję! – Z grawerem – pomyślałam głośno. – Chętnie! - Poszliśmy do stolika i pokazał mi rożne medaliki. – Wybrałam oczywiście złote serduszko. – Co ma być wygrawerowane? – Zapytał trzymając długopis i notes w ręku. – Hm... Proszę napisać z jednej strony „Wiolka” a z drugiej strony „Właściciel suki: Izabela Wagner” – Podałam. Chłopak popatrzył na mnie po czym zapisał wszystko. – Jutro będzie wszystko do odebrania, ale musi Pani wpłacić 30 zł kaucji. – Powiedział. Wyciągnęłam z torebki pieniądze i zapłaciłam. Wyszłam po chwili ze sklepu słysząc ciche chichoty i komentarze za moimi plecami. Gdy stałam już na zewnątrz, wybrałam numer do Milo. Minęło kilkanaście minut i jego Mercedes podjechał. – Gdy wysiadł popatrzył się na mnie swoim wilczym wzrokiem zrobiło mi się jeszcze cieplej... Ładną masz koszulkę! – Powiedział gdy podszedł do mnie bliżej. Wziął ode mnie kilka reklamówek i nie uszły jego uwadze oczywiście pieluchy... Poszedł włożyć je do bagażnika. Gdy zapakował wszystkie podszedł do mnie i przysunął do siebie opierając się o auto. Ręką głaskał mnie po plecach całując delikatnie po szyi. Ciarki mi chodziły z podniecenia. Zsunął powoli rękę na moje pośladki... Po chwili czułam, jak palcami podsuwa spódniczkę do góry... – Pachniesz cała spermą... – Powiedział prawie że czule. – Przed chwilą oddałam się trzem facetom w drukarni... Pierdolili mnie w tyłek, w usta a potem oblali spermą... – Odpowiedziałam mu do ucha. Czułam jak mu stwardniał kutas. Za darmo? – Za 100 zł... – Odpowiedziałam uśmiechając się. – I tak za dużo ci dali... – Powiedział mi do ucha też się uśmiechając. Byliśmy oboje mocno napaleni. Cały czas mnie całował. Stałam w słońcu na parkingu i tonęłam w przyjemnych i podniecających doznaniach. Teraz już czułam, jak całą dłonią głaskał i ugniatał mi lewy pośladek. Wiedziałam też, że jeżeli ktoś, stoi za mną, widzi moje pośladki. Może nawet wargi mojej cipki... Po chwili jego druga ręka powędrowała na drugi pośladek – Rozsuń lekko nogi i wypnij trochę tyłek Wiolka... – Wyszeptał mi do ucha. Spojrzałam mu w oczy, po czym odsunęłam się lekko od niego, posłusznie trochę rozstawiłam nogi, a następnie lekko wypięłam pośladki. Nie chciałam wiedzieć, czy ktoś nas obserwuje. Milo podsunął mi spódniczkę do góry, że czułam wyraźnie powiew wiatru na pośladkach. Chwycił gumkę od majtek i zsunął mi je do ud. Złapał mnie rękami za oba pośladki po czym przyprawiając mnie o falę wstydu rozsunął je mocno. Czułam, że nie tylko moja tylna dziurka, ale i nawet cipka jest mocno rozwarta i wyeksponowana dla kogokolwiek, kto stoi za mną... – Wstydzisz się? – Spytał szeptając mi nadal do ucha. – Bardzo. – Odpowiedziałam. – Wtedy jednym ruchem odwrócił mnie tak, że stałam przodem do grupki robotników, którzy stali jakieś 20 m od nas pijąc piwo i podziwiając moje dziurki. Milo trzymał mnie objętą tak, że nie mogłam uwolnić rąk. Ale też nie próbowałam i nie chciałam. On wtedy sięgnął prawą ręką i podniósł mi spódniczkę z przodu, tak że moja ogolona cipka była absolutnie widoczna dla robotników a ja patrzyłam się na nich z podniesioną spódniczką i opuszczonymi majtkami... Podniecało mnie to bardzo. Wstyd coraz bardziej przechodził w podniecenie... – A teraz zawiozę cię do domu. – Powiedział po czym złapał za rękę i pociągnął za sobą do auta. Otworzyłam drzwi i jeszcze zanim wsiadłam, obejrzałam się w lewo i prawo, następnie ściągnęłam spódniczkę i majtki i wrzuciłam ją na tylne siedzenie. Kolanami weszłam na fotel i zamknęłam za sobą drzwi. Podsunęłam koszulkę uwidaczniając znów moje cycki, po czym posłusznie nachyliłam się nad jego wystającym ze spodni kutasem. Pod domem wysiadłam z dodatkową porcją spermy w ustach. Gdy przyszłam do domu byłam okropnie zmęczona. Rzuciłam torby w kąt i poszłam do góry pod prysznic. Byłam cała od spermy... Obudziły mnie promienie słońca. Rano? Dziwiłam się. Ale fakt, była godz. 8.17. Przespałam całą noc. Zeszłam do kuchni ale Izy nie było. Dziwiłam się. Zrobiłam sobie kawy, potem włączyłam telewizor i „VIVA” aby posłuchać trochę muzyki. Leżałam tak jakiś czas aż zadzwonił telefon. Co robi moja suczka? – Usłyszałam Izę przez telefon. – Słucham muzyki – odpowiedziałam szczerze. - Nie maluj się, zaraz po ciebie podjadę. Mamy ważny termin u lekarza – usłyszałam. – Ubierz się i czekaj, zaraz jestem. Było to dziwnym uczuciem, wyjść z domu niewymalowaną... Gabinet lekarski okazał się gabinetem chirurgii plastycznej. Czekałam w poczekalni, Iza była w środku i rozmawiała z chirurgiem, jakąś jej znajomą. Po chwili zawołała mnie do środka. – A więc – zaczęła moja właścicielka – zamierzam wypełnić ci usta kolagenem. Abyś miała ładne pulchne usta jak prawdziwa lalka do seksu – Powiedziała wprost a pani doktor zaśmiała się tylko... – Powiedzmy jak jedna z tych gwiazd porno. – Ale muszę mieć od ciebie zgodę i podpis – kontynuowała lekarka – bo nawet, gdy Iza jest twoją właścicielką, ja jestem lekarzem i nie chcę mieć problemów. Byłam nieco zdumiona. – A jak to będzie mniej więcej wyglądać? – Spytałam trochę onieśmielona. Pani doktor wyciągnęła kilkanaście zdjęć różnych kobiet z takimi ustami aby mi pokazać. – Iza prosiła mnie abym się do tego przygotowała i tak mniejwięcej będzie to wyglądało... – Dokończyła pokazując mi zdjęcia. Ponieważ Iza chciała by, aby usta miały okrągłą formę i były dość grube, muszę użyć specjalnych implantatów. Po kilkunastu minutach wyjaśniła mi, co będzie robione i jak ma przebiegać. Miałam mieć po tym ładne, ponętne, okrągłe usta... – Zrobiono mi kilka djęć i operacja była przygotowywana. W końcu przebrałam się w szpitalną piżamkę i zawieziono mnie do gabinetu. Ostatnie co pamiętam, to była maska którą nałożono mi na usta i nos. Obudziłam się. Iza i lekarz stały nade mną. - Wszystko w porządku? – Spytała pani doktor i zaczęła mi badać puls. Chciałam powiedzieć że tak, ale bardzo bolało, gdy próbowałam coś powiedzieć. Usta miałam napuchnięte u usłyszałam tylko samą siebie – „Fysko OK” – Sepleniłam. Gdy zobaczyłam się w lusterku, widziałam zamiast moich starych ust usta niemalże idealnie układające się w literkę „O”. Nienaturalnie pulchne wargi... Górna warga była na tyle gruba i mocno zaokrąglona, że nawet przy zamkniętych ustach lekko było widać moje przednie dwa zęby. – Chciałam powiedzieć – czy ja tak teraz będę seplenić – ale usłyszałam sama siebie - Fy jak tak wędę feraw feplenic – Spytałam pełna obawy. Lekarka spojrzała się na mnie. – No usta mają zupełnie inną formę, musisz się do tego przyzwyczaić. Poza tym – kontynuowała – jeszcze są mocno opuchnięte. Jak zejdzie opuchlizna, powinno być już lepiej. A z czasem nauczysz się. Czas adaptacji układu ust przy wymowie może jednak trochę potrwać... – Po jej wyjaśnieniu się trochę uspokoiłam. Nie chciałam być taką sepleniącą kretynką. Bolały mnie usta i głowa. Otrzymałam wskazówki, że mam robić zimne okłady i dużo pić, po czym pojechałyśmy do domu kupując po drodze jeszcze środki przeciwbólowe. Nie wychodziłam z domu przez kolejne dwa dni, dużo spałam, piłam i leżałam z okładami, aż w piątek rano wstałam i nie czułam już bólu. Poszłam do lusterka. Opuchlizna co prawda zeszła, ale miałam od dziś nienaturalnie pulchne okrągłe usta... Strasznie mi się podobały! Nawet Angelina Jolie nie miała takich fajnych jak moje! Nie mogłam się doczekać, aż sobie zrobię makijaż i pomaluję moje nowe usta błyszczykiem... Tak też zrobiłam. Pierw uczesałam sobie włosy, tym razem w jedną kitkę z tyłu, wiążąc na niej dużą różową kokardę. Potem zrobiłam makijaż z cieniami i mascarą z przedłużaczem rzęs i na koniec wymalowałam usta różową pomadką z błyszczykiem. Nago zeszłam do pokoju. Moja pani była jak zwykle już ubrana i piła kawę. Gdy tylko zeszłam z ostatniego stopnia, uklęknęłam i posłusznie jak suka podeszłam do niej na czworaka łasząc się do jej stóp. – Dobra sunia – mówiła głaskając mnie po wypiętym tyłku. – Dziś pójdziemy do miasta, odbierzemy bilety i pójdziemy do studia z tatuażami, chciałabym, abyś otrzymała jakiś ładny tatuaż, co ty na to? – Spytała mnie. – Klęcząc nadal na czworaka przed nią i liżąc jej stopy przytaknęłam cicho – cokolwiek zechcesz Pani...- Odpowiedziałam nadal nieco sepleniąc. Iza popatrzyła się na mnie i uśmiechnęła. – Jesteś słodka z tym twoim seplenieniem... – Powiedziała wiedząc, że mnie tym bardzo poniża – Ale usteczka masz naprawdę słodkie – Dodała. - Ubierz się, i zaraz pójdziemy. Ciuchy leżą na fotelu. – Usłyszałam. Posłusznie wstałam i poszłam do fotela. Biała koszulka, z różowym napisem „Bimbo”, który też mi nic nie mówił, jedna ze spódniczek, którą sama kupiłam, różowa, króciutka i plisowana, jedne z majteczek, które kupiłm i różowe sandałki na koturnie, które też sama wybierałam. Gotowa przyszłam do kuchni, gdzie stała Iza, aby się napić kawy. – Te koszulki z tymi napisami są po prostu świetne – Zaczęła – Sama je wymyśliłaś? – Co ty... – Zachichotałam – przecież wiesz, że nie umiem angielskiego. Iza popatrzyła na mnie i widziałam w jej oczach znów dwa węgliki, jak u diabła...- A kto je wymyślił.? – Spytała a ja opowiedziałam jej całą historię. Starałam się jak mogłam, ale słyszałam cały czas siebie, że czasem zamiast „s” wymawiam „f” i trudno mi było wymówić niektóre inne litery jak „b” czy „p”. Musiałam się mocno starać. Iza słuchała z uwagą i podnieceniem. – No... widzę, że robisz postępy... – powiedziała i pocałowała mnie namiętnie wkładając mi język w usta. – Mhmm, twoje usta są teraz po prostu cudowne – powiedziała prawie sycząc z podniecenia. – I tak cudownie seplenisz... – Spuściłam oczy ze wstydu. – Nie dość, że i tak prezentowałam sobą obiekt seksualny, głupią blondynkę, to jeszcze z wadą wymowy... Wiesz co one wszystkie znaczą? – Spytałam po chwili. – Co? Te napisy? A nie wiesz? – Spytała niedowierzając. Pokiwałam głową, że nie. Hahaha – Iza roześmiała się głośno – Nie powiedzieli ci? – Nie odpowiedziałam jeszcze raz. Gdy przestała ze mnie drwić popatrzyła się na mnie. – Wiesz co, wcale nie musisz wiedzieć. Wolę cię taką naiwną i głupiutką jaką jesteś... – Zaśmiała się znów. Zaczerwieniłam się. Wstydziłam się tego, że myślałam, że byłam naprawdę mądra a okazało się, że do Izy brakowało mi nawet wtedy sporo... Ale gdy tylko o tym pomyślałam, poczułam jak podniecenie przeszywa intensywną falą moje ciało. Zmiany mojej psychiki były naprawdę oszałamiające. W krótkim czasie, z roztropnej, całkiem bystrej karierowiczki, stałam się blondynką, sterowaną pożądaniem moją cipką. ... Jedynymi rzeczami którymi się interesowałam to był seks i ciuchy, naprawdę nie miałam nic innego w głowie... - Wiesz... – Zaczęłam – Ale nie śmiej się ze mnie proszę... – Iza spojrzała poważnie na mnie – Obiecuję, że nie będę – Odpowiedziała bez uśmiechu na ustach. – Wiesz... Muszę ci coś szczerze wyznać. Od jakiegoś już czasu nie potrafię o niczym innym myśleć, jak tylko o seksie, myślę o kutasach, cipkach, spermie i o tym jak jestem poniżana... Jestem ciągle napalona i mokra... Robię naprawdę już tylko to i myślę o tym, co dyktuje moja cipka... – Iza się uśmiechnęła. – Cieszę się, że tak jest. Bo jesteś taka, jaką cię chciałam. - I podnieca mnie to bardzo gdy tak do mnie mówisz... Nie mogę przestać o tym myśleć – kontynuowałam sepleniąc. - Gdy jak do ciebie mówię...? – Spytała moja pani pytającym wzrokiem - Gdy... Gdy nazywasz mnie pustą idiotką albo kretynką... Lub coś takiego... Wydaje mi się – kontynuowałam ze spuszczonym wzrokiem, wstydziłam się – że nie ma nic bardziej podniecającego dla mnie... jak ta świadomość, że ludzie myślą, że jestem naprawdę taka głupia... – Dokończyłam. Iza odstawiła filiżankę i złapała mnie za rękę – Choć do mnie. Gdy stałam przy niej podniosła mi podbródek i popatrzyła prosto w oczy. – Gdy cię poznałam, podobałaś mi się z urody i otwartości. Międzyczasie sądzę, że po prostu znalazłaś twój fetysz... Skoro lubisz być taka, to bądź, rozumiesz? Są różne formy masochizmu. – Mówiła do mnie nadal patrząc się mi w oczy – Tak naprawdę to dla mnie też jest nowe... Uwielbiałam już od początku cię w jakiś sposób poniżać, ale nie miałam pojęcia, że aż tak się rozwiniesz pod tym względem. Międzyczasie uważam to za bardzo podniecające. – Nie przeszkadza ci to? – Spytałam naiwnie – Przeszkadza? Ja czerpię tyle samo przyjemności z tego... Uwielbiam widzieć cię, gdy zachowujesz się jak taka ograniczona idiotka, bezwstydna, naiwna, bez jakiejkolwiek własnej godności... Robisz to po prostu wspaniale. Podoba mi się to naprawdę bardzo!... – Uśmiechnęłam się wtedy do niej. - Pomożesz mi w tym, abym była w tej roli jeszcze lepsza – Zapytałam kokietując. Iza chwyciła mnie za policzki jak małą dziewczynkę – Posłuchaj, już ci powiedziałam raz, że nie znam drugiej takiej idiotki jak ty. – Zaczęła. – Choć, ze mną – powiedziała i delikatnie pociągnęła mnie do sypialni na łóżko. Siedziałyśmy teraz naprzeciw lustra od szafy. – Otwórz usta! – Powiedziała i zrobiłam jak mi kazała. Widziałam własne odbicie w lustrze. Zmieszałam się, gdy zobaczyłam, jak bardzo przypominam taką lalkę do seksu z otworem na kutasy zamiast ust... Wiedziałam, że Iza robi to aby mi uświadomić, jaką się stałam. – Widzisz teraz że masz głowę tylko po to, bo jest w niej dziura, w którą mężczyźni wkładają swoje kutasy... – Poniżała mnie. - Twoje całe ciało służy też tylko do jednego. Do zabawy! Jesteś żywą lalką do seksu z trzema otworami, niczym więcej... Gdy tak stałam przed lustrem z otwartymi ustami i słuchałam Izy, czułam jak bardzo mnie to podnieca i jak moje soki ściekają z cipki... Dostałam wypieków na twarzy z podniecenia. Iza też była wyraźnie podniecona. – Gdy przez chwilę nic nie mówiła, spojrzałam w jej oczy w odbiciu lustrzanym. – Zrób ze mną co zechcesz... Będę twoją suką, pojemnikiem na spermę, czym tylko zechcesz... – Powiedziałam podniecona. Podeszła do mnie i głaszcząc mnie po pośladkach patrzyła na mnie w odbiciu lustrzanym. – Wiesz co... – Od dziś przestaniesz interesować się czymkolwiek... Seks i twój ubiór mają być jedynymi rzeczami, którymi się będziesz interesować - Zrozumiałaś – Spytała cały czas się na mnie patrząc. – A twój ubiór i zachowanie mają być jednoznaczne – Obiecuję, że będę się bardzo starała – Powiedziałam, po czym wstałam i obróciłam się do niej – Mogę iść siusiu – spytałam piszczącym głosem wkładając jak mała dziewczynka ręce między uda – Idź... – Zaśmiała się szczerze Iza. Po chwili siedziałyśmy już w kabriolecie i jechałyśmy do miasta. Zaparkowałyśmy auto i poszłyśmy na deptak. Dumna szłam obok mojej pani w obcisłej koszulce z napisem „Bimbo” opinającą mocno moje obwisłe duże piersi. I spódniczce tak krótkiej, że praktycznie było widać dół moich pośladków. Zastanawiałam się co to może znaczyć ten napis, ale przypomniały mi się słowa Izy i przestałam o tym myśleć. Pomyślałam o moich cyckach, które bezwstydnie ruszały się po koszulką i moim wyglądzie. – Chichi, wszyscy patrzą chyba na moje cycki – Zachichotałam. Iza spojrzała się tylko na mnie idąc obok dalej. – Nie dziwię się, żadna kobieta nie wyszła by z cycami wiszącymi po pępek bez stanika na ulicę, idiotko! – Nic nie powiedziałam. Pierw poszłyśmy do biura podróży po bilety. Gdy wyszłyśmy z biura zaproponowałam Izie, abyśmy odebrały obrożę. Poszłyśmy więc do sklepu, nie było daleko. Ludzie na ulicy naprawdę mnie obserwowali i niektórzy z niedowierzaniem się za mną obracali, ale Izie to nie przeszkadzało. Niezależna, pewnie siebie szła obok mnie. Ufałam jej, ona była moją panią, ja byłam jej głupią suką... W sklepie spytałam ekspedientkę, młodą dziewczynę o obrożę z grawerem i po chwili wyciągnęła z szuflady różową obrożę ze złotym medalikiem w kształcie serduszka i różową smycz. – To dla ciebie ode mnie – powiedziałam, pokazując Izie medalik. Ona obejrzała go i przeczytała nagłos – Wiolka - po czym obracając medalik - Właściciel suki: Izabela Wagner... Jest świetne! – Powiedziała, wzięła obrożę do ręki i bez zastanowienia zapięła mi ją na szyi. Po chwili jej uwagę przykuł jakiś szczegół w regale przy kasie. – Po ile te dzwoneczki? – Spytała I zobaczyłam okrągłe kuleczki z otworkami, małe dzwoneczki. – 7 zł – odpowiedziała ekspedientka. – Proszę pięć sztuk – powiedziała. Młoda dziewczyna patrzyła zdziwiona na mnie i na nią. – Ile płacę razem? – Spytała Iza – Yyy – Jeszcze 75 zł – wyjąkała dziewczyna przy kasie. Międzyczasie stało za nami kilka osób. I szmer rozszedł się między nimi. Iza nie przejmując się w ogóle założyła mi jeden dzwoneczek przyczepiając go obok medalika do obroży, po czym klepnęła mnie w tyłek – Idziemy suko! – I wyszłyśmy ze sklepu. Każdy krok powodował delikatne dzwonienie dzwoneczka. Czułam się strasznie. Teraz patrzyli na mnie wszyscy. Ci co mnie widzieli, i ci co usłyszeli, też się odwracali. – Teraz jeszcze po tatuaż odpowiedziała Iza i szłyśmy głównym deptakiem mijając masę ludzi. Ja szłam obok Izy, w różowej obroży z dzwoneczkiem. Iza konsekwentnie trzymała w ręku widocznie różową smycz – Wstydzisz się? – Spytała odwracając się do mnie. – Trochę... – Odpowiedziałam szczerze. Gdybyś miała taki piercing w nosie, takie kółko, to przyczepiła bym ci smycz do tego i prowadziła tędy jak krowę... – Zaśmiała się – Wymiona i dzwoneczek już masz – Poniżała mnie... Nogi mi się na samą myśl z podniecenia uginały... – Od tego momentu już tylko o tym myślałam, że moje cycki bezwstydnie wiszą jak u krowy a każdy krok powoduje dźwięk dzwoneczka... – Po drodze Iza wstąpiła do kawiarenki ze stolikami. Po drodze Iza wstąpiła do kawiarenki ze stolikami na zewnątrz . Było osiem stolików i ponad połowa była zajęta, parkami, śmiejącymi się kobietami przy kawie. Gdy weszłam między stoliki aby usiąść, chwilę była cisza i wszyscy mi się przypatrywali krótką chwilę, po czym wrócili do swoich rozmów. – Po chwili podeszła atrakcyjna kelnerka i podała nam karty menu. Zanim wyciągnęłam rękę po kartę, Iza oddała moją kartę kelnerce – Przepraszam, ale ona nie umie czytać, jedna karta wystarczy... – Powiedziała zupełnie głośno, tak że absolutnie wszyscy obrócili się w moją stronę. Pragnęłam zapaść się pod ziemię, tylko głupio się uśmiechnęłam i spuściłam oczy ze wstydu. Byłam pewnie purpurowa na twarzy. Iza zamówiła dwie kawy, które też po chwili zostały podane. – Rozmawiałyśmy o urlopie w Hiszpanii, o hotelu, dyskotekach i moich strojach kąpielowych. Iza mówiła, że zamówiła trzy stroje dla mnie z Anglii, bo w Polsce takich skąpych nie sprzedają. Miałam je zobaczyć dopiero w hotelu. Rozmawiałyśmy o moim zachowaniu i co chwilę słyszałam ciche podśmiechiwanie się dziewczyn, które słuchały naszej rozmowy. Iza nie próbowała nawet cicho mówić – Po jakiejś pół godziny moja właścicielka zapłaciła rachunek i przygotowywałyśmy się do wyjścia. Musiałam jeszcze do toalety, więc wstałam od stołu. – Gdzie idziesz? – Spytała Iza patrząc się na mnie srogo. – Zaczerwieniłam się ponownie, bo stałam znów w centrum uwagi. – Do toalety odpowiedziałam cicho – A pytałaś, czy możesz? – Spytała Iza znów głośno. I dziewczyny, które siedziały obok parsknęły śmiechem... – Rozpalona ze wstydu zdobyłam się resztką mentalnej siły, wsunęłam dłonie pod spódniczkę między uda znów jak mała dziewczynka – Mogę proszę siusiu...? – Spytałam wysokim głosem i Iza przytaknęła. Poszłam do toalety podczas gdy mój dzwoneczek przy każdym kroku dzwonił – Kling-kling, kling-kling Widziałam na sobie wzrok wszystkich siedzących, ale nikt nie powiedział ani słowa. Tylko półgłosem mówione komentarze pod moim adresem. W studiu siedział gruby, wielki i łysy facet cały w tatuażach. Na fotelu obok leżał chłopak a kobieta w różowych włosach, z kilkoma tatuażami i piercingiem robiła mu tatuaż na kostce u nogi. Iza podeszła ze mną do grubego faceta. – Cześć Zbyszek – powitała się z nim. Po czym podeszła do kobiety – Cześć Basia – powiedziała. Czasami miałam wrażenie, że ona zna każdego w tym mieście. – To ta twoja suczka – Spytała kobieta zaskakując mnie. – Tak to jest Wiolka, moja głupia suczka – odpowiedziała. – Fajna ta twoja sunia... Fajne ma usta i fajną ma tą koszulkę – Skomentowała Basia i uśmiechnęła się – Pasuje do niej – Odpowiedziała moja pani. – Zrobisz jej fajny tatuaż? – Zwróciła się Iza do faceta. - Spoko – odpowiedział. – Masz jakiś pomysł? – Spytał Izy. Na mnie w ogóle nie zwracał uwagi, byłam tylko jej suką... – Słuchaj, chciała bym, abyś jej zrobił serduszko z napisem w środku „Cum Bucket”. – Zbyszek się uśmiechnął. Fajne brzmi. Nie miałam pojęcia nadal co to znaczy i tylko się głupio uśmiechałam, gdy się na mnie spojrzał. – Trwałą farbą? – Nie, najlepiej taką która schodzi. – Powiedziała Iza. – Dobra, gdzie ma mieć ten tatuaż? – Wiesz co, ona ma fajny tyłek, i sądzę, że najlepiej będzie tak u góry, dokładnie między pośladkami. – Dobra – Odpowiedział Zbyszek. – Kolor? – Zapytał znów.- Czerwony, jak masz – Odpowiedziała. – Chwilę przygotowywał sprzęt. – OK Maleńka, to połóż się tu na brzuchu - Powiedział do mnie wskazując obitą ławkę. Posłusznie położyłam się. Nie wiedziałam jak to zrobić ze spódniczką... Ale Iza mnie wyprzedziła. – Podnieś tyłek! – Powiedziała a ja posłusznie wypięłam pośladki. Iza rozpięła mi spódniczkę z tyłu i jednym szarpnięciem zsunęła mi spódniczkę w raz z majtkami do ud! Leżałam teraz z gołym tyłkiem, gdzie każdy obecny wszystko widział i oczywiście ktoś w każdej chwili mógł wejść. – Au... au... - Jęknęłam gdy poczułam igłę – Leż spokojnie, to trochę boli, ale za chwilę się przyzwyczaisz – Au... – zaskomlałam znów – To boli – powiedziałam. – Boli? – Iza wzięła do ręki smycz – Wypnij tyłek suko! – Iza... – Próbowałam zaprotestować – Wypnij tyłek!!! – Krzyknęła na mnie. Posłusznie wypięłam mocno nagie pośladki. – Twarz w kierunku okna i ani się waż zamykać oczu! Chcę aby się wstydziła!– Zrobiłam jak mi kazała i patrzyłam w oczy chłopakowi i Basi z wypiekami ze wstydu na twarzy, którzy teraz obserwowali widowisko. – Sssssssssssssssst – Auuuuua – Skomolałam. – Ssssssssssssssst, sssssssssssssssssssst. - Aaaauuuu – krzyczałam mając łzy w oczach z bólu. – Smycz nieubłagalnie spadała a Iza biła mnie tak mocno, jak nigdy – Ssssssssssssssst, sssssssssssssssst, ssssssssssssssssssst. – Bolało tak mocno, że próbowałam uciec pośladkami od bólu – Wypnij tyłek suko! Mocniej! – Krzyknęła znów i wypięłam pośladki! – Sssssssssssssssst, ssssssssssssssssst – Aaaaauu, aaaaauuuuu – skomlałam. Po kilkunastu uderzeniach moja pani złożyła smycz. Prawie ryczałam z bólu. – A teraz będziesz leżeć spokojnie? – Tak Pani – odpowiedziałam ze łzami w oczach. Zbyszek zaczął tatuaż i już nawet nie pisnęłam. Basia wróciła do chłopaka, któremu z pewnością też się podobało... Po jakiejś godzinie skończył robotę. Nalepił mi coś na tatuaż i powiedział że mogę wstać. - Nie myj tego kilka dni i nie ściągaj tej taśmy. – Wstałam nieporadnie, po czym stojąc z gołą cipką dla widoku publicznego podciągnęłam majtki i spódniczkę. Iza zamieniła z parką ze studia jeszcze kilka słów i pojechałyśmy do domu. W samochodzie ledwo mogłam wysiedzieć, tyłek piekł bardzo mocno. Gdy przyjechałyśmy do domu poszłam nago do lustra aby zobaczyć mój tatuaż. W lustrze widziałam moje pośladki pokryte purpurowymi, czasem sinymi pręgami od smyczy. Między pośladkami, na dole pleców widać było przez folię czerwone serce wielkości ok 4 cm. W środku był też czerwony, zdobiony napis „Cum Bucket”. Ciekawość mnie zabijała – Poszłam nago do Izy. Po czym położyłam się obok niej na sofie. – Powiesz mi proszę tą jedną rzecz, co to znaczy? – Spytałam tak słodko jak umiałam – Iza uśmiechnęła się – Cum Bucket? Dosłownie to wiaderko na spermę... pojemnik na spermę... – Mhmmm – Zamruczałam – podoba mi się... Iza wzięła do ręki maść i zaczęła smarować mi po raz pierwszy pośladki po laniu. – Może trochę zejdzie do jutra – zaczęła – twoje stroje są naprawdę skąpe. Mam nadzieję – że tam nie będzie rodzin z dziećmi – Powiedziałam tylko, bo wiedziałam, co mnie czeka. Iza Uśmiechnęła się – Nie martw się. To jest drogi hotel, nieco na uboczu. Nasz klub jest tam znany i tolerowany. - A czy ja też jestem w tym klubie? – A chciała byś być? – Spytała. – No jasne! – Odpowiedziałam. Jak przyjedziemy z urlopu to będzie zjazd. Zobaczysz wtedy inne panie, panów, suczki i niewolników... – Odpowiedziała.   Sobota zaczęła się tak samo jak poprzedni dzień. Przyszłam do łazienki do Izy na czworaka jak suczka i skomlałam upokarzając się przed nią. Chwilę dała mi się lizać po stopach, po czym, klepnęła mnie w tyłek mówiąc – do sypialni suniu... Wyliżesz mnie ładnie. - Poszłam oczywiście na czworakach jak suczka do sypialni. Po chwili Iza przyszła zupełnie nago trzymając trzcinkę w ręku. Nic nie powiedziałam, ale zrobiło mi się gorąco. Cały czas czekałam na czworakach gdy ona usiadła na krawędzi łóżka rozsuwając nogi. – No już Wiolka, choć wyliżesz mi ładnie cipkę... - Gdy podeszłam do niej jak grzeczny piesek, chwyciła mnie za włosy i pocałowała namiętnie... – Zasługujesz już dawno na baty i pręgi suko! – Syknęła podniecona... – Posłusznie wypięłam tyłek rozsuwając uda, i włożyłam twarz między jej uda. Zaczęłam ssać jej łechtaczkę... Iza westchnęła głęboko i dała mi się lizać... Po chwili jednak zobaczyłam, jak się zamachnęła – ssssssssssssssssssssst – trzcinka spadła na pośladki. – Mhmm – stęknęłam tylko i ssałam i lizałam dalej. – Oooooh – wzdychała z rozkoszy, po czym poczułam następne uderzenie... I jeszcze jedno. – Mhmmm... Mhmmm – skomlałam tylko, z twarzą wlepioną w cipkę mojej pani. Trwało to jeszcze dłuższą chwilę i dostałam jeszcze trochę batów, zanim Iza doszła do orgazmu głośnym krzykiem. – Aaaaaaaaaaaaaaaah.... Mhmmmmmmm... – po czym upadła do tyłu na łóżko. Tyłek mocno piekł i był gorący, ale podobało mi się. W lustrze na szafie widziałam kilkanaście mocno czerwonych pręg, które pokrywały moje pośladki... Potem wlepiłam się do Izy, przykryłyśmy się kołdrą i leżałyśmy opowiadając sobie różne rzeczy, jak byśmy były zwykłymi koleżankami, na kawie... Cały dzień spędziłyśmy jak zwykle na wzajemnych pieszczotach i na poniżaniu mnie... Podczas wielu takich sesji Iza nagrywała moje zachowanie na kamerze, Podobało jej się to... Spędziłyśmy też wiele czasu w łazience, gdzie moja pani uczesała mi starannie włosy, po czym zrobiła mi dwie kitki jak się robi małej dziewczynce wiążąc je oczywiście, dużymi różowymi kokardkami. Robiła mi też wiele makijaży, aby zobaczyć jak jej się najbardziej podobam... Następnie kazała mi włożyć te buty na wysokim obcasie. – Sądzę, że na razie możesz tak zostać... Tak więc przez długi czas chodziłam tego dnia nago, pomijając buty i kokardki na głowie... Niedziela przebiegła z resztą podobnie. Iza ustawiła kamerę i kazała mi się największym dildo onanizować analnie, po czym musiałam pokazywać mój rozwarty odbyt do kamery mówiąc przy tym, jaką głupią i bezwstydną suką jestem... Później Iza jak zwykle zrobiła mi włosy w kokardki jak dzień wcześniej i założyła mi spodenki typu „hot-pants”, ale tak opięte, że ledwo w nie weszłam. A gdy w końcu je wsunęłam na tyłek, ponad pół pośladków było widoczne a z przodu szew dokładnie wżynał się między wargi mojej cipki, eksponując je dla widoku każdego praktycznie. Do tego oczywiście znów buty na wysokim obcasie na przezroczystej, plastykowej podeszwie. – Słodziutko wyglądasz! – Zaśmiała się... Wiesz – Kontynuowała – Podobało mi się to, co Milo ci ostatnio zrobił... Uważałam to za bardzo poniżające... Podnieciło mnie... Podobałaś mi się taka ociekająca spermą... – Zaśmiała się. – oczywiście nie wiedziałam jakie będą tego konsekwencje, ale taka usłużna, żądna nowych doświadczeń, poniżenia, jaką byłam, grałam swoją rolę.
 – Mi też się podobało... – Oświadczyłam słodko kokietując. - Jestem przecież pustą, blondynką i powinnam więcej czasu spędzać na kolanach z kutasem w ustach – dodałam. Iza popatrzyła się na mnie i miałam wrażenie, że mnie zje z podniecenia. – Masz rację, przecież coś musi tą twoją pustą główkę wypełniać, haha....- Zaśmiała się głośno. – Ty chodzący pojemniku na spermę – powiedziała, tym razem jednak poważnie... – Następnie złapała mnie za podbródek i patrzyła prosto w oczy...- Jednego jestem pewna... Nie znam drugiej takiej idiotki jak ty... Szczerze mówiąc, jesteś hańbą dla każdej kobiety ty nic nie warta szmato... – Zszokowała mnie! Poczułam się tak bardzo poniżona, że aż zabolało. Policzki miałam rozpalone ze wstydu... – Ah...- Wyrwałam się naprawdę oburzona i obróciłam się obrażona. Iza podeszła do mnie i złapała mnie za kokardki i jak najgorszą szmatę pociągnęła mnie za sobą do lustra. Potykałam się, próbując nadążyć.- Postawiła mnie przed lustrem. Co widzisz?! – Nic nie odpowiedziałam. - Co widzisz w lustrze?! – Spytała jeszcze raz stojąc za mną. Za chwilę szarpnęła spodenki ściągając mi je do ud i podsunęła koszulkę do góry. Stałam teraz podle poniżona, obnażona przed własnym odbiciem. – Sądzisz, że ktoś jeszcze interesuje się tym, co masz w głowie? Że ktoś będzie brał cię jeszcze po tym wszystkim na poważnie? – kontynuowała – Wszystkie kobiety będą cię uważały za idiotkę, a mężczyźni interesują się twoimi wielkimi cyckami – mówiąc to podniosła mi cycki w kierunku lustra ugniatając je – i tym co masz między nogami! – Rozumiesz ty głupia cipo! – Mówiła prawie krzycząc na mnie. Łzy ciekły mi po policzkach... Niemoc, ból, płacz, wstyd... Byłam zdruzgotana. Iza popatrzyła się na mnie chwilę po czym chwyciła mnie za rękę i pociągnęła do sypialni. – Ubieraj się i wynos się stąd! – Krzyknęła rozwścieczona i trzasnęła drzwiami.Usiadłam na łóżku i miałam łzy w oczach. Gdy patrzyłam się jednak na siebie w lustrze, wiedziałam, że ona miała rację. Byłam nikim. Nie miałam szans w jakiejkolwiek pracy w swoim zawodzie, moja kariera się skończyła. Co niby miałam robić...? Ale to nie było najistotniejsze... Wiedziałam, że nie mogę i nie chcę już żyć tak jak kiedyś... Chce być poniżana, bita... Potrzebowałam tego jak narkoman swojej codziennej dawki. Wstydziłam się, ale nie tego jak byłam traktowana, tylko tego, że tak niewdzięcznie w stosunku do Izy się zachowałam. Otworzyłam drzwi i nadal w spodenkach trzymających się na butach, lekko się cały czas potykając poszłam do niej. Gdy tylko mnie zobaczyła, uklęknęłam i na czworaka poszłam do niej. Wstyd i poniżenie były bezwzględnie połączone z moim podnieceniem seksualnym. Byłam po prostu suką... Szmatą... Zabawką... Cycatą kurwą... Wiedziałam, że tylko to chcę jeszcze robić. Chcę należeć do Izy. Iza stała bez ruchu a ja skomląc lizałam jej buty – mhm, mhmm, mhmm. Potem jak mnie nauczyła, uklęknęłam przed moją panią podniosłam łapki jak piesek, otworzyłam usta i wysunęłam języczek. – Eeeh, eeeeh, eeeeeh – Skomlałam posłusznie. – Czego chcesz? – Spytała mnie nadal obrażona na mnie. – Przepraszam... To się już więcej nie powtórzy – Mówiłam pokornie – Możesz mnie traktować jak tylko chcesz... Zasłużyłam sobie na to... Połóż się na plecach i podnieś nogi do g óry! Złap się za kostki! – Rozkazała mi. Zrobiłam tak też. Leżałam teraz w tej straszne zawstydzającej pozycji z udami moco rozwartymi i trzymałam się dodatkowo za kostki u nóg. Iza Zaczęła moją cipkę lekko dotykać swoim butem z lekkim szpicem. Podniecało mnie to bo naciskała na łechtaczkę. – Mhmmmm... Ooooohhh – słyszałam własne jęczenie. Po chwili czułam, jak wsuwa mi buta w cipkę. Zaczęła rytmicznie wsuwać i wysuwać czubek buta z mojej bardzo mokrej już cipki, wkładając go coraz głębiej. – Aaaaah, Aaaah. Oooooohh, Mhmmmm – Aaaaaaaaaaaaaaahh – Wydarłam się w końcu i czułam jak moja cipka wystrzeliła wprost soki podczas orgazmu... Byłam spełniona. Patrzyłam się na Izę, gdy ta ściągała swojego mokrego buta. - Ty nie masz w sobie choćby odrobiny godności – powiedziała do mnie i poszła do łazienki. - Zrób mi kawę – krzyknęła stamtąd. Cieszyłam się. Nie byłam bezpańską suką...
Następnego dnia o tej porze byłyśmy z Izą już w hotelu w Hiszpanii. Podczas gdy ona zrobiła sobie tylko lekki makijaż, ja miałam zrobić mój „standardowy” makijaż. Włosy uczesane w kitki z różowymi kokardkami, przedłużone rzęsy i różowa pomadka na moich pulchnych ustach. Otrzymałam też strój od mojej pani. Jaskrawo różowy z białymi oblamówkami. Był jednoczęściowy, ale bardziej rozbierał niż ubierał. Plecy były praktycznie całe wolne. Dokładnie tam, gdzie plecy przechodziły w pośladki zaczynał się strój. O dziwo to nie był string, tylko pełne majtki. Z przodu z góry na dół szły dwa elastyczne pasy, które miały zakrywać piersi. Spojrzałam na rozmiar – XS. Oczywiście Iza wycięła wkładki higieniczne i te na piersiach. Gdy włożyłam strój czułam jak mały i opięty był. Gdy stałam już ubrana, moja właścicielka podeszła do mnie z tyłu i wsunęła mi majtki między pośladki. – Nie myśl – że to ci ujdzie tak na sucho – uśmiechnęła się. Wzięłyśmy ręczniki i torbę z kremami i poszłyśmy na dół. Idąc przez korytarze wiedziałam jak mijając nas osoby i jak patrzą się na mnie. – Byłam na pewno bardzo wpadająca w oko. – Na przeciwko nam wyszedł nagle przystojny facet z pokojówką hotelową, która trzymała w ręku trzcinkę angielską. Zrobiło mi się gorąco . Iza poczuła obawę z mojej strony. – Nie bój się – Uśmiechnęła się do mnie, po czym facet przywitał się z Izą nawet nie zwracając uwagi na mnie. Rozmawiali chwilę po angielsku, po czym zaprosił nas gestem do swojego pokoju. Pomaszerowałam posłusznie za Izą. Gdy weszliśmy do pokoju zobaczyłam atrakcyjną, ciemnowłosą kobietę. Miała wygląd meksykanki. Właściciel pokoju zaprosił nas, abyśmy zajęły miejsce. Chciałam usiąść koło Izy, gdy on gestem skierowała mnie do klęknięcia koło niej. Jak piesek posłusznie siedziałam przy mojej pani. Podczas gdy pokojówka podała Izie lampkę wina, ja dostałam miskę z wodą. Nie chcąc Izie robić wstydu, że jestem niewychowana, posłusznie zaczęłam pić wodę z miski, wypinając przy tym tyłek. Wszyscy mogli dokładnie zobaczyć tatuaż i pręgi. Czekaliśmy na widowisko. Nie wiedziałam co się ma stać. Pokojówka pokryła fotel i podłogę przed nim folią, następnie położyła na wszystko prześcieradło. Atrakcyjna kobieta zrzuciła z siebie szlafrok i zobaczyłam, że stoi z dziwnie rozwartymi udami, jakby nie mogła ich zamknąć. W jej dużych sylikonowych cyckach tkwiły w brodawkach duże na kilka centymetrów kółka. Jednak zaciekawiło mnie bardziej to co zobaczyłam na dole. Na wygolonej cipce u góry dużymi literami było napisane „PUTA” a na jej wargach sromowych wisiały równie duże kółka i to po kilka na każdej wardze. Wargi były mocno naciągnięte. Wydawało mi się, że na co najmniej 10 cm zwisały jej między udami. – Wyobraziłam sobie, jak poniżające to musiało być... Przecież ona nie mogła by założyć takich małych majteczek... Wargi wisiały by nieestetycznie po bokach... Zrobiło mi się mokro na samą myśl. Dostrzegłam też, że z jej cipki coś wystaje, ale nie wiedziałam co. Nie wiem czemu, ale miałam ochotę przeżyć, jak ta kobieta jest poniżana i bita. Pokojówka gestem nakazała wejść kobiecie na fotel i wypiąć pośladki w naszą stronę. Z przodu kobiety ustawiono lustro, tak, że każdy z nas widział jej zawstydzoną twarz. Wtedy zobaczyłam jak bardzo mocno naciągnięte są jej wargi sromowe. Wisiały teraz po bokach. W jej cipce i odbycie tkwiło potężne dildo. Pokojówka chwyciła za kółko w przymocowane do dildo i wysunęła je powoli z cipki kobiety z tym poniżającym odgłosem. Położyła pokryte śluzem dildo na stoliku obok. To samo zrobiła z drugim dildo. Pierwszy raz coś takiego widziałam, Byłam zafascynowana. Mężczyzna który siedział z boku powiedział coś do niej po chyba hiszpańsku i kobieta klęcząc na fotelu sięgnęła rękoma do tyłu, po czym rozsunęła wargi naciągając je mocno. Jej dziurka była tak rozwarta, że widziałam bez problemów jej wnętrze. Sądziłam, że mogła bym włożyć jej bez problemu obydwie dłonie, skoro w mój tyłeczek wchodziła też jedna... – Jezu jaka ona duża – wymsknęło mi się. Widziałam twarz kobiety w odbiciu. Wiedziałam że się wstydziła, znałam to uczucie.- Iza nachyliła się i szepnęła mi do ucha – Ona jest masochistką, przekonasz się – Powiedziała Iza szeptając mi do ucha. Podniecała mnie. Obserwowałam widowisko. Po następnym rozkazie faceta kobieta rozsunęła również swoją górną dziurkę ukazując wszystkim swój mocno rozciągnięty odbyt. Był na pewno bardziej rozciągnięty niż mój... Dużo bardziej... Po następnym rozkazie pokojówka włożyła rękawiczki lateksowe, wzięła jedno dildo do ręki a drugą polała gumowego kutasa sosem „Tabasco”, którego wcześniej nie widziałam. Następnie powoli wsunęła go tej klęczącej w odbyt. – Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaah – jęknęła i wygięła się mocno. Pokojówka uderzyła ją mocno w tyłek nakazując jej powrót do poprzedniej pozycji. Widziałam ból i łzy u kobiety w lustrze. Następne olbrzymie dildo, znów polała sosem, po czym wsunęła go tym razem w ogromnie otwartą cipkę. Kobieta znów zawyła z bólu – Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaau – i znów dostała klapsa. Widziałam, że choć się starała, to kręciła nieustannie biodrami próbując uciec od bólu, jakiego musiała doznawać poprzez sos chili... Pokojówka międzyczasie ściągnęła rękawiczki i wzięła do ręki trzcinkę do bicia. Ustawiła się z boku klęczącej kobiety i zamachując się mocno zaczęła ją chłostać – Sssssssssssssssssst, ssssssssssssssssst, ssssssssssssssssst spadały bady zostawiając natychmiast purpurowe pręgi. – Ssssssssssssssssssssst, sssssssssssssssst, sssssssssssssssssssst, sssssssssssssssssssssst. Kobieta jęczała z bólu ale nie płakała, Miałam wrażenie nawet, że to lubi. Cały czas krążyła biodrami a rózgi spadały z impetem. W odbiciu lustrzanym widziałam już nie cierpiąca, ale rozpaloną masochistkę! Sukę, która dochodziła do orgazmu! Nie trwało też długo, gdy suka na fotelu zaczęła krzyczeć – aaaaaaaaaaaaaaaaaaaah, aaaaaaaaaaaaaaaaaaaah, mhmmmmmmmmmmm – i pochwili z jej cipki w dużej ilości trysnęły soki, które rozlały się po fotelu, między udami... Ściekając też na podłogę. Facet na fotelu zaczął klaskać i Iza też coś do niego powiedziała. Śmiali się. Pokojówka stała się nagle sympatyczną kobietą i spytała Izy o mnie – Chcesz pić? – powtórzyła Iza po polsku. – Przytaknęłam gdy zobaczyłam, że miska jest pusta. Wypiłam całą wodę międzyczasie! Gdy kobieta szła z miską z powrotem, podniosłam się na kolana i posłusznie wyciągnęłam przed siebie łapki. Otworzyłam usta i wystawiłam języczek sapiąc jak suczka posłusznie. Kobieta postawiła mi miskę po czym pogłaskała mnie po głowie. Nachyliłam się i zaczęłam pić posłusznie. Facet mówił coś do Izy, poczym ta odpowiadała mu śmiejąc się – Klepnąła mnie lekko abym się na nią spojrzała – Carlos mówi, że skoro jesteś taka podniecona – to pewnie taka kara też by ci się podobała. – Uśmiechnęłam się nieśmiało... – Co tylko zechcesz Pani! – Odpowiedziałam posłusznie... – Ale skąd on wie że jestem podniecona? – Spytałam. Iza roześmiała się – przecież masz cały czas tyłek wypięty w jego kierunku i przemoczony strój między nogami – powiedziała, a mi zrobiło mi się głupio ze wstydu. Po chwili kobieta masochistka wyszła z łazienki, nadal nago i podeszła do Carlosa – jak nazwała go Iza. Widziałam teraz z bliska, jak mocno wiszą jej naciągnięte wargi sromowe. Jej właściciel włożył rękę między jej uda i widziałam, jak ją onanizował, gdy jej wargi zwisały po obu stronach jego dłoni. Duże kolczyki, kółeczka brzęczały przy tym. Po chwili on nakazał jej uklęknąć poczym sam zsunął spodnie i ukazał swojego sztywnego kutasa. Gdy klęczała widziałam ją z bliska. Była bardzo ładna, ale miała już ok. 40 lat. Mimo wszystko bardzo atrakcjyjna. Gdy klęczała już między jego udami facet zawołał pokojówkę – Maria! – I powiedział coś do niej po hiszpańsku. Maria wróciła za chwilę z tacką i pojemniczkiem. Kobieta popatrzyła się na mnie, na Izę, po czym mając łzy w oczach otworzyła usta. Wpadłam w szok, gdy zobaczyłam jak wyciąga swoje ładne, białe zęby. To były protezy! Pierw górną, potem dolną i kładzie do pojemniczka na tacy. Maria odeszła. On złapał klęczącą przed nim kobietę za włosy i kazał jej otworzyć usta, poczym obrócił jej twarz w naszą stronę. Miała łzy w oczach i widziałam, że się wstydzi. Czułam jak we mnie rośnie podniecenie. Miałam ochotę uderzyć ta sukę w twarz. Cieszyłam się, że jest tak poniżana. Carlos powiedział coś do Izy po angielsku i ona pokiwała głową przytakując, po czym mu coś odpowiedziała. Widziałam w otwartych ustach kobiety tylko dziąsła. Z tak otwartymi ustami wyglądała naprawdę jak lalka z otworem... Potem on pociągnął ją do siebie i kobieta zaczęła ssać jego kutasa. Iza powiedziała coś jeszcze, poczym pacneła mnie w głowę. – Idziemy! – Nie wiedziałam jako powiedzieć, więc powiedziałam po polsku do widzenia i wyszłyśmy z Izą. – Co on na końcu do ciebie powiedział? – Spytałam zaciekawiona. – Powiedział, że od czasu ona nie ma zębów, to jest mistrzynią świata w obciąganiu, że nie miał nigdy lepszej kurwy – Odpowiedziała Iza i przełknęłam ślinę.



 

 


Mar 2, 2014
Delfia

Początek

Był sobotni wieczór. Zmierzałam ośnieżonymi ulicami Szczecina do swej przyjaciółki. Szare domy i ulice, które straszyły w tej dzielnicy, mimo panującego mroku, zdawały się być dużo bardziej przyjazne dzięki ogarniającej mnie perspektywie miło spędzonej nocy. Już od dawna planowałyśmy spanie u Zuzy w domu, połączone z oglądaniem filmów i damskimi pogaduchami i wreszcie się zgadałyśmy. Byłam naprawdę szczęśliwa, że wreszcie poznałam prawdziwą przyjaciółkę. Czekałam na nią cały czas i wreszcie znalazłam ją w szkole średniej. Była starsza o rok, ale naprawdę świetnie się dogadywałyśmy. Miałyśmy bardzo podobne zainteresowania, co było dla mnie dość niezwykłe bo wychowywałam się z chłopakami i większość swoich hobby przejęłam właśnie od nich.                                                                                                                                      

Po około dwudziestu minutach drogi  stanęłam przed progiem jej domu.

- Witaj kochanie! - powitała mnie z entuzjazmem Zuza. Była ubrana w legginsy i luźną koszulkę do spania. Ucałowała mnie na powitanie i zaprosiła do środka. Gdy jej kształtne usta dotknęły mej skóry, przeszedł mnie dreszcz. Zuza bardzo mi się podobała. Była niezwykle zgrabną blondynką o przenikliwym błękitnym spojrzeniu i pięknych ustach. Jeszcze nie zdradziłam jej, że jestem bi. Chciałam jej o tym powiedzieć, ale nigdy nie było okazji do takich wyznań. - Proszę, przebierz się w ciuszki do spania i choć do mnie do pokoju na piętro, a ja wezmę coś do jedzenia z kuchni.


Lut 24, 2014
podnóżek123
 Od szkoły podstawowej wiem, że kobiece stopy pociągają mnie niesamowicie. Nigdy wcześniej
jednak nie miałem namacalnego kontaktu z tym Boskim obiektem mojego pożądania. Adorowałem je,
masowałem, całowałem, lizałem i pieściłem je tylko i wyłącznie w swojej wyobraźni siedząc na lekcjach i wpatrując się w stopy lub buty moich nauczycielek, przypadkowych kobiet napotkanych w autobusie, parku
na mieście czy na basenie. Swoje fantazje zaspokajałem jedynie tym co udostępnia internet, oglądając filmiki
lub czytając tematyczne opowiadania. Nie przypuszczałem, że zrealizuję to pragnienie, pragnienie bycia podnóżkiem
kobiety. Pragnienie gdzieś głęboko ukryte w mojej duszy i głowie. Niespodziewanie jednak dostałem szansę od losu, którą wspominam do dnia dzisiejszego i która obudziła we mnie chęć zniewolenia, chęć bycia przedmiotem w rękach Pani. Mianowicie mając 18 lat znalazłem sobię wakacyjną pracę w pewnym z pod Warszawskich pensjonatów. Nie był to dość ekskluzywny pensjonat, ale mimo wszystko pensjonat. Praca polegała na sprzątaniu, zarówno we wewnątrz jak i zewnątrz budynku. Pracowałem tam przez 3 tyodnie,
i były to moje 3 najpiękniejsze tygodnie wakacji, które przeżyłem kiedykolwiek. Wszystko zaczęło się już pierwszego dnia.
Pokierowany i pouczony przez moją kierowniczkę wiedząc co i jak mam robić zabrałem się do pracy. Zamiotłem i umyłem korytarze, poodkurzałem dywany. Następnie udałem się w okolice recepcji aby umyć podłogę w holu przy głównym wejściu. Tam właśnie za biurkiem siedziała wysoka blondynka 30-35 letnia. Przedstawiłem się, ona uczyniła podobnie, chwilę porozmawialiśmy,
była to bardzo sympatyczna kobieta o imieniu Paulina. Kiedy to posprzątałem, podłogę na holu, podszedłem do samej recepcji i zapytałem się czy umyć podłogę za biurkiem, pod, oraz w małym pokoiku gdzie recepcjonistki przebierały
się. Paulina (przeszedłem z nią na Ty) powiedziała, że w sumie przydało by się to zrobić, tak więc przeszedłem koło biurka i stanąłem z mopem obok siedzącej Pauliny robiącej coś na komputerze. Nachyliłem się trochę aby sięgnąć mopem
 pod biurko.
Od razu rzuciły mi się w oczy piękne stopy Pauliny, które odziane były letnimi ładnymi brązowymi klapkami.
Paznokcie pomalowane były na czerwono. A wyżej odsłonięte nogi aż do spódniczki do kolan. Bardzo wolno
umyłem podłogę pod biurkiem podziwiając piękno tych stópek i nóg Pauliny. Niestety (jak się potem okazało
na szczęscie) ukradkiem Paulina zauważyła, że wpatruje się w jej stopy. Zdałem sobie z tego sprawę i lekko się zaczerwieniłem Paulina, spojrzała się na mnie i lekko się uśmiechnęła. Następnie wszedłem do
pokoiku (szatni) dla recepcjonistek i zacząłem myc tam podłogę. Wtedy to stało się coś w co nie mogę uwierzyć
do teraz. Nieznana mi osoba którą poznałem chwile wcześniej weszła do tej małej szatni i okazała się bardzo
otwartą i szczerą osobą, a także fetyszystką stóp. Zapytała się mnie w prost czy podobają mi się jej stopy.
Na początku wahałem się co powiedzieć, czułem się zakłopotany, zestresowany. Ona widząc moje nerwy powiedziała spokojnie siadając na
starym fotelu który tam stał, że jej poprzedni partner był fetyszystą stóp i uległym mężczyzną co jest
przeciwieństwem jej charakteru i że oboje lubili zabawy ze stopami i dominacją. I teraz jej tego bardzo brakuje.
Powiedziała mi, że wyraźnie widziała, jak wpatrywałem się w jej stopy i że tęskni za męskim językiem na jej stopie.
Założyła noge, na nogę. Kuszący gest. Wtedy odważyłem się i wyznałem jej, że marzę od dziecka o wycałowaniu i wylizaniu kobiecie stóp.
Powiedziała mi ciepło, że tak myślała i że miała po cichu nadzieję, że tak jest. Poczułem ogromne podniecenie
i możliwość zrealizowania mojego pragnienia, marzenia. Powiedziała spokojnie, abym odłożył na chwilę
mopa, i uklęknął tuż przed nia, uspokoiła mnie od razu wyprzedzając moje lęki, mówiąc, ze nikt tu nie wejdzie.
Zażyczyła sobię abym najpierw całował jej podeszwę od klapka. Myślałem, że dostanę orgazmu wykonywalem jej polecenie
z szacunkiem i oddaniem chyba 300%. Widziała moje zaangażowanie i zmieniając nogę wydała mi polecenie abym z drugim klapkiem zrobił tak samo. Wycałowałem oba klapki bardzo dokładnie. Paulina powiedziała, że
to właśnie jej się podoba i abym teraz całował jej palce u stóp. Obydwu, gdyż obie nóżki byly już razem na ziemi. Delektowałem się każdą chwilą. Każdym pocałunkiem. Kiedy już miałem nadzieję a raczej byłem pewny
że będę mógł wylizać te piękne stopy po zsunięciu z nich klapek, nagle zostalem sprowadzony na ziemie.
Powiedziała mi, że na tym zakończymy. Na całowaniu, jej paluszków i stópek. Prosiłem ją czy mogę chociaż
odrobinkę pomasować swoim językiem jej stopy, Paulina odparła jednak, ze pracuje tutaj co drugi dzień, i że wszystko stanie się w swoim czasie, że mój język jeszcze będzie miał dosyć jej stóp i butów.. Polecila mi abym wrócił tymczasem do pracy. Podziękowałem jej, za chwile niesamowitej ekstazy i zabrałem się do obowiązków.
Przepraszam, za być może chaotyczne zdania i niezbyt składnie zbudowane momentami.

Lut 19, 2014
natasza1967

- To zaszczyt nie dla ciebie. Ty jeszcze nie awansowałeś. Brudno w tej piwnicy, posprzątaj tu, musisz powitać koleżankę...
Po tych słowach skuła mi ręce kajdankami do tyłu, na nogach też miałem kajdanki. W rogu postawiła wiadro z wodą. Musiałem ustami trzymać szmatę i wycierać podłogę. Musiałem na kolanach chodzić do wiadra i płukać szmatę. Pani chodziła za mną i okładała mnie pejczem, jeśli szmata była za mokra. Musiałem lizać podłogę w niektórych miejscach, gdzie niedokładnie było posprzątane. Byłem totalnie poniżony. Kiedy w miarę posprzątałem podłogę, Pani zaprowadziła mnie do pokoju na górze. Ręce wciąż miałem skute do tyłu. Na nogach również kajdanki.
- Przyzwyczaj się do kajdanek, musisz się z nimi zżyć, rozumiesz?
- Tak Pani, jak każesz - odpowiedziałem.
- Ooo, nowe słówka mówi nasz niewolnik. Brawo!
Speszyłem się trochę. Pani wiedziała jak mnie poniżyć. Wszystko zawsze robiłem nie tak. Ciekawe kiedy będę mógł poznać zapach cudownych stópek mojej Pani. Dochodziło południe. Pani jadła sobie winogrona siedząc na kanapie, spluwając skórki i pestki na podłogę, z której musiałem je zjadać. Pluła coraz szybciej w różnych kierunkach, z zakutymi rękami i nogami nie nadążałem ich zjadać.
- Szybciej, ty psie. Grzebiesz się jak mucha w smole, masz się bardziej starać.
Już szybciej nie mogłem. I tak dostałem kolejną porcję pejczem po plecach. Później moja Pani oglądała telewizję, a ja mogłem lizać jej podeszwy. Lizałem podeszwy swojej Pani przez ok. pół godziny pod kanapą.
- Wystarczy, teraz wyliżesz mi co innego.
Wstała i poszła do ubikacji. Kiedy wróciła, nie miała założonych majtek. Leżałem na podłodze tuż obok kanapy. Kucnęła przed moją twarzą.
- Teraz masz wylizać mi odbyt, tylko dokładnie. I nie waż się nic splunąć na bok.
Pani przed chwilą była w ubikacji i oddała kał. Musiałem zastąpić jej papier toaletowy. Było mi niedobrze, ale zlizałem dokładnie pupę swojej Pani.
- Jeśli zechcę, zjesz cały mój kał. Jak mnie zdenerwujesz czymś albo będziesz nieposłuszny, to cię to czeka, zrozumiałeś?
- Tak, zrozumiałem, Pani.
- Mam nadzieję, niewolniku. Mam teraz dla ciebie kolejną niespodziankę. Dzisiejszą noc spędzisz gdzie indziej.
Zaprowadziła mnie do łazienki. Pokazała mi wannę. Niby normalna, ale obok niej była krata, która pasowała do góry wanny. Pani kazała mi wejść do niej. Kiedy wszedłem, Pani nałożyła mi kratę na głowę. Musiałem się mocno schylić, żebym się zmieścił. Krata była wykonana z solidnych 7-milimetrowych. Była przykręcana do brzegów wanny, tak, że nie było szans się wydostać nawet z uwolnionymi rękami. Było ciasno w wannie, a poza tym krata była gęsta.
- I jak ci się tam podoba?
- Ciasno mi, Pani.
- Tak ma być! Dziś spałeś wyciągnięty, więc pośpisz sobie ściśnięty. W dodatku z dodatkami.
Domyślałem się już z jakimi. Pani wypuściła mnie z wanny. Wkrótce usłyszałem dźwięk domofonu.
- To koniec - pomyślałem. - To Ela.
Pani Katarzyna poszła otworzyć drzwi. Leżałem zakuty na podłodze obok kanapy. Słyszałem rozmowę, jednak słów dokładnie nie. Rozmawiały dosyć długo, W końcu usłyszałem coraz głośniejsze kroki...
Pierwsza weszła Pani Katarzyna.
- Wejdź Ela, zobacz sobie...
Weszła Elka. Kiedy spojrzałem na nią, parsknęła śmiechem. Chyba nawet zaczerwieniłem się, było mi strasznie wstyd.
- Cześć, niewolniku - powiedziała Ela, ciągle śmiejąc się oglądając mnie w tak upokarzających okolicznościach.
- Cześć - powiedziałem i natychmiast dostałem kopniaka w brzuch.
- Co za cześć? Jak masz się zwracać do moich gości, niewolniku?
Potem znowu dwa ciosy pejczem.
- Zostaw go - wyratowała mnie Ela.
Siadły na kanapie. Ja miałem leżeć bez ruchu.
- Podobno zawsze chciałeś być moim niewolnikiem. Czy to prawda? - zapytała mnie Ela.
- Tak, zawsze o tym marzyłem, ale wstydziłem się.
- Teraz nim jesteś, więc musisz się bardzo postarać. Za wszystkie czasy, rozumiesz?
- Tak Pani - te słowa miałem już zakodowane.
- Podejdź tu i wyliż mi buty, tylko dokładnie.
Podczołgałem się i zacząłem lizać jej buty. Byłem podniecony, znowu mi stanął. Pani Katarzyna przyglądała mi się.
- Ciekawe ile razy taki niewolnik jak on mógłby zadowolić kobietę w ciągu nocy? - zapytała Pani Katarzyna.
- Oni myślą tylko o sobie. To psy - odpowiedziała Ela, której wciąż musiałem lizać buty.
- Co masz do powiedzenia, niewolniku? - zapytała Ela.
- Nie wiem ile razy, może trzy...
Obie parsknęły śmiechem, śmiały się ze mnie, znowu mnie zawstydziły.
- Słyszałaś Ela, może trzy razy, on chyba żartuje. Co najmniej cztery, niewolniku.
Nie wiedziałem co to miało znaczyć. Czyżby dwa razy na każdą z nich, podnieciłem się jeszcze bardziej.
- Podejdź bliżej - powiedziała Pani Katarzyna, rozsuwając nogi.
Podszedłem, pociągnęła mnie za włosy tak, że głowę miałem między jej udami. Nagle puściła bąka. Nie miałem jak uniknąć zapachu.
- Masz oddychać nosem, bo zakleję ci pysk taśmą.
- Tfuuuu - rzekła Ela.
Zapach był straszny. Za kilka chwil już się rozeszło.
- Teraz to będą twoje zapachy codzienne.
- Gdzie jest ubikacja? - zapytała Ela.
- Potrzebna ci? Świetnie, chodźmy wszyscy do łazienki.
Założyła mi obrożę i pociągnęła. Kazała mi wejść do wanny, jak przedtem. Potem obie założyły kratę na wannę i zaczęły skręcać śrubami. Było ich 8. Byłem skulony twarzą do dołu. Ręce z tyłu skute kajdankami, nogi też.
- Teraz możesz robić tu co tylko chcesz i ile tylko chcesz, nasz niewolnik to lubi... - powiedziała Pani Katarzyna i wyszła z łazienki.
Widziałem tylko trochę jeśli odgiąłem głowę do góry, ale z wielkim trudem.
- Ty naprawdę to lubisz?
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Znałem Elkę, była moją koleżanką. Owszem, zawsze chciałem być jej niewolnikiem, ale teraz jakoś to pytanie mnie wybiło z rytmu. Co mam jej powiedzieć, że jestem zmuszony? Właściwie zacząłem lubić być niewolnikiem...
- Tak.
- Chcesz być też moim niewolnikiem?
- Tak, zawsze o tym marzyłem... - powiedziałem, już bez żadnych zahamowań.
Przecież i tak widziała mnie w takiej sytuacji. Wyszła po tych słowach, zamknęła drzwi. Po ok. 5 minutach wróciła.
- Schyl się na dno wanny i nie waż się patrzeć - powiedziała i wkrótce poczułem ciepły strumień na plecach.
Wysikała się prosto na mnie. Wanna była zakorkowana i mocz zostawał na dnie.
- To jeszcze nie wszystko, podobno to lubisz - powiedziała i oddała kał z brzegu wanny, gdzie miałem głowę.
Spadł na dno tuż obok mojej twarzy. Poczułem jego zapach. Zmieszany z moczem stworzył nieco dziwną woń.
- Posiedź tu sobie i powdychaj ten zapach, niewolniku - powiedziała i wyszła.
Zaskoczyła mnie, najpierw taka niby delikatna, a teraz prawdziwa domina. Wkrótce weszła Pani Katarzyna.
- No co, podoba ci się? Posiedzisz tu sobie, aż wanna troszkę się nie napełni. Będzie ciekawy widok - niewolnik kąpiący się w naszych odchodach.
Po tych słowach zsikała się na moje plecy. Zaczęło tego przybywać w wannie. Przestraszyłem się. Nie żartowała. Wtem weszła Elka.
- Chodź, masz zimny browar. Tfuuu, ale tu śmierdzi.
- Dla naszego niewolnika to aromat, prawda?
- Tak Pani.
- Od teraz Panie, jest nas dwie. Nie zauważyłeś?
- Przepraszam.
- Dobrze. Zaraz przyjdę, tylko jeszcze dam mu dodatek - zaśmiała się Pani Katarzyna.
Przesiadła się i oddała kał, który znów wylądował tuż obok mojej twarzy. Nie mogłem go przesunąć, bo nie miałem możliwości ruchu. Mógłbym to zrobić ewentualnie tylko nosem...
Nieźle to sobie wykombinowały, będą pić piwo i wnet wanna się naprawdę zapełni. A jak się wstawią to mogą się zapomnieć i... Wystraszyłem się myśląc samotnie w ciemnej łazience. Ciekawe było byłoby utonąć w moczu i kale swoich Pań. To straszne.
Przez następne chyba kilka godzin jeszcze przychodziły i sikały na mnie. Nazbierało się tego trochę. Za każdym razem Ela była bardziej wstawiona. Pani Katarzyna jednak nie, chyba miała mocniejszą głowę. Po kolejnej "wizycie" błagałem Panią Katarzynę już o litość. Kał pływał obok mojej twarzy, taplałem się już większością ciała w ich odchodach, fetor też dawał się odczuwać. Błagałem ją o to, żeby nie wypiły za dużo.
- Myślisz, że tylko faceci mogą popijać piwo i upijać się do nieprzytomności, niewolniku?
- Nie, Pani. Nie o to mi chodziło...
- Zamknij się! Dziś się zabawimy z Elą twoim zresztą kosztem, czy tego chcesz czy nie. Nie masz szans przeciw nam robaku - roześmiała się na dobre zamykając drzwi łazienki.
Byłem przerażony. Musiałem już trzymać głowę wyżej, żeby nie zamoczyć twarzy w tym szambie. Mogły robić co zechciały. Byłem kompletnie bez szans. Próbowałem jakoś wypchnąć kratę do góry, była jednak solidnie przytwierdzona i mocna. Nie miałem szans.
Weszła Ela. Miała już kłopoty z równowagą, mocno siadła na wannę.
- Chcesz popatrzeć na moją cipkę, śmieciu? - spytała, była mocno wstawiona.
- Nie, Pani.
- Nie? To utopimy cię tu w naszych odchodach i zdechniesz - miała już lekkie kłopoty z wymową. - Niewolniku.
Wysikała się na moją głowę. Włosy miałem mokre, część spływała po twarzy. Nie miałem jak tego uniknąć.
- Fajnie się z tobą bawi, wiesz?
- Tak, Pani.
- Właśnie teraz jestem twoją Panią, rozumiesz?
- Tak, rozumiem, Pani.
- To dobrze - rzekła i wyszła.
Później już nie wróciły. Był już chyba wieczór. W łazience było ciemno.
Pewnie urżnęły się do nieprzytomności i zasnęły - pomyślałem.
Długo tak sobie rozmyślałem tej nocy. Stało się jak obiecała mi moja Pani. Całą noc spędziłem w wannie, skulony jak pies w ciasnej budzie, w dodatku taplając się w odchodach moich oprawczyń. Smród już nie dawał mi się we znaki. Przyzwyczaiłem się do niego. Zapragnąłem ciepłego łóżeczka i kołdry. W końcu nie wytrzymałem i głowę oparłem częściowo brodą o dno wanny. Tak zasnąłem. Obudziłem się rano, czując łaskotanie po plecach.
To była Ela. Weszła bardzo cicho, nie słyszałem drzwi. Miała kaca. Oczywiście wysikała się na mnie, potem splunęła kilka razy na mnie.
- Więc to nie był sen. Ty naprawdę tu jesteś, ale tu śmierdzi... - powiedziała cicho Ela. Miała chyba solidnego kaca.
- Proszę powiedz Pani Katarzynie, żeby mnie wypuściła. Zimno mi. Jestem głodny.
- Nie jestem twoją dziewczynką na posyłki, Jeśli czegoś chcesz, błagaj jak pies.
Zaskoczyła mnie. Myślałem, że może będzie mi współczuć. Myliłem się, nie znałem jej od tej strony. W zasadzie zawsze była miła, owszem, jeśli coś było nie po jej myśli potrafiła dokopać. Okazała się dominą z charakteru.
- Błagam o litość...
- Jestem Panią Elą od teraz dla ciebie, zrozumiałeś?
- Tak, Pani Elu.
- No, boli mnie głowa, muszę stąd wyjść, bo jeszcze od tego smrodu porzygam się na ciebie, cierp niewolniku.
- Błagam Panią...
Drzwi łazienki zamknęły się. Znowu zostałem sam w łazience. Po jakimś kwadransie przyszła Pani Katarzyna. Wysikała się i oddała solidną porcję ciepłego, rzadkiego kału, który spływał po moich plecach na dno wanny, a raczej szamba.
- Strasznie tu śmierdzi. Jak się spało, niewolniku?
- Dobrze, Pani Katarzyno - odpowiedziałem, nie chcąc denerwować jej.
- Słyszałam, że spodobało ci się to i chcesz sobie jeszcze tu posiedzieć?
- Nie Pani, błagam o litość, mam już dosyć kąpieli, błagam Panią.
Wyszła, za chwilę jednak wróciła. Miała ze sobą drut, którym otworzyła korek od wanny. Szambo zaczęło spływać, kiedy spłynęło Pani odręciła wodę w prysznicu i zaczęła mnie oblewać zimną wodą.
- Błagam Panią o litość, zimno mi... - naprawdę zacząłem się trząść z zimna.
- Zamknij się gnojku, muszę cię przecież spłukać jak kibel.
Kiedy skończyła, wyszła. Krople spływały po mnie do spływu. Wkrótce weszły obie z Elą. Zaczęły odkręcać śruby. Zdjęły kratę.
- Możesz wstać, tylko nie waż się wychodzić!
Wstałem. Na dnie wanny zostały resztki kału, który nie spłynął.
- Widzisz co zostało? - zapytała Ela.
- Tak Pani.
- Weź ładnie w łapy i połóż sobie na głowie - rozkazała.
- Proszę o zdjęcie kajdanek.
Zdjęła mi je Pani Katarzyna. Zrobiłem jak kazała. Zaczęły się śmiać - gówniany król w gównianej koronie - szydziły ze mnie.
- Dobra, teraz umyjesz się - tylko dokładnie. Wanna ma lśnić jak nigdy dotąd. Jak skończysz, przyjdziesz na czworakach do pokoju. Zrozumiałeś?
- Tak Pani.
Wyszły. Umyłem się dokładnie ciepłą wodą. Kał wyrzuciłem do ubikacji, wannę dokładnie umyłem i spłukałem tak, że nie zostało śladu po zawartości. Kiedy skończyłem, wyszedłem posłusznie na czworakach jak pies, a raczej kulawy pies, bo miałem kajdanki na nogach i szedłem nieudolnie. Siedziały na kanapie i czekały na mnie.
- Wanna jest czysta?
- Tak Pani, zmyłem wszystko.
- Wracaj do łazienki i czekaj tam na nas.
Posłusznie wróciłem. Przyszły za chwilę.
- Właź do wanny jak wczoraj.
- Tylko nie to - pomyślałem. - Po co ją umyłem?
Moje Panie miały soki, które piły na kaca. Byłem też bardzo spragniony.
- Liż dno wanny, tylko dokładnie - rozkazała Ela, chyba to wcześniej uzgodniły.
Wykonałem rozkaz, dobrze, że solidnie zmyłem wannę, bo teraz bym sam sobie wykopał dołek. Kiedy wylizałem ok. połowę, Ela wylała trochę soku do wanny, szybko zacząłem lizać słodki sok, zanim spłynął do odpływu.
- Jaki spragniony, a to myśmy się zalały - podsumowała mnie Ela.
- Dobra, do pokoju! - padł rozkaz z ust Pani Katarzyny.
Wyczołgałem się z wanny. Przyszliśmy do pokoju. Panie usiadły na kanapie. Założyły mi znowu kajdanki na ręce z tyłu. Leżałem na podłodze tuż obok ich stóp.
- Zrobimy teraz kilka zdjęć. Co ty na to, Ela?
- Świetny pomysł. Dzięki nim mi uwierzą - odrzekła Ela.
- Błagam Panie, nikt nie może ich zobaczyć. Błagam niech to zostanie między nami.
- Zamknij się! Kto ci pozwolił się odezwać?
Ela wstała, wzięła pejcz i dostało mi się kilka batów. W tym czasie Pani Katarzyna robiła już zdjęcia. Starałem się odwracać twarz. Ela jednak złapała mnie za włosy i skierowała moją twarz do aparatu podsuwając swoją stopę w kierunku moich ust.
- Liż!
Musiałem to zrobić, wszystko złapała Pani Katarzyna. Potem musiałem lizać odbyt Eli. Później musiałem się onanizować, a Ela wkładała mi stopę do ust.
- To chyba ci wystarczy?
- Jasne, dzięki. Super będą fotki, chyba wszystkim gały wyjdą z orbit.
Nie odezwałem się już. Byłem skończony. Na tych fotkach byłem w jak najbardziej upokarzających pozach. Gdyby zobaczył je ktoś w pracy, to byłbym tam skończony. Ciężko teraz o nową dobrą pracę. Kiedy skończyły "sesję", Pani Katarzyna wyjęła film z aparatu, wypstrykała chyba cały.
- Tutaj mamy ciekawy materiał na ciebie, chyba rozumiesz swoją sytuację? Oprócz tego jest jeszcze taki mały pojemniczek chyba go pamiętasz? - spytała Pani Katarzyna.
- Tak, wiem - zdałem sobie sprawę, że nie mogę teraz dać powodu do zdenerwowania mojej Pani, bo może się to skończyć nie tylko siniakami.
Ela usiadła na kanapie, kątem oka spostrzegłem, że nie najlepiej się czuła. Była blada.
- Chyba się porzygam, za dużo tego piwa wczoraj wypiłam - powiedziała Ela.
- Słyszałeś niewolniku co powiedziała, zajmiesz się rzygami tej Pani jakby co, a teraz do kąta i leżeć.
Poczołgałem się do kąta i modliłem się, żeby Ela tylko nie wymiotowała. Tymczasem dzięki Bogu zaczęła zbierać swoje rzeczy.
- Chyba muszę już się zbierać, powiedziałam w domu, że będę dziś w południe. Tej przygody nie zapomnę tak szybko. Słyszałeś, niewolniku? - powiedziała wyraźnie do mnie.
- Tak, Pani Elu.
- Szkoda, że musisz już iść. Sama się będę musiała nim zająć.
- A jak z tymi zdjęciami?
- Właśnie, wywołam dla ciebie też najlepsze fotki. Zrobisz z nimi co zechcesz.
- No pięknie - pomyślałem. - Ciekawe czego zażąda w zamian? Była moją kumpelą, ale po tym jak się ostatnio zachowywała, nie wiedziałem już co mam teraz o niej myśleć.
- Słuchaj się swojej pani, niewolniku. Zadzwonię do ciebie w tygodniu i sobie porozmawiamy - powiedziała Ela.
Pani Katarzyna odprowadziła ją do drzwi, coś jeszcze poszeptały dobre 5 minut przy drzwiach i Elka pojechała do domu. Pani Katarzyna wróciła do pokoju, spojrzała na mnie i zaczęła się śmiać. Usiadła na kanapie i ciągle się śmiała patrząc na mnie.
- Wiesz co będziesz musiał zrobić, żeby Elka nie pokazała tych zdjęć nikomu?
- Nie wiem, Pani - skąd niby miałem to wiedzieć.
- To zobaczysz, teraz do piwnicy - trzeba będzie zrobić ci odprawę.
Na dole zostałem znowu podwieszony do łańcucha rękami do góry. Pani wzięła pejcz do ręki.
- Teraz słuchaj. Zrobimy tak. Jest niedziela. Dzisiaj cię uwolnię psie, ale nie myśl sobie, że to już koniec twojej przygody. To dopiero początek. Przypomnę ci o pojemniczku i zdjęciach. Mam też numery telefonów twoich znajomych. Wiem gdzie mieszkasz, gdzie pracujesz, jakby co Elka mi resztę powie, w końcu ona też jest na zdjęciach. Od tej pory należysz do mnie. Jestem twoją właścicielką. Zdajesz sobie sprawę co to znaczy?
- Chyba tak. powiedziałem i pomyślałem: - Ciekawe czego zażąda.
- Nie chodzi mi o pieniądze. Mam ich dosyć. Mam twój numer telefonu. Jeśli zechcę cię u swych stóp zadzwonię do ciebie. Chyba wiesz, że odmowy nie wchodzą w grę. Jeśli nie stawisz się u mnie albo nie będziesz wykonywał moich rozkazów, w pierwszej kolejności wyśle fotografie do twojego domu, następnie do szefa w pracy i do znajomych. Jeśli zechcesz się stawiać, to w ostateczności koleżanka zajdzie z tobą w ciążę, bez twojej nędznej pomocy szmato. Później chyba sam rozumiesz, że nie musisz już przychodzić. Czy to jasne?
- Tak Pani, ale jeśli naprawdę nie będę mógł, jak będę np. w delegacji albo na wakacjach? Proszę nie wysyłaj o Pani od razu zdjęć, błagam. Stawię się jak najprędzej, błagam Panią tylko niech te zdjęcia zostaną nikomu nie pokazane. Zrobię wszystko.
Wiedziałem że zrobię. Przecież mogłem nie móc przyjść i to z nie mojej winy, nie mogę za to odpowiadać, chyba to zrozumie.
- Wiem, że zrobisz, nie masz wyjścia. A o tym zadecyduje ja. Aha, jeśli przyjdzie ci do głowy coś głupiego jak cię uwolnię. Jeśli coś mi się stanie to i tak nic ci to nie da. Mam kilka przyjaciółek, jedna cię tu przywiozła, chyba pamiętasz? A teraz czekaj tu ładnie.
Wyszła, zostawiając mnie podwieszonego, na szczęście nie tak wysoko jak ostatnio.
Po ok. godzinie wróciła, przyniosła moje ubranie. Rzuciła w kąt. Uwolniła mnie. Początkowo przeszło mi przez myśl (jak chyba każdemu) rzucić się na nią, ale miała rację, to by nic nie dało. I tak nie wiem gdzie jest film, a gdzie moja sperma... Byłem niewolnikiem nawet na wolności... Kazała mi pozbierać, mogłem się umyć i ubrać. Kiedy byłem już gotowy, kazała mi przyjść do pokoju. Dała mi długopis i zaczęła dyktować treść listu. Znała się na tym. W treści zrzekłem się wszystkich praw, ona stała się moją właścicielką. Zapisałem już całą kartkę A4, a ona ciągle dyktowała. Na końcu kazała podpisać.
- Dawaj kartę bankomatową - rzekła nagle.
Przecież mówiła, że nie chce pieniędzy, więc o co jej chodzi? Dałem, sprawdziła podpisy i ku mojemu zdziwieniu oddała mi ją.
- To na wszelki wypadek, niewolniku.
Zabrała papiery, włożyła przy mnie do koperty. Spojrzała mi w oczy i podeszła do mnie.
- Możesz wracać do domu, szmato. Na razie mi się znudziłeś, ale pamiętaj o tym co ci powiedziałam.
Wyszedłem i odetchnąłem z ulgą. Ale jak się później okaże, to naprawdę jeszcze nie był koniec mojej przygody...
Do domu wróciłem ok. 19.00. Przez całą drogę myślałem co będzie jeśli ktoś zobaczy te zdjęcia. Szybko zasnąłem w wygodnym łóżku, rano pojechałem do pracy. W drodze powrotnej do domu zadzwonił mój tel. komórkowy. Dzwoniła Ela. Nie wiedziałem jak zareagować, ale trochę się bałem. Mieliśmy się spotkać wieczorem w jednym z pubów.
Ela siedziała już przy stoliku pijąc piwo, kiedy przyszedłem do pubu.
- Zamów sobie coś i siadaj! - jej głos wydał się bardzo stanowczy.
To był właściwie rozkaz. Zamówiłem piwo i usiadłem.
- Chciałbyś, żebym komuś powiedziała o naszej imprezce?
- Nie, chyba tego nie zrobisz? Proszę, nie rób tego.
- Nie powiem, ale chcę czegoś w zamian - powiedziała i zaśmiała się.
- Czego?
- Podobno zawsze chciałeś być moim niewolnikiem, sam tak powiedziałeś. Zostaniesz nim i będziesz robił co ci każę.
- Za dużo już tego - pomyślałem. - Jedna domina wystarczy w moim życiu.
Tylko, że ona może o tym powiedzieć i co wtedy? Zacząłem myśleć co odpowiedzieć. Wiedziałem, że jeśli teraz ulegnę, wykorzysta to i już będzie po mnie. Nie chciałem tego, a jednocześnie czułem podniecenie.
- Długo się zastanawiasz. Jaka jest twoja odpowiedź? - zapytała popijając piwo.
- Nie masz dowodów, powiem, że wymyśliłaś to sobie. Poza tym nawet jeśli gdybyś miała te zdjęcia, to sama jesteś na nich, pamiętasz?
- Ale to ty liżesz moje stopy i dupę, ja nie mam się czego wstydzić, nie zależy mi, czyli chcesz żeby zobaczyli je znajom ? Dobra jak chcesz. Ale się ubawią. Zaraz powiem o wszystkim Monice - tej co mieszka w twoim bloku - pęknie ze śmiechu. Ona pewnie podzieli się z tym z innymi. Będziesz gwiazdą osiedla.
Ciekawe jak będę przechodził przez osiedle, wszystkie dziewczyny będą o tym wiedziały, a jak kumple się dowiedzą... Chyba muszę zrobić co ona chce.
- Dobra, czego chcesz?
- Widzę, że zmądrzałeś. Za to zastanawianie dostaniesz pasem. Będziesz moim niewolnikiem tak jak wtedy. Będziesz spełniał moje rozkazy i polecenia bez sprzeciwu, a ja w zamian zapomnę o wszystkim. Co robisz w piątek wieczorem? Chyba nic. Wpadniesz do mnie, będę miała wolną chatę, to się zabawimy.
Oczywiście zgodziłem się, pogadaliśmy jeszcze trochę luźniej. Powiedziała, że nie miała nigdy dotąd takich doświadczeń, ale spodobało się to jej. Aktualnie nie miała chłopaka, ostatni próbował za bardzo rządzić. Wypiliśmy jeszcze po jednym piwie i wyszliśmy. Odprowadziłem ją do domu, jadąc windą musiałem całować jej buty na pożegnanie. Zawsze o tym marzyłem, zrobiłem to z przyjemnością.
Właściwie spodobał mi się ten układ z Elą. Zawsze mi się podobała, z treści rozmowy wynikało, że ja chyba też jej się trochę podobam, poza tym na razie podobały się jej moje decyzje. I wszystko było by dobrze, gdyby nie Domina Katarzyna. To ona stała się teraz moim przekleństwem. Też była piękna, uwielbiałem lizać jej cudowne stopy, jednak ona była bezwzględną władczynią, o jakiej zawsze marzyłem. Teraz to miałem i chyba okazało się, że sam nie wiem czego chcę.
Tydzień minął wyjątkowo szybko. Piątkowy dzień w pracy zbliżał się ku końcowi. Ok. 16.00 zadzwonił telefon.
- To Ela - pomyślałem, lecz to była Katarzyna.
- Witaj mój niewolniku, chciałabym cię tu widzieć w sobotę rano ok. 10.00. - usłyszałem w słuchawce.
- Dobrze, przyjadę.
Dobrze, że nie dziś. Musiałem jakoś godzić obie moje Panie. Ale co będzie, jak obie zechcą mnie w tym samym czasie? Przecież nie poskarżę się Elce, że muszę się stawiać u Katarzyny. Z drugiej strony coś trzeba będzie powiedzieć. Za chwilę znowu zadzwonił telefon. Tym razem Ela.
- Cześć piesku. Wpadnij do mnie o siódmej. Jestem sama w chacie, zarezerwuj sobie całą noc na moje rozkazy, to na razie. Pa.
Zadzwoniłem do drzwi punktualnie.
- Wejdź, rozbierz się do naga i czekaj w dużym pokoju. Zaraz przyjdę.
Miała czarną mini, czarne pończoszki, seksowną bluzeczkę. Na nogach miała pantofelki na lekkim obcasie. Wszedłem do pokoju. Ona poszła do łazienki. Rozebrałem się i siadłem na kanapie.
- No dobra piesku, na kolana przede mną, daj ręce do tyłu.
Podeszła mnie od tyłu kiedy klęczałem. Założyła mi kajdanki na ręce, potem popchnęła mnie tak, że leżałem na brzuchu. Następnie zaczęła wiązać mi nogi bandażem, kiedy skończyła, zgięła je w kolanach i podwiązała do kajdanek na rękach. Byłem unieruchomiony.
- No ładnie, chyba wystarczy na razie.
Podeszła do mojej twarzy, zdjęła pantofelki i kazała się nimi zająć. Miałem je wylizać, żeby lśniły. Sama znowu wyszła do łazienki. Zacząłem lizać buciki, początkowo poczułem nawet delikatny zapach stópek. Za chwilę wróciła. Przyniosła tym razem pasek od spodni.
- Musisz się bardzo starać, bo inaczej będę musiała zrobić z tego użytek - powiedziała machając nade mną pasem. - Przed nami cała noc, piesku.
Byłem ciekawy czy jest zdolna do wychłostania mnie, w końcu nie miała doświadczenia. Usiadła na kanapie i patrzyła jak lizałem podeszwy jej pantofelków.
- Naprawdę to lubisz?
- Tak - odpowiedziałem, mówiąc przecież prawdę.
Kiedy buciki dokładnie już lśniły od mojej śliny, spojrzałem w górę na Elę. Wciąż przyglądała mi się.
- Teraz pewnie chciałbyś zająć się moimi stopkami, ale jeszcze nie teraz. Podejdź tu.
Podczołgałem się. Złapała mnie za włosy podciągając głowę pomiędzy swoje uda. Ścisnęła nogi razem i pierdnęła mi prosto w nos.
- Teraz wciągaj zapachy tylko nosem.
Na początku trochę się brzydziłem, ale później już jakoś poszło.
- Dobra, na podłogę! Mamy przecież całą noc. Nie prześpisz tej nocy, chyba wiesz o tym?
- Tak wiem - odpowiedziałem i pomyślałem: - Ciekawe co wymyśli, nie jest taka ostra.
Ela wstała i znowu wyszła do łazienki. Wcześniej zdjęte pończoszki leżały na podłodze, tuż obok bucików przy kanapie. Podczołgałem się do nich i zacząłem je wąchać. Pachniały zapachem stópek Eli.
- Wiesz, nosiłam je trzy dni - są trochę nieświeże. Ale widzę, że dla ciebie dobre.
Złapała mnie za głowę i kazała otworzyć usta. Wepchnęła mi je do ust. Później z szuflady w meblościance wyjęła sznurek i zrobiła z niego knebel, tak, że nie mogłem wypluć pończoszek.
- Teraz nie będziesz krzyczał - powiedziała znowu zostawiając mnie na podłodze.
Następnie kazała mi się położyć twarzą do góry. Zdjęła mini i majteczki. Poczułem jak mi nagle staje. Robiła to tuż nade mną. Majteczki spadły na moją twarz. Zdjęła je stopą i usiadła na mojej twarzy tak, że nos miałem tuż przy jej szparce. Jej włosy mnie łaskotały w nos. Nagle przycisnęła swą szparkę do mojego nosa, tak, że prawie nie mogłem oddychać. Zacząłem się wyrywać, ale nie miałem szans. Siedziała na mnie. Za chwilę zwolniła nacisk.
- Podoba ci się zapach mojej cipki?
- Tak, bardzo.
Rzeczywiście spodobał mi się. Mój mały stał już na baczność od kilku chwil. Marzyłem o tym, żeby językiem zrobić dobrze mojej Pani, ale nie mogłem przez ten knebel z jej pończoszek.
- Specjalnie dla ciebie nie będę się kąpać kilka dni, zapach powinien być lepszy.
Znowu dosunęła swą cipkę do mojego nosa. Brakowało mi powietrza. Tym razem dłużej tak mnie trzymała. Nie wyrywałem się już. Dopiero na końcu, myślałem, że mnie chce udusić.
Przesunęła się trochę, wciąż siedząc na mnie. Zdjęła mi knebel, pończoszki były mokre od mojej śliny.
- Ohyda, możesz sobie je zabrać do domu - rzekła wyjmując mi je z ust.
Następnie przysunęła cipkę tuż nad moje usta. Teraz nie przycisnęła swej cipki tak mocno. Spojrzała mi w oczy i kiwnęła głową znacząco. Domyśliłem się o co jej chodziło. Zacząłem lizać jej cipkę. Początkowo delikatnie, później coraz szybciej i głębiej. Chyba jej się to spodobało. Zaczęła falować lekko swoim ciałem. Odchyliła głowę lekko do tyłu i zaczęła stękać. Wkrótce przeżyła orgazm. Złapała mnie za włosy i zaczęła ciągnąć.
- Jeszcze, o tak właśnie tak piesku, głębiej.
Wsuwałem już cały język, głębiej nie mogłem. Trwało to jeszcze kilka minut. Język zaczął mnie już boleć. Wreszcie pociągnęła mnie znacząco za włosy do tyłu.
- Wystarczy.
Przestałem, a mój mały cały czas stał na baczność. Obróciła głowę i zauważyła to.
- Chciałbyś pewnie się zabawić, co?
- Oczywiście, że tak - pomyślałem.
Wstała, usiadła na kanapie. Zaczęła bawić się moim małym. Pocierała swoją seksowną stópką, czułem się jak w niebie. Teraz włożyła go pomiędzy dwie stópki i zaczęła go pocierać jednocześnie obiema stópkami.
- Tylko nie próbuj kończyć tej zabawy, bo pożałujesz - rzekła do mnie.
Nie wiedziałem, jak długo jeszcze wytrzymam. Byłem podniecony jak nigdy dotąd. Ela była piękną dziewczyną, zawsze o tym marzyłem. Teraz moje marzenia się spełniły. Leżałem związany u jej boskich stóp, bez szans na uwolnienie, a jednocześnie ona zajmowała się moim małym. Nagle poczułem, że zaraz eksploduję. Spojrzałem na Elę innym wzrokiem niż dotychczas.
- Jeśli to zrobisz, pożałujesz.
Nie mogło się inaczej skończyć. Dostałem gigantycznego orgazmu. Ela wciąż "ujeżdżała" go stopkami. W końcu jednak przestała. Całe stopy miała w mojej spermie. Na podłodze pod kanapą również się nazbierało. Było mi trochę głupio teraz.
- Powiedziałam ci, że pożałujesz. Teraz dokładnie wyliżesz wszystko a potem dostaniesz pasem.
Jakoś wygramoliłem się głową w stronę stópek Eli. Już czekały na wylizanie. Najpierw dokładnie wylizałem dokładnie jedną stópkę, potem drugą.
- A podłoga, piesku?
Na podłodze był dywan, na szczęście kończył się kawałek wcześniej przed kanapą. Został mi jeszcze do wylizania zatem parkiet. Wylizałem dokładnie, nawet nadłożyłem kilka centymetrów. Kiedy kończyłem Pani miała już w rękach pas. Ku mojemu zdziwieniu zaczęła mnie rozwiązywać. Bandaże były jednak bardzo mocno spętane, nie było ich szans rozwiązać.
- Sam nigdy byś się nie uwolnił, widzisz jaka jestem dla ciebie dobra?
Poszła do kuchni, z której wróciła z nożyczkami. Rozwiązała mi nogi, potem odpięła kajdanki.
- Teraz stań z drugiej strony!
Stanąłem jak kazała. Zaczęła mi wiązać nogi w kostkach innym bandażem. Później przełożyła go pod kanapą. Dalej założyła mi kajdanki na ręce z przodu i musiałem pochylić się, zginając się prawie w połowie twarzą w jeszcze ciepłe miejsce po pupie Eli. Bandażem spod kanapy połączyła kajdanki, tak, że byłem bez szans na uwolnienie. Przyciągnęła bandaż i kajdanki mocno i związała razem. Byłem teraz wypięty, idealnie na chłostę. Wzięła jeszcze swoje majteczki i teraz to z nich zrobiła mi knebel. Kiedy wkładała mi je do ust poczułem, jak znowu mi staje.
- Teraz dostaniesz. Nawet nie próbuj się odzywać, bo dostaniesz jeszcze więcej.
Zaczęła chłostać mnie pasem na goły wypięty tyłek. Uderzenia były właściwie delikatne.
- To masaż w porównaniu z Panią Katarzyną - pomyślałem.
Dalej było trochę gorzej, zaczęła chłostać coraz mocniej. Czekała chyba na mój pierwszy odgłos. Nie była już taka delikatna jak na początku. Udało mi się jednak milczeć jak kazała przez cały czas. Tyłek jednak mnie bolał. Chyba były na nim jeszcze ślady z poprzedniej chłosty.
- Bardzo dobrze, grzeczny z ciebie piesek. Nie mam już siły się bawić z tobą.
Związała mnie znów w pozycji jak poprzednio. Zdjęła knebel. Mogłem teraz lizać jej stopy, pozwoliła mi za to, że tak długo wytrzymałem. Kiedy zrobiło się późno, przyniosła dwie pary butów. Rzuciła je w moim kierunku.
- Teraz idę spać. Masz się zająć moimi butami - do rana mają być czyste. Tylko nie próbuj się uwolnić albo krzyczeć, bo naprawdę pożałujesz.
Poszła do swojego pokoju, nie zamykając drzwi. Zacząłem lizać pierwszy but. Jedna para - piękne czarne szpilki na wysokim obcasie. Druga to czarne śliczne pantofelki zapinane na paski. Kiedy skończyłem, zasnąłem, kładąc się twarzą na seksownych butach Eli...
Rano obudziłem się, kiedy miałem już na twarzy jej cudną stopę. Wylizałem jej dokładnie podeszwę stopy jak chciała.
- Pokaż mi jak się obciąga obcasy w moich butach - powiedziała śmiesznym głosem, chyba dobrze się bawiła.
Włożyłem obcas do ust i zacząłem ruszać głową w górę i w dół.
- Świetnie, a teraz wyliż dokładnie podeszwę.
Wczoraj miałem dokładnie wylizać te buty. Podeszwy jednak zostawiłem i zasnąłem. Chyba domyślała się tego. Musiałem to teraz zrobić dokładnie, bo przez cały czas obserwowała mnie. Miała białą koszulę sięgającą aż do ud. Kiedy spojrzałem na nią, poczułem jak mi sztywnieje. Byłem przecież nagi, widziała to.
- Chciałbyś, żebym cię ujeździła?
- Tak, marzę o tym, proszę zrób to.
Na szczęście nie żartowała. Kiedy podchodziła do mnie i siadała na mnie, mój mały był już w pełnej gotowości. Nadziała się szybko na mnie i zaczęła się cudowna jazda. Leżałem na plecach, a właściwie na skutych rękach. Czułem, jak powoli mi cierpły, ale to nic w porównaniu z tą cudowną jazdą. Jej ciałem wstrząsnął orgazm, kiedy i ja zacząłem odczuwać nadchodzącą eksplozję. Kochamy się przecież bez zabezpieczenia - nagle olśniło mnie. Ale było już za późno na myślenie. Przeżyłem kolejny orgazm "pod" Elą.
Wstała i poszła do łazienki wziąć prysznic, słyszałem wodę. Chyba naprawdę się jej podobam - przeszło mi przez myśl. A jeśli zajdzie w ciążę? O nie! To było przecież realnie możliwe, jeszcze bardziej niż u Dominy Katarzyny! Czyżby chciała mieć ze mną dziecko, może chce mnie na nie złapać. Większość koleżanek z osiedla już było matkami. Może i jej się zachciało. Kiedy wróciła , miała jeszcze wilgotne włosy i była w ręczniku. Rozwiązała mnie.
- Możesz się wykąpać, w łazience masz ręcznik.
Kiedy wróciłem, kazała mi się ubrać. Usiedliśmy przy stole w kuchni. Zrobiła nam herbatę.
- Może będziemy mieli dziecko, chciałbyś mój piesku?
A więc jednak o to jej chodziło, nie zabezpieczyła się! Zastrzeliła mnie w tym momencie.
- Będziesz się musiał ze mną ożenić, zamieszkamy razem. Będziesz mój przez cały czas, co ty na to? - powiedziała bardzo poważnie.
- Jeśli będziesz w ciąży to oczywiście, że tak - odpowiedziałem.
- Oczywiście, że tak, głuptasie. Jak mój ojciec się o tym dowie, będziesz musiał. Będziesz moim niewolnikiem do końca życia - teraz zaśmiała się trochę.
Właściwie chciałbym, żeby została moją żoną - była piękna, w moim wieku, lubiła dominować, była inteligentna. Moi rodzice ją znali, nawet im się podobała. Nic właściwie nie stało na przeszkodzie, oprócz dziecka. Po co mi teraz pieluchy?
- Chciałabyś wyjść za mnie? - zapytałem, byłem ciekawy co odpowie.
- Może. Wiem, że ty tak. Jeśli będę w ciąży, dziecko będzie potrzebowało ojca. Więc chyba będziesz musiał to zrobić.
To już wiedziałem, jesteśmy dla siebie stworzeni. To cudowne, nie muszę szukać już żadnych domin, miałbym zawsze swoją Panią obok siebie.
- Lepiej już idź zanim rodzice wrócą. Powiedziałam, że będzie u mnie nocowała koleżanka, a nie kolega. Zadzwoń do mnie w środku tygodnia.
Tak też zrobiłem. Wyszedłem z bloku o ósmej. Nagle przypomniałem sobie, że dziś jest przecież sobota, przecież mam być dziś o Katarzyny. Na śmierć o tym zapomniałem. Musiałem iść prosto na autobus, potem przesiąść się na inny i jeszcze kawałek przejść pieszo by zdążyć, po drodze zjadłem jeszcze hamburgera na dworcu.
Kiedy zadzwoniłem, od razu usłyszałem buczenie furtki. Spóźniłem się właściwie o 20 minut. Wszedłem do domku. Na dzień dobry dostałem otwartą dłonią w twarz od Pani Katarzyny.
- Spóźniłeś się, nie lubię tego niewolniku - zabrzmiało bardzo groźnie.
- Przepraszam Panią, ale takie było połączenia autobusami...
- Nie interesuje mnie to, miałeś być o 10 i spóźniłeś się. Czeka cię kara. Do piwnicy!
Zszedłem do znajomego mi pomieszczenia w piwnicy. Kazała mi się oczywiście zaraz rozbierać. Zostałem podwieszony jak tej pamiętnej nocy, ale nie tak wysoko na szczęście.
- Dostaniesz 15 batów. Jeśli wydasz jakiś głos - dwa razy tyle.
Wiedziałem, że warto wytrzymać te 15. Biła mocno, powstrzymałem się jakoś, udało się.
- Dobra niewolniku, teraz mam dla ciebie robotę, będziesz pracował dla swojej Pani, a Pani będzie dla ciebie dobra, jeśli nie będzie kara, jasne?
- Tak Pani, zrobię co każesz - odpowiedziałem i pomyślałem: - Ciekawe co wymyśliła...
Uwolniła mnie. Wyszliśmy z piwnicy, kazała mi założyć majtki, zdziwiłem się trochę. Założyła mi metalowe ciężkie koło na szyję zapinane na kłódkę, połączone łańcuchem z kajdankami, którymi skuła mi nogi. Znałem to już doskonale. Ręce miałem wolne.
- Popracujesz dziś dla Pani w garażu - rzuciła i pchnęła mnie w stronę ogrodu.
Z tarasu wychodziło się wprost na ogród, właściwie łączkę, wokoło był żywopłot, z jednej strony były chyba maliny, czy jakieś owocowe krzaki, wszystko było przykryte warstwą śniegu. Po drugiej stronie tuż obok żywopłotu była droga do garażu. Drzwi były zamknięte.
- Tu masz klucze do garażu - rzekła rzucając je w śnieg w kierunku garażu. - Masz skuć lód pod bramą, bo nie można ich otworzyć. Lepiej się pośpiesz, bo trochę dziś zimno.
Kilka dni wcześniej było ocieplenie i woda z rynny spływając teraz zamarzła. Trzeba było wykuć spory kawałek lodu, żeby swobodnie otworzyć bramę do garażu. Obok bramy leżała siekierka i łopata. Zaczęło mi być zimno. Byłem w samych gatkach na mrozie. Szybko zacząłem wykuwać lód, zbierając duże kawałki w jedno miejsce, jednak małe rozpryskiwały się na wszystkie strony, kiedy rąbałem lód trochę się rozgrzałem. W końcu po około kwadransie brama dała się lekko otworzyć. Skończyłem. W garażu stał niebieski Opel Vectra. Przymknąłem bramę i najszybciej jak mogłem w kajdankach na nogach podbiegłem do domu. Wszedłem przez drzwi z tarasu do środka, byłem przemarznięty. Pani usłyszała jak zamykam drzwi.
- Nareszcie. Ile mam czekać?
- Przepraszam Panią, szybciej nie mogłem - odpowiedziałem.
- Nie pyskuj mi tu niewolniku, na kolana i milcz! - zdenerwowała się.
Spojrzała w stronę garażu przez szklane drzwi.
- Czy kazałam ci otwierać bramę od garażu? Kazałam ci tylko skuć lód! Miałeś robić tylko to, co ci każę!
- Ale jak musiałem sprawdzić czy się otwiera? - próbowałem się bronić, przecież sama mi rzuciła klucze, ale wiedziałem, że i tak zawsze postawi na swoim.
- Nie pyskuj szmato! Oj, wkurzyłeś mnie teraz, zostaniesz srogo dziś ukarany.
Była dziś chyba w złym humorze. Cokolwiek bym zrobił i tak by był powód, żeby mnie ukarać. Patrzyła na mnie srogim wzrokiem.
- Zamknij bramę i przynieś klucze - wydała mi rozkaz.
Poszedłem szybko i zrobiłem jak kazała. Kiedy wróciłem, oddałem jej klucze i padłem przed nią na kolana. Pani znów podeszła do drzwi i spojrzała w stronę garażu. Wróciła i spojrzała na mnie tym upadlającym mnie wzrokiem. Wiedziałem, że coś nie tak.
- Dlaczego nie pozbierałeś wszystkich kawałków lodu na jedno miejsce, tylko te największe? - spytała łagodniejszym już głosem.
Przecież to bez sensu, po co miałem to robić? Bramę i tak szło otworzyć bez żadnego problemu, próbowała mnie upodlić.
- Przepraszam Panią, zaraz je pozbieram.
- Nie musisz, chcę tylko żebyś wiedział, że jesteś niczym. Jeśli zechcę to będziesz musiał zeżreć cały ten lód, rozumiesz?
- Tak Pani, rozumiem.
- Mam nadzieję.
Skuła mi ręce z tyłu i kazała iść za sobą do kuchni. Było tam cieplutko. Oczywiście musiałem poruszać się na kolanach za Panią. Gotowała chyba coś, bo ładnie pachniało. Zostałem na kolanach w drzwiach kuchni. Pani rzuciła coś na podłogę, to był kawałek mięsa - dokładniej żeberka - jednak sporo przypalone i twarde na węgiel.
- Zjedz sobie, żeby mi zostały tylko wylizane kostki!
Mięso było twarde. Pani w tym czasie zjadła obiad, nawet nie wiem co jadła, byłem zajęty swoim jedzeniem. Kiedy skończyłem, kostki były dokładnie obgryzione. Klęknąłem przed Panią. Miałem całe usta tłuste. Pani spojrzała na mnie.
- Kostki wrzuć do kosza i żeby mi nie zostało śladu na podłodze!
Zrobiłem jak kazała, oczywiście ustami. Później dokładnie wylizałem podłogę tak, że został tam tylko ślad mojej śliny. Pani też skończyła już jeść.
- Pozmywasz wszystko i pojedziemy na zakupy - powiedziała zdejmując mi kajdanki z rąk.
Cały czas miałem tę obrożę połączoną z kajdankami na nogach. Sama poszła oglądać telewizję. Szybko pomyłem naczynia. Kiedy skończyłem, na kolanach podszedłem do kanapy mojej Pani.
- Ubieraj się teraz - rzekła i uwolniła mnie całkowicie.
Poszedłem (na kolanach oczywiście, pamiętając jej słowa sprzed tygodnia) do piwnicy, gdzie było moje ubranie. Kiedy wychodziłem z piwnicy, Pani już czekała na mnie - była gotowa. Dostałem klucze, otworzyłem bramę garażową i pojechaliśmy. Kazała mi siąść na przednim siedzeniu. Jechaliśmy jakieś 20 min. do najbliższego supermarketu. Kiedy zaparkowała, spojrzała na mnie.
- Teraz idź po wózek. Masz trzymać się tuż za mną i robić co Ci każę. Pamiętaj kim jesteś.
Weszliśmy na halę. Szedłem tuż za nią, pchając wózek. Pani wkładała do niego jedzenie. Nagle pewnej kobiecie obok upadł na podłogę z półki karton mleka. Pani spojrzała na karton na podłodze, następnie na mnie.
- Pomóż tej Pani niewolniku. Nie widzisz, że spadło jej mleko? - rzuciła głośno w moją stronę.
Tamta spojrzała na Panią Katarzynę, później na mnie. Czułem jak się czerwienię. Było mi strasznie wstyd. Kobieta wciąż patrzyła na mnie jakby chciała powiedzieć: no dalej podnieś mleko. Zrobiłem to szybko, wkładając jej pojemnik na mleko do wózka.


Lut 14, 2014
Pancho

Zbliżał się długo oczekiwany wypoczynek więc poprosiłem żonę by kupiła sobie jakiś strój. Ja przebrany za policjanta - tylko takie są nie śmieszne męskie stroje - uchyliłem drzwi do sypialni gdzie ujrzałem pokojówkę zaglądającą do szuflady. Jako stróż prawa wszedłem do pokoju złapałem ją za nadgarstki i za plecami skułem jej ręce. Wylegitymowałem się jako Clint Eastwood i rzuciłem ją na łóżko. Gdy upadała zza bluzki wysunęła się jej okrągłą lewa pierś, która od tej pory nie pozwalała mi się skupić. Podciągając ją do oparcia moje dłonie powędrowały pod fartuszek gdzie kryła się pozbawiona majtek wygolona szparka. Gdy wstawałem szepnąłem jej do ucha, że jak posądzi mnie o molestowanie to każe ją zgwałcić w celi. Siedząc na przeciwko niej by rozpocząć przesłuchanie mój wzrok wędrował na wypływającą pierś i miejsce pomiędzy udami. Musiałem się skupić. Pomyślałem, że korzystając z okazji w jakiej się znalazłem wyciągnę od niej kilka pikantnych szczegółów.  
Aby można było kontynuować przesłuchanie musiałem ustalić tożsamość tego seksownego rabusia. Nazywała się Dominika Kruk i była gosposią u właścicieli willi. Spytałem co robiła w pokoju. Grzecznie odpowiedziała, że szukała środka nawilżającego do ust. Musiała go znaleźć bo jej okrągłe i lekko rozchylone usta były tak wilgotne jak po namiętnym pocałunku. W interesie gospodarzy było dowiedzieć się czy robiła coś jeszcze oprócz grzebania w szufladach. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedziała, że i owszem - leżała w łóżku. Patrząc na jej zaczerwieniony dzwoneczek nie musiałem dalej drążyć. Poczułem tylko jak wypełniają się moje luźne, materiałowe, policyjne spodnie. Była tak piękna i nie do końca wystudzona, że musiałem kontynuować temat.  
- O kim Pani Dominika myślałaś doprowadzając się do szczytu podniecenia?  
Jakież było u mnie uderzenie podniecenia gdy usłyszałem, że zabawiała się z sąsiadką. Opisała ją jako drobną brunetkę o zaokrąglonych kształtach z wymalowanymi na czerwono ustami i ostrym, czarnym makijażem. Była jej suczką. Gdy opowiadała mi o krągłościach Swej seksualnej partnerki zauważyłem, że na jej twarzy wystąpił rumieniec. Musiałem kontynuować przesłuchanie. - Czy to było Twoje pierwsze marzenie o współżyciu z dziewczyną?  
Nie, odpowiedziała Dominika - ale nigdy wcześniej nie sprawiło mi to takiej radości. Opowiedziała mi o delikatnych pieszczotach jakimi obdarowała ją sąsiadka jak pochylała się nad nią by całowała jej stojące sutki, jak lizała jej cipkę wkładając jednocześnie środkowy palec do środka. Ale tym razem to Dominika przejęła inicjatywę. Wstała z pleców odciągając jej usta od Swojej cipki i rzuciła tą niebieskooką zdziwioną dziewczynę na łóżko. Wbiła się od razu Swoimi ustami w jej szparkę ssąc i oblizując jej mokrą łechtaczkę niczym wisienkę na torcie. Jej język szalał po zewnętrznych częściach warg ale i wsuwał się do środka drażniąc dzwoneczek od dołu. Gdy sięgała bo Swój różowy wibrator by wsadzić go w wilgotną dziurkę przyszedł szczyt. Był mocniejszy niż wszystkie dotychczas. Nawet zaczęła się zastanawiać czy nie jest lesbijką. Patrzyła na me krocze. Wiedziałem, że nie jest. - A czy w Twoich fantazjach znalazło by się miejsce dla mężczyzny? - Nabrała więcej powietrza uśmiechnęła się do mnie i próbowała uwolnić się z kajdanków spinających jej ręce za plecami.  
- Czułem, że mną manipuluje, że używa Swoich wdzięków by uniknąć kary. Musiałem przejąć inicjatywę. - Czy wiesz, że za przestępstwo na którym Cię przyłapałem grodzi grzywna w wys 5000zł lub kara więzienia?  
- Jęknęła jedynie dając do zrozumienia, że chciała by załatwić tą sprawę w jakiś inny sposób. Miałem ją w garści. Podszedłem do niej i rozkułem jej kajdanki pozwalając na rozluźnienie rąk. Skułem je z przodu.  
Kara 5 tys. złoty to duża kwota, ale myślę, że możemy wybrnąć z tego w inny sposób. Czy puszczałaś się kiedyś za pieniądze? - Jej wzrok był wbity we mnie jak by nie wiedziała o czym ja mówię. Chodzi mi o to, że mogę anulować karę ale będziesz musiała na dziś zostać moją dziwką. Na początku próbowała się obrazić że nazwałem ją dziwką ale wyobraźnia podpowiadała jej, że oprócz ominięcia kary ten wieczór może być bardzo interesujący. Zaznaczam - powiedziałem - że za 5tyś będziesz musiała spełnić wszystkie moje zachcianki!!! Kiwnęła tylko głową. By mieć pewność, że będzie mi posłuszna zahaczyłem kajdanki o belkę łóżka i dobrałem się do jej cipki. Już po trzech ruchach językiem soki spływały jej w okolice odbytu. Jej wilgotna szparka była gotowa na przyjęcie mego spragnionego członka. Ale to jeszcze nie pora. Złapałem ją za nogi i podciągnąłem jej kolana do stojących sutków.Teraz miałem ją całą. Zatopiłem się w szparkę przesuwając językiem z góry na dół, aż natrafiłem na brązową dziurkę. Jęknęła i szybkim ruchem bioder próbowała odciągnąć mój język od jej dupki, ale ona dzisiaj była moja. Wbiłem się w nią niczym kobra w swą ofiarę, a język zagłębiał się coraz dalej w odbycie dając mi niesamowite wrażenia. Pokochałem je. Byłem podniecony. Już wiedziałem że zerżnę ją dzisiaj w jej wspaniałą dupę. Najpierw wślizgnął się tam palec a później sięgnąłem do szuflady i w nawilżoną dupkę wsadziłem korek. Stęknęła. Było jej dobrze, ale nie wiedziała jak na to zareagować. Jakiś facet dobiera się do jej odbytu!!! Na szczęście była ekskluzywną dziwką. Mogła sobie na to pozwolić.  
  Rozchyliłem jej uda i wszedłem mocno w jej cipkę nie napotkawszy żadnego oporu. Jęknęła i zza zaciśniętych zębów usłyszałem - Rżnij mnie!!! Moje ruchy były powolne, ale silne. Z każdym ruchem poczułem jak jej biodra unoszą się do góry by zapewnić jak najgłębszą penetrację. Penetracja anala małym dildo okazała się strzałem w dziesiątkę. Jej oczy odpływały z rozkoszy. Zdjąłem jej kajdanki i przekręciłem na kolana. Wszedłem w nią od tyłu. Powiedziała, że uwielbia się rżnąć na pieska i nabiła się na mojego sztywnego ptaka. Gdy wchodziłem w nią od tyłu mogłem obserwować odbyt zatkany różowym korkiem zakończonym włosami niczym koński ogon za który złapałem wprowadzając go w ruch. Zawyła głośnym Uuhhh!!! Gdy poczułem, że niedługo wystrzelę musiałem zmienić pozycję. Położyłem się na plecach, a Domina niczym jeździec usiadła na na mnie okrakiem. I wtedy stało się coś czego nie przewidziałem. Sięgnęła po kajdanki i przykuła mnie do łóżka. Byłem jej niewolnikiem. Od razu zeskoczyła ze mnie i patrząc mi w oczy dała mi do zrozumienia to to Ona teraz rządzi. Dostałem w twarz. Zbliżyła się do mojej głowy i jak dojrzała suka usiadła na mojej twarzy i kazała lizać Swoją cipkę. Byłem przeszczęśliwy. Jej soki spływały mi po twarzy niczym bita śmietana. Odwróciła się do mnie tyłem i przykładając swoje okrągłe pośladki do mojego nosa za "ogon" wyciągnęła korek i  kazała się lizać po brązowej dziurce. Wpijałem się w nią tak głęboko jak tylko mogłem. W pewnym momencie poczułem jej dłoń na tyle mej głowy i docisnęła mą twarz do swojej dupki. Nie mogłem oddychać. Kiedy nachyliła się do przodu poczułem jak ten korek zagłębia się w mój odbyt. Nie wiedziałem jak zareagować. Robiła mi loda i poruszała obiektem w mojej dupie w górę i w dół. Myślałem że zwariuje. Przeniosła się pomiędzy moje nogi i zaczęła ssać mojego fiuta. Wkładała język w mój malutki otworek ssała moje jajka, pluła na niego. Była taka jaką chciałem. Była dziwką za 5000zł. Moja żona musiała zmienić tożsamość, aby wyszła z niej sex maszyna!!! Puściły jej opory. Byłem w siódmym niebie. Nie ukrywam, że i mnie strój policjanta się przydał. Kiedy czuła że to już koniec zrobiła coś czym dopełniła Swojego zepsucia. Spuściłem się jej na twarz. Ze spermą na ustach powiedziała, że jak ona może to połykać to i ja powinienem tego spróbować. Zaczęliśmy się całować. TO był ten moment w którym wiedziałem, że w zależności jak ja ją będę rżnął ona zerżnie mnie tak samo. Jesteśmy w końcu parą. Kochałem ją. Kochałem tą dziwkę. A to dopiero początek. Po kąpieli wiedziałem, ze to jeszcze nie koniec. Wiedziałem, że wyrucham ją jeszcze w jej zajebistą, okrągłą dupę. A Ona.........?


Lut 12, 2014
Sofia

Publiczne upokorzenie

 

 

Cześć, mam na imię Ania, jestem suczką Pani Patrycji, chciałam Wam opowiedzieć o moim największym publicznym upokorzeniu.
                Zaczęło się to tak, że miała to być kara za moją niesubordynację do butów mojej Pani, otóż nie równo je ustawiała, praktycznie zawsze tak robiłam, dlatego pewnego dnia moja najukochańsza, najśliczniejsza i najmądrzejsza Pani powiedziała, że musi to zakończyć, dlatego postanowiła mnie upokorzyć przed całym miastem.
                Kiedy miałyśmy wychodzić na miasto pozwoliła mi się ubrać, pierwszy raz od paru lat, założyłam na siebie czarny żakiet, spódniczkę i rajstopy. W aucie moja Pani przykuła mnie do tylnego siedzenia.
Jechaliśmy chyba godzinę zanim dojechaliśmy do miasta, mieszkamy na małej wsi, współczuje mojej Pani, że musi tak daleko jeździć do pracy, kiedy dotarliśmy na miejsce odpięła mnie, złapała za włosy i weszliśmy do jakiegoś jakby parku.
Było tam pełno ludzi, moja Pani zajęła miejsce na ławeczce, a mnie kazała klęknąć przed nią i błagać o pozwolenie na lizanie jej stóp. Miała na sobie prawie to samo co ja, tylko zamiast spódniczki, krótkie spodenki. Po minucie błagania i skomlenia czułam się już wystarczająco podle. Dzieciaki, które nagrywały mnie swoimi telefonami, czułam taki wstyd, dopiero po 3 minutach błagania Pani pozwoliła mi lizać swoje stópki, zdjęłam powoli jej bucik i zaczęłam lizać paluszki, potem całą stopkę. Ludzie się ze mnie śmiali, czułam takie upokorzenie, jakiego w życiu nie czułam.
                Po 5 minutach lizania, moja Pani chwyciła mnie za włosy, po czym poszła pod drzewo, oparła mnie o nie i zdjęła moją spódniczkę, zerwała rajstopy i zsunęła troszkę majtki. Wszyscy ludzie zebrali się naokoło i zaczynali nagrywać filmy kamerami, telefonami, czułam takie upokorzenie. Następnie wyjęła ze swojej kieszeni wibrator i włożyła mi go w cipke, dawno tam nic nie miałam, czułam takie podniecenie, po włożeniu poprosiłam, aby wyjęła – odmówiła, założyła mi nową parę rajstop, a moje majtki kazała włożyć mi do ust, następnie miałam wracać sama do domu na piechotę, w takim stroju w jakim teraz jestem, z włączonym wibratorem.
                Pani poszła do samochodu i odjechała, koszmar miał się dopiero zacząć. Po chwili otoczyła mnie grupka dresów, którzy od razu zainteresowali się moim wyglądem, zaczęli się ze mnie nabijać, wyzywać od dziwki i niewolnicy, chociaż zawsze tak mówiła o mnie moja Pani, ale nie czułam tego samego. Złapali mnie za włosy i zaciągnęli w głąb parku, gdzie nie było w ogóle osób, następnie zdjęli, ale kiedy się opierałam, jeden z nich wyjął nóż i wskazał na penisa, bez zastanowienia wzięłam się do lizania. „
                Po 10 minutach obrabiania pały wszystkim z nich, jeden rzucił pomysł, aby wyruchać mnie w anal, nie znosiłam tego, zawsze jak Pani robiła mi lewatywę, lub wkładała tam coś innego, po prostu nienawidziłam tego uczucia.
                Położyli mnie na ziemi, zdjęli ostrożnie rajstopy, a majtki znów włożyli do ust, zasłonili mi chustą oczy i zaczęli jebać. Piszczałam i płakałam, nie widziałam końca, czasem nawet wkładali podwójnie, w końcu dostałam czymś w głowę i chyba straciłam przytomność.

                Nic więcej nie pamiętam, obudziłam się drugiego dnia na moim posłaniu w moim domu, obok mojej miski leżały rajstopy z karteczką „Wejdziemy jeszcze w Ciebie”


Lut 4, 2014
natasza1967

Strzępy pamiętnika cz. 19

Aleks jakoś pozbierał się po śmierci Ewy. Jeden, jedyny raz, w czasie pierwszej wizyty na cmentarzu, poryczał się jak bóbr... Potem wziął się w garść i zaczął zgrywać twardego faceta. Gorzej poszło mnie – Alce. Ja po prostu na dłuższy czas zniknęłam.
Aleks zdał maturę i wyjechał na studia do Warszawy. Wsiąkł w nowe towarzystwo, zaczął ostro konspirować, znalazł sobie pracę, nie kolidującą nadmiernie z nauką... Dzięki wysokiemu stypendium naukowemu i dodatkowym dochodom stać go było nie tylko na wino i książki w dowolnej ilości – po pewnym czasie, ku zazdrości kolegów, kupił sobie własny samochód. Duży Fiat w kolorze zwanym wtedy „yellow bahama” (czyli inaczej: „jasnosraczkowatym”) był co prawda niemal pełnoletni i mocno przerdzewiały, ale w tamtych latach i tak robił za prestiżową limuzynę klasy średniej...
Przebieranki niespecjalnie wtedy zaprzątały Aleksa. Jakoś uważał je za niegodne rewolucjonisty, czynnie zwalczającego komunę. Jedyne, na co sobie czasem pozwalał, to rajstopy pod spodnie zimą – a także pod szlafrok, gdy zostawał sam w akademiku. Rzadko to zresztą stosował, bo w pokoju miał magazyn antysocjalistycznej „bibuły”... Ależ ubaw miałaby ubecja, gdyby nakryła tę hurtownię razem z jej zawiadowcą, przyodzianym akurat w szlafroczek i w rajstopki! Z tego samego powodu, wychodząc „na akcję” – czyli na manifestacje lub z transportem wydawnictw – Aleks dzielnie marzł, ale ulubionych gaci nie zakładał.
Co prawda wciąż nosił długie włosy, ale już na pierwszym roku zapuścił coś na kształt brody, manifestując w ten sposób – sam przed sobą – zerwanie ze swym nietypowym hobby. Wyglądał teraz mniej-więcej jak młody Che Guevara, co okazało się być całkiem adekwatną stylizacją dla studenta, opozycjonisty, pacyfisty i poety w jednej osobie. W każdym razie tak zdawały się to oceniać liczne panienki, kręcące się wokół.
Aż komuna wzięła i padła pod własnym ciężarem... 1989 rok. Noc z 3 na 4 czerwca. Jutro wybory. Plakaty rozlepione, ulotki rozrzucone. Co jeszcze można było zrobić? Oczywiście, imprezkę. Jakieś mieszkanie w starej kamienicy. Kilkanaście osób płci obojga: studenci, asystenci z uniwerku, młodzi robotnicy. Wszyscy już lekko zawiani... Część po prostu piła i słuchała muzyki, ktoś się obcałowywał po kątach, większość dyskutowała o polityce.
Przez znaczną część tej nocy Aleks zawzięcie kłócił się w kuchni z Piotrkiem, szefem uniwersyteckiej struktury NZS – nieco pyzatym, wysokim blondynem. Obaj z kieliszkami i papierosami w dłoniach. Włos zwichrzony, błyszczące oczy... Wiedzieli, że w ich obecności – i przy ich niebagatelnym udziale – dzieje się Historia. Takie rzeczy się potem pamięta.
–Bo ja ci, kurza melodia, mówię... Oni tak łatwo nie odpuszczą. Nie wierzę. To byłoby zbyt piękne. Jutro będzie strzał w plecy, zobaczysz! – mówił Aleks, sztywnym palcem wskazującym dźgając swego oponenta w pierś. –Pierdzielisz... Gdyby chcieli nas rozwalić, mieli już okazję. Oni chcą się podzielić, nie tyle może władzą, co odpowiedzialnością za ten burdel, którego narobili – Piotr patrzył w noc, w kierunku dalekiej iglicy Pałacu Kultury, jakby oczekiwał stamtąd sygnału potwierdzającego jego koncepcję – Ja swoje wiem, zrozum, oni nie są tacy znowu durni, wiedzą, gdzie leżą te wszystkie kurewskie konfitury i tam nas nie wpuszczą... Ale one wcale nie są w Sejmie... Ech, dobrać się im do tych tłustych tyłków tam, gdzie naprawdę zaboli, to byłby numer...
Wtedy Aleks nie wiedział, o czym mówi Piotr. I do głowy mu nie przyszło, że jego kolega – ówczesny, niezwykle ideowy działacz podziemia – kiedyś odniesie spore sukcesy na niwie dobierania się do konfitur, skrzętnie zachomikowanych przez upadającą władzę PRL. A póki co, kłócili się do upadłego. Potem się założyli. Wyjątkowo nie o flaszkę – ktoś z boku podsunął im inny, bardziej oryginalny pomysł. Stanęło na tym, że jeśli komuna wybory unieważni i przewróci okrągły stół – to Piotr zapuści brodę. A jeśli nie – to Aleks się ogoli.
Generałowie Jaruzelski i Kiszczak, zapewne w porozumieniu z niejakim Michaiłem Siergiejewiczem Gorbaczowem (czy młodzież jeszcze pamięta, kto to taki?) załatwili Aleksa na cacy. Dotrzymali uzgodnień.
Aleks długo się opierał, ale gdy Tadeusz Mazowiecki pokazał w Sejmie literę V i wreszcie wzruszająco zasłabł w trakcie wygłaszania expose, mój drogi Animator musiał skapitulować i sięgnąć po maszynkę do golenia. Trudno było mu dalej twierdzić, że ta odwilż jest tymczasowa. Tego popołudnia, wkrótce po zaprzysiężeniu rządu, Aleks po raz pierwszy od paru lat pokazał światu buźkę gładką jak pupcia niemowlaka.
W ten symboliczny sposób zamknął rewolucyjno-martyrologiczny etap swego żywota. A ja, czyli niejaka Aleczka, przyczajona cichutko w kącie, tylko na to czekałam.
Ale wciąż nie było mi łatwo. Pierwszy krok został zrobiony, niestety z kolejnymi wcale się Aleksowi nie spieszyło. Rzucił się głową naprzód w wir nowych wydarzeń politycznych. Jeszcze z rozpędu coś gdzieś knuł i konspirował (!), chyba dlatego, że w głębi duszy nie dowierzał słynnemu anonsowi o końcu komunizmu, wygłoszonemu na antenie przez pewną sympatyczną aktorkę. Równocześnie awansował w pracy. Tacy jak on, młodzi, otwarci, znający języki i właściwych ludzi – mieli teraz swoje pięć minut. W dodatku zaczęło się zakładanie jakiejś partii, pisanie jej programu i inne takie zabawy, idiotyczne z mojego (Aleczkowego) punktu widzenia.
Byłam w kropce. Na przebieranki to on rzeczywiście nie miał teraz czasu... Ba, przecież przy tym wszystkim wciąż studiował! I niech ktoś powie, że doba ma zawsze tylko 24 godziny! Doba Aleksa „na oko” miała ze 36... Średnio.
Z odsieczą przyszły mi – jakżeby inaczej – nieocenione, „genetyczne” dziewczyny.
Konkretnie dwie: Agata i Agnieszka. Kumpele Aleksa z roku, absolutne wariatki, miłośniczki alternatywnego kina, literatury iberoamerykańskiej, muzyki country i wytrawnego wermutu. Żeby było zabawniej, Agata miała wtedy status byłej partnerki Aleksa (okolice trzeciego semestru, epizod), zaś Agnieszka – o czym jeszcze nie wiedziała – miała stać się jego przyszłą dziewczyną (semestr siódmy i ósmy, nooo... bynajmniej nie epizod!).
Najpierw w jakiejś knajpce Agniecha, od niechcenia bawiąc się kudłami Aleksa, rzuciła znad kieliszka wina (zapewne Martini Dry, rzecz jasna):
–Wiesz, z tymi włosami i ładną buzią, to ty mógłbyś być całkiem niezłą laseczką...
Moje – Aleczkowe – serduszko zapikało mocniej. Ale na razie nic więcej nie nastąpiło. Skubany Aleks nie raczył nawet zareagować na tak fantastyczną prowokację! O interesujący ciąg dalszy zadbała Agata.
Minął jednak rok – z mojego punktu widzenia całkowicie stracony. Aleks w międzyczasie utworzył z Agnieszką parę. A pewnego poranka Agata ogłosiła, że wychodzi za mąż. I oczywiście zaprosiła Agniechę na wieczór panieński. Aleks natomiast – jako jeden z nielicznych w ich paczce posiadaczy samochodów – został zagoniony do pomocy w przygotowaniach. Woził dziewczyny po zakupy, potem miał dostarczyć imprezowiczki do Agaty i rozwieźć je po domach...
–A może zostaniesz? – zaproponowała mu nagle Agatka. –No, coś ty? Na babskim party!? – szczerze zdumiał się Aleks. –A pewnie... W końcu, jesteś dla mnie od paru lat jak koleżanka, i to, że tak powiem, dość bliska – zachichotała panna młoda – Tylko nie mów, że się boisz... –A niby czego? Hmmm, no... w końcu to ostatnia okazja, żeby zatańczyć z tobą jako z panienką – zaśmiał się Aleks – Tylko jak zostanę, to przecież nie o suchym pysku. Kto rozwiezie baby? –No, to zostajesz. Dziewczyny mogą wracać taksówkami.
Więc został. Nawet nie zdziwił się, kiedy usłyszał dodatkowy warunek.
–Tylko... Aleks... Jedna sprawa. To jest dziewczyńska impreza! Rozumiesz? Tradycja! Nie możesz przecież być w spodniach!
Agata i Agniecha potem przyznały się, że już wcześniej wszystko uknuły. Aleks oczywiście przypomniał sobie rozmowę z Agnieszką w kawiarni – i jakoś nie był zaskoczony. Westchnął i roześmiał się.
–Dla ciebie wszystko, Agatko.
Zauważył, że Agata odetchnęła z ulgą i rozluźniła się. Ale jeszcze nie dowierzała.
–Naprawdę dasz się przebrać za dziewczynę? –Jasne... A niby czemu nie? No, chyba mi nic od tego nie ubędzie, a zabawa może być niezła...
Reszta babskiego towarzystwa na propozycję przebrania Aleksa i pozostawienia go na imprezie (w charakterze panienki) zareagowała entuzjastycznym piskiem. Agnieszka i Agata okazały się przewidujące. Wszystko było gotowe. Nawet buty w odpowiednim rozmiarze zupełnie przypadkiem skądś znalazły się w szafie.
Po kwadransie Aleks miał na sobie krótką, czarną sukienkę, obcisłą u góry i rozkloszowaną u dołu. Rajstopy, pantofle na wysokim obcasie, jakaś dyskretna biżuteria... Agnieszka umalowała go, a któraś z dziewczyn upięła mu włosy w rodzaj koku.
Potem został zmuszony do publicznej prezentacji. Cały babiniec miał niezły ubaw, a jemu to bynajmniej nie przeszkadzało. Z zadowoleniem wysłuchał komplementów na temat swej damskiej urody.
Wróciłam. Alka wkraczała do akcji...
Oczywiście, kazałam dziewczynom zwracać się do mnie w rodzaju żeńskim.
–Jak wieczór panieński, to na maksa... Żadnych kompromisów! – zachichotałam. –Nie mów hop... Nie wiesz, co planujemy – zastrzegła Agata. –Hmmm, niby co? –Na dwunastą zamówiłam zespół męskich striptizerów...
Pierwszy raz wtedy o czymś takim słyszałam, ale nie dałam się zbić z tropu.
–A co to, myślisz, że ja gołego faceta nie widziałam!? – jako Aleczka zatrzepotałam rzęsami i odęłam usteczka. –Tu nie chodzi tylko o oglądanie – wtrąciła się któraś z dziewczyn – Oni mają nas wszystkie potem przelecieć!
To był na szczęście tylko blef.
–Aleks... To znaczy, Alka – poprawiła się Agata – Zrobisz dla mnie wszystko, prawda? –No... –Zrobisz, zrobisz, mnie się dzisiaj nie odmawia. Bo wiesz, to jeszcze nie koniec planu...
Po chwili dostałam biały fartuszek, obszyty koronką – i takiż czepek. Zostałam kelnerką. W tym stroju musiałam obsłużyć koleżanki, zasiadające do stołu... Radość dziewuch sięgnęła zenitu. A ja... Cóż. Nie ukrywam – nawet mi się to spodobało.
Potem z obowiązków kelnerskich zostałam zwolniona, ale fartuszka nie zdjęłam aż do rana. Imprezka była wyjątkowo udana. Tańce, hulanki, swawole. Babskie ploty. Dziewczyny, na początku nieco spięte, już po północy zapomniały, z kim mają do czynienia i traktowały mnie zupełnie normalnie – ot, jak nową koleżankę.
O świcie, pijane i radosne, poszłyśmy całą bandą na spacer nad Wisłę. Potem – wciąż w sukience – odprowadziłam Agnieszkę pod jej akademik. Dopiero, gdy ją pożegnałam, poczułam upiorny ból stóp. Urok szpilek. Nawet nie były bardzo wysokie, niemniej jednak... A musiałam przecież jeszcze dotrzeć do mieszkania Agaty, gdzie zostały męskie ciuchy Aleksa i samochód. Trudno. Trzeba było sobie radzić.
– Agniecha... Pożycz mi na taksówkę, bo już chyba nie dam rady wrócić do Agaty na piechotę... Zachichotała. –Tak pojedziesz? –A co? Zresztą, nie za bardzo widzę inne wyjście...
Taksówkarz był niestety trzeźwy, wyspany i przytomny, więc nie miał ani przez moment wątpliwości co do mojej płci. Zwłaszcza, że na policzkach pewnie pojawił mi się już cień zarostu.
–Oj, panie, nie moja sprawa... Ale co to za przyjemność tak w kiecce po mieście latać? –Przyjemność? Żadna przyjemność! – skłamał gładko Aleks – Praca, jak każda inna...
Facet popatrzył z lekko rozwartą paszczęką i zamilkł.
Ale Aleczka nie zamilkła. No, rozochociłam się tym numerkiem po prostu – i chciałam jeszcze. Aleks próbował się opierać, ale wiedział, że jest na przegranej pozycji. Póki miałam sojuszniczkę w Agnieszce...
W dwa dni później, będąc z Aleksem sam na sam, Agniecha niespodziewanie wyciągnęła z szafy kwiecistą spódniczkę.
– Przymierz...
Chłopak westchnął i zapalił papierosa.
–Nie! – powiedział ku własnemu zdumieniu.
Zaskoczył mnie i siebie. Agnieszkę chyba też... Więcej nie spróbowała, ale też Aleks nie dał jej szans.
Wiedział, jak to się może skończyć. Znał mnie – Aleczkę – już zbyt dobrze. Rozumiał, że jeśli pozwoli mi rozwinąć skrzydła, szlag trafi jego dobrze zapowiadającą się karierę polityczno-zawodową.
I postawił wszystko na jedną kartę. Uznał, że nigdy więcej nie może być z kobietą, która pozwoli mu się przebierać. Ba, więcej – która będzie go do tego namawiać.
Następnego dnia ściął długie włosy. A potem po raz pierwszy umówił się z pewną Nataszą. Dlaczego akurat z nią? W gruncie rzeczy nie wiedział.
Wiedział jedynie, że musi szybko zerwać z Agnieszką. I że nie może jej powiedzieć, dlaczego to robi. Biedna Natasza nawinęła się jako świetny pretekst. Była wystarczająco ładna i zgrabna, żeby nikt nie zadawał dodatkowych pytań.
Agnieszka też nie zadawała. Dała Aleksowi w pysk i rozpłakała się. A potem oboje obronili prace magisterskie i stracili się z oczu.
Aleks rozpędzał się z karierą zawodową. Kolekcjonował stanowiska i zmieniał firmy. Dynamicznie wzrastająca branża, nowi ludzie, nowe wyzwania... Rynek kwitł. Młodzi ludzie w biegu uczyli się zawodu. Jedni lepiej, inni gorzej. Za to prawie wszyscy płacili za tempo życia wrzodami żołądka, wzrastającą skłonnością do alkoholu i nieistniejącym życiem rodzinnym.
W tym okresie parę razy posłużyłam Aleksowi jako odskocznia od owego upiornego wyścigu. „Sukienka odpoczynkiem wojownika” – to wtedy ukułam sobie to powiedzonko. Zamiast pić z kumplami, Aleks zrywał się z służbowej imprezy do wynajętej kawalerki... I po chwili przed lustrem stałam ja. Wysoka, szczupła dziewczyna w krótkiej sukience, w rudej peruce, na szpilkach...
Malowałam się, starannie studiowałam szczegóły swojego odbicia – i cieszyłam się tym widokiem. Potem, z nieodłącznym papierosem i z książką, zasiadałam w fotelu. Oglądałam telewizję. Czasem tańczyłam samotnie przy kasetowym magnetofonie.
Parę razy wyszłam nawet na spacer. Rzadko. Aleks za bardzo bał się dekonspiracji. Poza tym, każda godzina przeznaczona na transowanie oznaczała godzinę mniej knucia albo tyrania. W konsekwencji: mniej kasy i mniejszy prestiż wśród wilczego stada.
Te odskoki w kobiecość pozwoliły jednak Aleksowi zachować dystans do świata. Co prawda, zapłacił swoją cenę za tyleż błyskawiczne, co pozorne (w gruncie rzeczy) sukcesy – przedwczesna siwizna, burzliwy rozpad pierwszego małżeństwa, jakieś problemy zdrowotne... ale jednak nie zwariował. W przeciwieństwie do paru kolegów z tamtych lat. Wreszcie odpuścił. Po raz kolejny zmienił pracę – na teoretycznie spokojniejszą. Można by nawet uznać, że się ustabilizował. I wtedy przestałam być mu na cokolwiek potrzebna... Aż po paru latach – coś go podkusiło.
Pracował wtedy za granicą. Wpadł po coś na chwilę do Warszawy... i niespodziewanie okazało się, że popołudniowy lot powrotny odwołano z powodu mgły, spowijającej Okęcie. Aleks, pchnięty nagłym impulsem, po prostu wypożyczył samochód – jakieś sfatygowane Renault – i pojechał do Fakowic. Po to, żeby po latach rozłąki opowiedzieć Ewie, co się z nim działo, czego dokonał, a co mu się nie udało, kogo uważa za przyjaciela, a kogo za kretyna lub drania.
Po drodze, w czasie monotonnej jazdy dwupasmówką, strzelił mu do głowy wariacki pomysł.
–A gdybym tak odwiedził cię jako Alka... Nie wolałabyś przypadkiem, Ewuś? – zapytał na głos.
Wyobraził sobie, że zatrzymuje się po drodze i robi niezbędne zakupy. Hmm, przebrać się i umalować można by na jakimś ustronnym parkingu przed Fakowicami – pomyślał. I pójść na cmentarz jako Alka... Tak, jak Ewa lubiła najbardziej. W spódniczce i w rajstopach. W butach na wysokim obcasie. Ze szminką na ustach.
–Kretyn – odpowiedział sobie po chwili – Dla niej chcesz to zrobić, czy dla siebie? A może adrenaliny ci się zachciewa? No, to masz.
Mocniej nacisnął gaz. Dwa następne łuki pokonał na granicy poślizgu. Poszedł więc jeszcze ostrzej. Za trzecim razem, w dość długim, lewym zakręcie, poczuł już bardzo wyraźną przewagę siły odśrodkowej nad grawitacją i tarciem, trzymającymi samochód w kontakcie z mokrym asfaltem... Dziób wyraźnie miał ochotę pojechać prosto. Popuszczenie gazu i chwilowe dociążenie przedniej osi sprawiło, że napędzane koła odzyskały przyczepność – za to nadwozie przechyliło się niebezpiecznie na prawą burtę, a tył nabrał skłonności do zwiedzania pobocza. Aleks skontrował kierownicą i – lekko dodając gazu – przywrócił autu właściwy kurs.
– Tapczan, nie samochód – mruknął, komentując nadmiernie miękkie zawieszenie – Do wożenia teściowej na mszę to może to i dobre...
Dwa następne zakręty przejechał już nieco wolniej, nie ufając „komfortowym” nastawom zawieszenia. Badał jego reakcje. Potem znów zaszarżował... Lubił to uczucie. Tę chwilę niepewności, nierównej walki z prawami fizyki – i niemalże seksualną satysfakcję, gdy półtorej tony stali i tworzyw sztucznych, rozpędzonych do prędkości ponad stu kilometrów na godzinę, posłusznie słuchało komend kierowcy, zawartych w nieznacznych, płynnych ruchach rąk i nóg.
Miał diabelną ochotę na więcej – ale deszcz ze śniegiem zacinał coraz mocniej, ruch był spory, a samochód „obcy” i zdecydowanie mało sportowy. W tej sytuacji Aleks z żalem zdjął nogę z gazu. Hehe, zbyt wiele osób by się cieszyło, gdybyś teraz wyrąbał w plener, durniu... – pomyślał. Zdecydowanie, nie zamierzał nikomu robić przyjemności, związanej z czytaniem nekrologu Aleksandra Mayera.
Do Fakowic dojechał już niemal zgodnie z przepisami. Jak emerytowany taksówkarz – śmiał się w duchu.
Mały strzał adrenaliny zawsze dobrze mu robił na zdrowy rozsądek. Dzięki niemu oparł się pokusie kupienia w jakimś przydrożnym miasteczku damskich fatałaszków i pójścia na cmentarz en femme. Stanął nad grobem Ewy jako facet – ale czuł się tu źle w tym stroju. To wzbudziło jego ciche zdziwienie. Owszem, kiedyś bywało przecież różnie, ale ostatnie dwa lata były już całkowicie wolne od pokus przebierania się. Teraz, im bliżej był Ewy, tym silniej coś kobiecego odzywało się w psychice Aleksa.
–No i widzisz, mała... – mruknął na powitanie, wyciągając z kieszeni płaszcza znicz – z tobą mi się to po prostu kojarzy. Pewnie się cieszysz...?
Nad fakowickim cmentarzem zapadał właśnie zmierzch. W szarości wieczoru słabo błyskały pojedyncze lampki, rozstawione tu i ówdzie na nagrobkach. Aleks podniósł kołnierz płaszcza i otworzył parasol. Zimna, mokra mżawka stawała się coraz bardziej dokuczliwa.
Kiedyś tęsknił za tymi chwilami, kiedy samotnie stawał nad grobem Ewy, kiedy zapalał znicz i – wpatrzony w migoczący płomyczek – szeptem rozmawiał ze zmarłą. Potem przestał. Nie, żeby od razu zapomniał. Po prostu miał już inne groby, w których też leżeli ludzie niegdyś mu bliscy. Ludzie, z którymi też byłoby o czym pogadać. Gdyby człowiek miał na to czas – i odwagę.
Ś.p. Ewa Hlińska
1963-1985
Zmarła śmiercią tragiczną

Po raz tysięczny czytał ten napis, połyskujący mosiądzem na czarnym, lastrikowym tle. Niektóre litery były już nieco obluzowane i przekrzywione...
No, tak. To już ponad dwanaście lat – pomyślał – Ewa, dwanaście lat bez ciebie... Coś ścisnęło go za gardło.
Aleks zapalił papierosa i starał się opanować wzruszenie. Myślał, że będzie łatwiej. Tyle się przecież działo... Tyle kobiet było po drodze, tyle wydarzeń wielkich i małych, smutnych i radosnych. Przywykł do rozstań i do dramatów. Do zadawania bólu i do jego znoszenia – zarówno w życiu prywatnym, jak i w zawodowym. W pewnym momencie nawet sam uznał się już za cynika wręcz doskonałego. Otoczenie przylepiło mu taką łatkę znacznie wcześniej. Miał Ewie sporo do opowiedzenia. Kiedy wreszcie popatrzył na zegarek, nie chciał wierzyć – tkwił nad grobem już trzecią godzinę. Okopcona miseczka po starym zniczu, którą znalazł w błocie i którą wykorzystywał jako popielniczkę, wypełniła się niedopałkami. Westchnął.
–Muszę lecieć... Zimno, wiesz? – szepnął – Ale teraz będę pewnie bywać częściej... Trzymaj się, Ewuś.
Odszedł, nie odwracając się. Brnąc przez śnieżno-błotną breję zastanawiał się, czyje wizyty obiecał Ewie. Aleksa – czy Alki? Zaklął pod nosem. Nie chciał wracać do tego, co było... Ale natrętna myśl o przebierankach od nowa zagnieździła mu się w czaszce.
Wiedziałam, że spłoszyły go te skojarzenia, związane z osobą Ewy. Bał się ich. Kiedyś uciekł z Fakowic przed Ewą... Ale nie mógł uciec przede mną.
W dwa tygodnie później Aleks zakończył likwidowanie swoich zagranicznych interesów. Wynajął w Polsce kolejne mieszkanie.
–Które to już...? – zastanawiał się, przenosząc przez próg karton z książkami.
Nie chciało mu się liczyć. Nagle pozazdrościł ludziom prostych, mieszczańskich zwyczajów. Przywiązania do miejsca i do roli społecznej. Nudnej, acz bezpiecznej świadomości zakorzenienia. Wiedzy, co się będzie robiło za lat pięć, dziesięć czy dwadzieścia. Pewności co do tego, na którym cmentarzu kiedyś się spocznie.
Jutro miał objąć nowe obowiązki. Widział już tabliczkę na drzwiach gabinetu. „Aleksander Mayer. Dyrektor... czegośtam”.
– Cholera! Straszny obciach – pomyślał.
Ale to dopiero jutro. Wiedział, co może zrobić, żeby w dyrektorskim fotelu nie zestarzeć się psychicznie. Znów potrzebował dystansu do rzeczywistości. Potrzebował mnie.
Wygrzebał z przeprowadzkowego bajzlu portfel i kluczyki od nowego auta. I pojechał po niezbędne zakupy.
Dwie godziny później przed lustrem stałam już ja – Alka.
Stałam i przyglądałam się sobie krytycznie. Dawną urodę szlag trafił, nie dało się ukryć. Po pierwsze – wyraźna nadwaga. Skutek kilku lat bardzo niesportowego trybu życia... Talia osy i smukłe nogi stanowiły już tylko wspomnienie.
Twarz? Nieudolny makijaż nie pokrył ziemistej cery i nie wygładził rysów zmęczonego buldoga... No, z tym buldogiem to trochę przesada – ale piękny to ten widok nie był.
Żadna Alka. Z pewnością nie Aleczka. Co najwyżej, stateczna pani Aleksandra – skonstatowałam złośliwie. O, tak...
– Wyglądasz, jak główna księgowa z GS-u! – warknęłam do baby w lustrze – Jeszcze tylko powinnaś być tlenioną blondyną...
Rozczarowana, porzuciłam lustro i ciężko klapnęłam na kuchenny taboret. Zapaliłam papierosa. Potem ruszyłam tyłek i wyciągnęłam z lodówki piwo.
– No, tak, gruba klępo – powiedziałam do siebie – Zapuść sobie jeszcze piwne brzuszysko do kompletu...
Ale wysuszyłam butelkę do końca. Psiakrew, zacznę dbać o siebie od jutra... – pomyślałam. Oczywiście, nie zaczęłam. Do dzisiaj.
Dlatego jako Aleczka od lat nie pokazuję się światu. Po prostu – i tak nie ma na co patrzeć. Brzydka kobieta się ze mnie zrobiła. Mam wrażenie, że zaprezentowanie komukolwiek tej baby byłoby sprofanowaniem pamięci o Aleczce sprzed lat – smukłej i pełnej wdzięku. Wiem, głupia jestem...
Poza tym, to Aleks jest teraz na pierwszym planie. Upływ czasu mu służy – w przeciwieństwie do mnie. Chociaż parę razy w życiu grał va banque i przegrywał z trzaskiem – to jednak, mimo wszystko (ma skubaniec naturę Feniksa!) zrobił coś na kształt kariery zawodowej. Ba, ma poważne widoki na więcej... Gdybym za bardzo zaszalała, mogłabym mu poważnie zaszkodzić. A tego nie chcę. We własnym, dobrze pojętym interesie.
W dodatku Aleks ożenił się ponownie. Tym razem szczęśliwie. Ma teraz piękną, mądrą i kochającą żonę – i fantastyczne dzieciaki. Żona Aleksa absolutnie nie rozumie i nie toleruje facetów, przebierających się w damskie ciuchy. To dla niej, tuż przed ślubem, Aleks wyrzucił wszystkie posiadane fatałaszki.
Niestety – potem okazało się, że w niektóre jej sukienki i spódnice od biedy się wbija... Zwłaszcza, jak przez jakiś czas odmawia sobie nocnego myszkowania w lodówce. I oczywiście trudno mu się czasem oprzeć tej pokusie.
Niemniej, żona to dla Aleksa rewelacyjne zabezpieczenie przede mną – przed Alką. Żeby go znów gdzieś za bardzo nie poniosło.
Ostatnio przez dłuższy czas był znowu spokój. Aż sama myślałam, że umarłam... Ale, oczywiście, nie. Wróciłam – i niedawno narobiłam Aleksowi trochę rabanu. Dlatego z radością rzucił się na ten portal. Klepanie w klawiaturę zamiast realnego transowania – to miał być wentyl. Bezpieczne odreagowanie stresów dnia powszedniego. Wirtualne i niewinne.
Hmm, ale ja kombinuję. Próbuję. Walczę. Co z tego wyjdzie? Ano, zobaczymy. Może niedługo? Ale nawet jeśli – to tego już nie będzie w pamiętniku...
KONIEC


Lut 4, 2014
natasza1967

Strzępy pamiętnika cz. 18

 

Sprawa mojego pocałunku z sympatycznym gejem w pociągu jakoś przyschła. Przynajmniej – na to wyglądało. Ewa w końcu dała wiarę, że był to jedynie grzecznościowy cmok w ramach podziękowania... Nie miałyśmy zresztą czasu, by to roztrząsać. Leciałyśmy wtedy z dworca do niej do domu, by zdążyć mnie przebrać i przepakować ciuchy, zanim mama Ewki wróci z dyżuru w szpitalu. Ach, zmywanie lakieru z paznokci! Omal nie zapomniałyśmy... Potem – już jako Aleks – poszłam do domu i przespałam prawie całą dobę.
Jeszcze szybka randka następnego dnia – i niestety, musiałyśmy się zaraz żegnać, bo Ewa jechała na zgrupowanie swojej drużyny siatkarskiej. Gdy wróciła, trwał już rok szkolny, więc miałyśmy dla siebie mało czasu. Przyszła jesień i jesienne chandry, Aleks usiłował być w miarę dobrym uczniem, Ewa pisała pracę magisterską.
Ja – czyli Alka – zostałam zahibernowana w głębi szafy. I nawet nie było mi z tym źle. Chyba po wakacyjnych ekscesach nastąpił przesyt kobiecości.
Aleks wrócił do normalnego życia osiemnastoletniego chłopaka: kochał się ze swoją dziewczyną dorywczo i już bez makijażu, obficie popijał alkohol z kumplami (ech, ta pamiętna impreza, inaugurująca jego oficjalną i formalną dorosłość!), pasjonował się piłką kopaną...
Gdy Ewa zaproponowała, by razem poszli na narodowy stadion na piłkarski mecz Polska-Belgia (decydujący o awansie do meksykańskich Mistrzostw Świata), przystał na to z radością. Ale gdy bąknęła, że w sumie to mogłyby zasiąść na trybunach dwie panienki... popatrzył na swoją ukochaną jak na wariatkę. I poszedł w spodniach.
Temat przebieranek przestał istnieć. Dopiero gdy spadł pierwszy śnieg, coś pisnęło w chłopięcej duszy Aleksa. Pisnęło damskim dyszkancikiem Aleczki... Nasz podmiot liryczny siedział na lekcji matematyki, nawet nie próbował zrozumieć, co mówi nauczyciel – i melancholijnie gapił się na zgrabne nogi Moniki, jednej z najbardziej atrakcyjnych dziewczyn w klasie.
Niezbyt wysoka, ale diabelnie zgrabna – nawet zimą nosiła krótkie kiecki. Tego dnia miała sztruksową spódniczkę nad kolano... Obciągnięte czarnymi rajstopami uda, kolana i łydki z czymś się Aleksowi kojarzyły. Z czymś diabelnie fajnym i przyjemnym... Kurczę, czemu ja nie mogę tu siedzieć w takiej fajnej spódnicy i w rajstopach – myślał. W końcu, jego nogi też były całkiem-całkiem... To było niesprawiedliwe: trzy czwarte świata zazdrościło podwozia Moniczce – a nogi Aleksa, taki świetny, erotyczny fetysz i przedmiot jego cichej dumy, musiały marnować się zamaskowane portkami. Chłopak postanowił coś z tym zrobić.
Tego dnia wrócił ze szkoły późno. Gdy skończył odrabiać lekcje, dochodziła północ. Rodzice już spali. Spakował zeszyty, poszedł do kuchni, uchylił okno i zapalił papierosa. Wydmuchując dym na zewnątrz, lekko drżąc z zimna, wyobrażał sobie, że stoi tu na wysokich obcasach, w zgrabnej kiecce, że ma umalowaną twarz... A właściwie? Dlaczego nie? – błysnęła mu w głowie szalona myśl.
Dziesięć minut później Aleksa już nie było.
– Wróciłam... – powiedziałam do swojego odbicia w lustrze łazienki.
Miałam na sobie sukienkę mamy i jasnobrązowe rajstopy. Pomalowałam usta na jaskrawoczerwony kolor. Wiedziałam, ze rano trzeba zwlec się do szkoły i że będę cholernie niewyspana... ale nie zamierzałam jeszcze iść do łóżka. Nasłuchując, czy któreś z rodziców przypadkiem się nie budzi, wymknęłam się znów do kuchni na papierosa... Ech, żeby ta chwila mogła trwać wiecznie. Byłam chyba tak szczęśliwa, jak za pierwszym razem, gdy – przypadkiem założona – matczyna kiecka nagle odesłała w niebyt wszystkie doczesne zmartwienia i problemy Aleksa. Tamten męski świat chwilowo nie istniał. Przeniosłam się do równoległej rzeczywistości.
Brakowało mi Ewy... Potarłam o siebie uda. Mmmniammm... Dobre i to.
Fosforyzujące wskazówki kuchennego zegara wskazywały prawie trzecią, gdy rozsądek kazał mi zetrzeć szminkę z ust, odwiesić kieckę na miejsce i iść spać. Ku własnemu zdziwieniu, zasnęłam od razu. A rano, otwierając oczy, wiedziałam. Byłam Alką. Znowu.
Wierzycie w szczególną, kobiecą intuicję? Bo ja raczej nie. Ale wtedy Ewa wykazała się zdolnościami paranormalnymi. Gdy niewyspana Aleczka, przebrana za nieobecnego Aleksa, parzyła sobie przełyk poranną kawą zbożową z mlekiem, zadzwonił telefon.
–Do ciebie, synu... – mruknął stary, podając mi słuchawkę. –Aleks, słucham? –Ewa mówi... Wiesz co, maleństwo, tak sobie pomyślałam, że chyba dawno nie pieściłam cię pod spódniczką... Tęskni mi się za moją dziewczynką – a tobie?
Tego popołudnia poszłyśmy na łyżwy na miejskie lodowisko.
Ewa w spodniach i w skórzanej kurtce – no i oczywiście jeździła w czarnych butach Aleksa. Ja w ukochanej, plisowanej, szkockiej minispódniczce, w dwóch warstwach rajstop i w grubym, czerwonym golfie – na nogach miałam białe figurówki Ewy.
Bawiłyśmy się jak wariatki, całe szczęśliwe. Humoru nie popsuł mi nawet widok Gochy – koleżanki z klasy – która wyjechała na lód ze swoim facetem i oczywiście mnie rozpoznała. Najpierw z wrażenia omal nie walnęła o taflę, potem uśmiała się serdecznie... a potem stwierdziła, że to w ostateczności sprawa moja i ewentualnie Ewki, w czym jeżdżę na łyżwach. Wspomniała szkolny prima aprilis i westchnęła:
– No, bo w sumie to jako laska jesteś lepszy, niż jako facet...
Hmmm. W zasadzie Aleks powinien się poczuć tym tekstem dotknięty. I byłby... gdyby znajdował się wtedy na lodowisku. Ale szczęśliwie był nieobecny, zaś mnie, czyli Aleczce, komplement Gochy bardzo się spodobał.
Jacyś faceci próbowali mnie potem podrywać (uciekłam w milczeniu), jakieś zazdrosne, przytęgie dziewuchy skomentowały złośliwie długość mojej spódnicy (zlekceważyłam), wreszcie – kierownik lodowiska przypomniał nam, że on też ma rodzinę i chce zamykać obiekt, zgasić światła i iść do domu. Z żalem wykręciłyśmy ostatnie piruety i zeszłyśmy z lodu.
Do domu wracałyśmy okrężną drogą, nie spiesząc się. Miałam na sobie białe kozaki na obcasie i turecki kożuch Ewy oraz czapeczkę, szalik i rękawiczki z wściekle różowej włóczki... Szłyśmy przytulone, śnieg skrzypiał nam pod nogami, rozgwieżdżone niebo zapewniało nastrój. Życie było piękne.
A potem znów nie było okazji... aż Ewa zadzwoniła z rewelacją.
– Siedzisz? Nie? No, to siadaj i słuchaj – mówiła podekscytowanym głosem – Jest doroczny bal sylwestrowy naszego wydziału... Jak zwykle, w ośrodku FWP w górach, w Rzecznej. Nawet niezłe zawsze były te imprezy – ale tym razem będzie lepsza. Uważaj. Wymyślili, że tym razem będzie to bal kostiumowy. Wszyscy muszą być poprzebierani. Muszą, kapujesz!? Kapowałam. Chwała Bogu, miałyśmy jeszcze trochę zachomikowanych funduszy z porzeczek, więc forsa nie stanowiła problemu. Pozostało uzgodnić szczegóły. Poszło nam szybko: Ewa idzie przebrana za faceta, ja jako jej kobieta. Żeby było uroczyściej, przebieramy się w stroje historyczne... –No, pięknie, ale skąd my weźmiemy takie ciuchy? – przystopowałam entuzjazm dziewczyny. –Z teatru. Hihi, już zrobiłam rozpoznanie bojem – przyznała się – Kosztuje to pół litra od każdej sztuki ubrania, płatne nieoficjalnie dla jednej pani garderobianej... Firma w Sylwestra i tak nieczynna, przynajmniej mole im nie będą żarły! –Dobra, ale przecież te ciuchy się przepocą, mogą zniszczyć... –Nie twoje zmartwienie. Pani garderobiana mówi, że się wywietrzą... a co do ewentualnych zniszczeń, to podobno poza nią i tak nikt nie wie, co jest w magazynie!
Więcej obiekcji nie miałam. Następny rekonesans w teatrze zrobiłyśmy już razem. Cztery godziny nurkowania między wieszakami, przymiarek, kłótni. Dopięłyśmy ostatnie szczegóły. I przyszła wiekopomna chwila – czyli poranek ostatniego dnia roku.
Do Ewy pojechałam w ciuchach Aleksa. Sytuacja była o tyle komfortowa, że jej rodzice byli uprzedzeni, że na bal zamieniamy się rolami – entuzjazmu nie wykazali – ale mogłam i tak bez stresu przebierać się przy nich.
Ewka powitała mnie w domowym swetrze i w nieśmiertelnych dżinsach. Zrobiła kawę i poleciałyśmy na górę, na próbę generalną naszych kostiumów.
Zrzuciłam męskie ubranie, założyłam rajstopy i jasnobrązowe pantofelki na niewielkiej szpilce. Potem balowa sukienka... Łaaał, to było coś! Składała się z dwóch części. Górną stanowiło coś w rodzaju gorsetu – obcisłe, sznurowane wdzianko, wykończone od góry szeroką falbaną z koronkami, biegnącą wokół biustu i ramion. Nie zakładało się pod to stanika – zamiast niego w miseczki gorsetu włożyłyśmy odpowiednio dopasowane woreczki z watą, które Ewka przyfastrygowała do materiału. Wdzianko odsłaniało górną część torsu i ramion – muszę przyznać, że wyglądało to efektowniej, niż najlepszy dekolt.
Dół kreacji stanowiła szeroka spódnica z falbaną, długa prawie do kostek – także obficie zdobiona koronką. Całość była utrzymana w barwach soczystej zieleni i ciemnego beżu, a na kwiatowych motywach połyskiwał masywny haft w kolorze starego złota.
Strój uzupełniały długie za łokieć rękawiczki oraz szeroki pas, dodatkowo ściskający talię i wiązany w kokardę nad tyłkiem. Na szyję perły, na palce parę pierścionków, złota bransoletka na przegub – no i najważniejsze: pszeniczno-żółta peruka. Długie włosy, chociaż skręcone w drobniutkie, spiralne loczki, sięgały mi teraz poza połowę pleców... Pierwszy raz w życiu zostałam blondynką.
Podtrzymując ręką rąbek sukni ostrożnie zeszłam na dół i stanęłam przed lustrem. Gdybym nie wiedziała, że stojąca przede mną romantyczna dama to ja – to bym nie uwierzyła. Widok był piorunujący, a odmiana całkowita. A przecież byłam wciąż jeszcze nie umalowana! Żałowałam, że nie będę miała wachlarza, pasowałby do tego stroju – ale cóż, pani garderobiana chciała za jego użyczenie dodatkowej półlitrówki... i uznałyśmy, że to już byłaby z naszej strony nadmierna rozrzutność.
Przeszłam się po hallu, spróbowałam usiąść. Kiecka super wygodna to zdecydowanie nie była... ale dla tego efektu wizualnego warto było cierpieć. Około północy będę tylko musiała poprosić Ewę o poluzowanie gorsetu – przemknęło mi przez myśl. Maksymalnie ściśnięta, już czułam fiszbiny wrzynające mi się w dolne żebra. Ciekawe, jak długo da się w tym wytrzymać...
– Milady... – Ewa zamiotła przede mną podłogę nieistniejącym kapeluszem – Królestwo leży u twych stóp... O, pani!
Roześmiałam się, poszłam do kuchni i zapaliłam papierosa.
–Hihi, ten pet to ci niezbyt pasuje do całości – parsknęła Ewka, widząc, co robię. –Trudno... Nie tylko pet – zauważyłam w odpowiedzi. –Ale peta widać! A reszta tych rzeczy, co to całkiem nie pasują do stroju, akurat jest porządnie schowana pod kiecką... – dziewczyna mówiła to z wyraźnym żalem.
Drzwi do kuchni otworzyły się i stanęli w nich rodzice Ewki. Dłuższą chwilę przyglądali się nam w milczeniu. Potem ojciec pokręcił głową i westchnął. Mama dziewczyny podeszła, wzięła mnie za rękę i obróciła.
–No, śliczna dziewczyna – powiedziała z lekkim uśmiechem – A ty, Ewcia, co? –A ja będę d’Artagnanem!
Po kwadransie już była. W obcisłych, czarnych spodniach, w białej koszuli z żabotem i w czarnym, aksamitnym kaftanie wyszywanym srebrem wyglądała faktycznie jak niesforny, gaskoński chłopak. Na nogach miała wysokie, rajtarskie buty z żółtej skóry, z wywijanymi cholewami. Wyposażone w niewielki koturn, sprawiały, że Ewa wciąż była ode mnie minimalnie wyższa – pomimo moich pantofelków na obcasiku. Od jej prawego ramienia po lewe biodro zwieszała się amarantowa szarfa, imitująca pendent. Na wypożyczenie szpady niestety nie było szans – okazało się, ze nasza przekupna pani garderobiana do tego typu gadżetów nie miała dostępu. Ewa była niepocieszona z tego powodu.
–Bez szpady to taki ze mnie muszkieter, jak z Breżniewa baletnica! –Odrobinę szacunku dla nieboszczyka – zaprotestowałam – Czepiaj się nowego genseka... –O! To Lońka już nie żyje? – zdziwienie Ewy było szczere – Wiesz, że się tym specjalnie nie interesuję... Zabili go, czy tak sam z siebie kojfnął? –A diabli wiedzą – mruknęłam, bo choć normalnie zawsze byłam gotowa do politycznych dyskusji, to tym razem, wyjątkowo, bardziej interesowały mnie inne rzeczy.
Ewa przykleiła sobie czarny wąsik nad górną wargą oraz niewielką, hiszpańską bródkę.
– Kawalerze d’Artagnan! – zaśmiałam się, podając jej ramię – Królestwo czeka na ciebie, wróg u granic...
Niestety, nie było nam dane długo cieszyć się przebraniami. Jeszcze jedna prezentacja dla rodziców – i trzeba było szybko przebierać się w normalne ciuchy. Ledwo skończyłyśmy, zadźwięczał dzwonek.
– Andrzej! – zawołała Ewa i pobiegła do drzwi.
Po chwili wróciła w towarzystwie dość wysokiego, barczystego blondyna z brodą. Przedstawiła nas. Andrzej był jej kolegą, świeżo upieczonym magistrem i asystentem na wydziale. Jako szczęśliwy posiadacz starego „malucha” miał nas zawieźć na bal.
– To co, jesteście gotowi? No, to wio! – zakomenderował.
W samochodzie poznałam jeszcze Mariolę – narzeczoną Andrzeja, sympatyczną, dość pulchną brunetkę. Pół godziny zajęło nam upchanie się w samochodzie wraz z bagażami.
Ewa usiadła obok kierowcy, ja za nią. Suknia Milady, zapakowana w wielki foliowy worek, została rozłożona na kolanach moich i Marioli. Na wierzchu spoczął jeszcze drugi wór, zapewne zawierający kreację dziewczyny. W objęciach ściskałam plecak z butami muszkietera, moją peruką i gorsetem oraz z „zapasowymi” szampanami. Torbę z ciuchami Ewy miałam pod nogami, co zmuszało mnie do trzymania kolan pod brodą. Mniejsze tobołki podróżowały w skromnym bagażniku Fiacika oraz we wszelkich możliwych zakamarkach jego wnętrza. Saszetka z kosmetykami, upchnięta na półce pod tylną szybą, uwierała mnie w kark. Chyba wtedy zaczęłam nabierać niechęci do małych samochodów.
Po drodze Ewa, Mariola i Andrzej plotkowali o jakichś niezrozumiałych dla mnie sprawach uczelnianych. Nie brałam udziału w rozmowie. Pogrążyłam się w marzeniach o czekającym mnie szalonym balu... Moja dziewczyna jako dzielny muszkieter, ja jako rokokowa dama jego serca, ośnieżone góry i dobre, wyluzowane towarzystwo – czegóż więcej mogłam chcieć, będąc nastoletnim transwestytą?
Chyba niczego... Ta noc zapowiadała się cudownie. Patrzyłam na przesuwające się za oknem wsie i lasy i byłam bezgranicznie szczęśliwa. Pomimo coraz bardziej cierpnących nóg i karku, obolałego od ucisku torby z kosmetykami.
–Jędrek, nie spiesz się tak, mamy sporo czasu – powiedziała Mariola. –Wolę być wcześniej, spokojnie się zagospodarujemy, coś zjemy... – mruknął kierowca. –No, zdecydowanie, przydałoby się zjeść przed imprezą coś konkretnego. Bo ja to już jestem głodna – poparła go Ewka – Pójdziemy do tej góralskiej knajpy, wiecie, tam gdzie byliśmy w zeszłym roku, nie? Mniam, dobry bigos tam mają! –Głodomór – mruknęłam – Ja tam głodna nie jestem... A nawet jakbym była, to i tak myśl o pewnym elemencie garderoby raczej nie pozwoli mi się napychać! –Ciiicho, bo się wyda... – przystopowała mnie Ewa. –Jędruś, zdążymy i do knajpy, ale zwolnij. Za szybko znowu, jak dla mnie – marudziła dalej Mariolka.
Faktycznie, Andrzej prowadził dość agresywnie. Szybko – to nie było zbyt odpowiednie słowo (z racji nikłych możliwości obładowanego „malucha”), ale właśnie „agresywnie”. Zmieniał biegi przy wciśniętym do oporu gazie, powodując wyczuwalne szarpnięcia auta. Ścinał zakręty, raz po raz przekraczając linię środkową jezdni. Wyprzedzał nie tylko wlokące się ciężarówki i autobusy, ale również znacznie mocniejsze samochody osobowe. Często robił to „na styk”, już bez żadnej rezerwy przyspieszenia, kilka razy zmuszając jadących z przeciwka do wyraźnego zwalniania lub odsuwania się na pobocze. Wracał wtedy na swój pas gwałtownym skrętem, tuż przed maskami innych pojazdów.
– Jezdnia jest sucha, spokojnie, kobieto... – rzucił z uśmiechem nasz kierowca, ostro hamując tuż za zderzakiem doganianego autobusu PKS – Cholera, następny zawalidroga!
Przez kilkanaście sekund jechaliśmy w milczeniu. Patrzyłam na dłonie Andrzeja, luźno oparte na ramionach kierownicy, podświadomie czekając na szarpnięcie autem w lewo. Dwa metry przed naszą maską kłębił się czarny dym z rury wydechowej zdezelowanego Jelcza.
– No, to żegnamy śmierdziela...
Andrzej wyjechał gwałtownie na przeciwległy pas i wdusił gaz do oporu. Obciążony samochodzik jednak wcale nie chciał nabierać prędkości. Sekundy płynęły, a my niesamowicie wolno, centymetr po centymetrze, przesuwaliśmy się wzdłuż autobusu. Patrzyłam na zbliżający się zakręt.
–Cholera – zaklął Andrzej i dopiero teraz zredukował bieg – Ech, żeby tak mieć pod nogą ze sto koni! –Jędruś, nie zdążymy – powiedziała Mariola cicho.
Ściana lasu, kończąca długą prostą, rosła w oczach. Silnik wył jak oszalały na maksymalnych obrotach. Zerknęłam na szybkościomierz. Wskazywał prawie osiemdziesiątkę. Byliśmy na wysokości przodu autobusu, gdy zza zakrętu wyłonił się inny „maluch”...
Potem wydarzenia nabrały tempa. Andrzej szarpnięciem kierownicy w prawo wrócił na nasz pas tuż przed maską wyprzedzanego Jelcza, ale wtedy zorientował się, że jedzie niewłaściwym torem i w dodatku zbyt szybko, by zmieścić się w ciasnym łuku. Wdepnął hamulec. A jezdnia w lesie nie była bynajmniej taka sucha, jak wydawało się niedoświadczonemu kierowcy. Samochód, zamiast zwolnić, zamienił się w sanki. Na zablokowanych kołach, lekko obracając się wzdłuż osi, sunął ku wielkiemu świerkowi. Patrzyłam na ten pień jak zahipnotyzowane, przerażone, bezradne zwierzę. Do dziś pamiętam zarys najniższego konara, jakiś sęk...
Uderzyliśmy prawym bokiem. Huk, zgrzyt blachy, czyjś krzyk. Potem zapadła ciemność.
Gdy po chwili otworzyłam oczy, spodziewałam się zobaczyć ośnieżony las i wrak samochodu... Ale nic z tych rzeczy. Biel, którą ujrzałam, była bielą sufitu. Ja ujrzałam? Nie, nie było mnie. Teraz był Aleks. Aleczkę gdzieś wcięło.
Chłopak rozejrzał się. No, tak. Szpital. Poruszył rękami. Działały. Nogi też. Nie było więc źle, choć lewe przedramię owinięto mu w bandaż. Opatrunek wymacał też na głowie. Chyba nic poważnego... Spróbował się podnieść. O, udało się – po chwili siedział na łóżku. Zauważył, że jest ubrany tylko w sprane spodnie od piżamy. Poczuł chłód.
Na sąsiednim łóżku pochrapywał starszy mężczyzna. Dwa inne były puste. Aleks powoli opuścił nogi na podłogę, podparł się rękami i wstał. Pierwszy krok, drugi... Poczuł zawrót głowy. Drzwi otworzyły się – starsza, siwowłosa pielęgniarka coś mówiła, podtrzymując go i prowadząc do łóżka, ale nie wiedział, co. Dał się ułożyć bez protestu... i znów zapadła ciemność.
Potem śniły mu się koszmary. Ktoś mówił o pogrzebie. Aleks krzyczał, że żyje i że nie da się pochować. Czyjeś ręce jednak złapały go i zapakowały do skrzyni, która bez wątpienia była trumną. Trzask wieka – i znów ciemność. I jeszcze raz to samo. I znowu... A potem nagle las, w lesie zgnieciona konserwa samochodu, krew na śniegu... I bezwładne ciało, leżące na noszach, przykryte prześcieradłem. Aleks podszedł do tych noszy, dziwnie lekki, ale pełen niepokoju. Chciał zajrzeć, kto też leży pod całunem... Ale jakiś milicjant złapał go za ramię, odciągnął, chciał zapakować do radiowozu – chłopak szarpnął się, wyrwał, w tym czasie dwaj sanitariusze podnieśli te nosze, zaczęli iść z nimi w kierunku zaparkowanych na poboczu szosy samochodów. Aleks zwodem minął kogoś zastępującego mu drogę, zerwał się do biegu, widział, że całun na noszach przesiąka krwią... Potknął się, upadł w śnieg, wstał, doskoczył, szarpnął prześcieradło... I na tym sen się kończył.
W następnym majaku pojawiła się Ewa. W długiej, białej sukni z welonem. Stała nad łóżkiem chłopaka i pytała, co on sobie wyobraża...
–Jak długo mam czekać? Stoję jak durna pod kościołem, a ty się wylegujesz?
Aleks próbował się zwlec łóżka i wtedy ze zdumieniem stwierdzał, że jest ubrany nie w szpitalną piżamę, tylko w strój ekskluzywnej dziwki. Patrzył na swoje nogi w siatkowych pończochach i na niebotyczne szpilki. Wstawał, zerkał w wielkie lustro i widział, że ma na sobie także wydekoltowaną minisukienkę i że jest ostro wymalowany. A Ewa śmiała się i mówiła coś o operacji zmiany płci i że to świetnie, że Aleks będzie druhną na jej ślubie.
–Jaką druhną? Jestem facetem, to za mnie miałaś wyjść! – krzyczał. –Nic z tego. Nie będę twoja. Nie będę twoja. Nie będę twoja...
Ciągu dalszego tego snu też Aleks nie zapamiętał. Ale, gdy obudził się następnym razem, to właśnie te słowa Ewy dźwięczały mu w uszach. „Nie będę twoja”. Poczuł niepokój.
–Witaj – nad jego łóżkiem pochylała się dobra, uśmiechnięta twarz przedwcześnie posiwiałej kobiety. Mama. –Hej. Co ze mną jest? I... Co z Ewą!? – Aleks czuł, jak wali mu serce. –W porządku... Nic nie masz połamane, trochę jesteś podrapany, za to wstrząs mózgu miałeś dosyć poważny. Ale już w porządku. Musisz dużo spać. Śpij... –Ale co z Ewą? – chciał szepnąć chłopak... i nie mógł.
Język odmawiał mu posłuszeństwa. Powieki opadały. Obraz znów się zamazywał.
–Śpij. Musisz dużo spać – słyszał dochodzący z oddali głos matki.
Kiedy obudził się po raz trzeci, już o nic nie pytał. Wiedział. Sen o noszach i o zwłokach przykrytych krwawym całunem dośnił wreszcie do końca. A może to wcale nie był sen? Może wyciągany z wraku Aleks na chwilę odzyskał przytomność – i zobaczył?
Andrzej i Mariola mieli połamane ręce i nogi, sporo obrażeń wewnętrznych, ale przeżyli. Ewa zginęła na miejscu. Podobno nie cierpiała.


<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Losowo wybrane anonse

noimage
pies szuka DOMINY
(Anonse BDSM / Osoba uległa)
sobota, 28 grudnia 2013
noimage
ulegly
(Anonse BDSM / Osoba uległa)
sobota, 26 października 2013
noimage
poszukuje dominy
(Anonse BDSM / Osoba uległa)
poniedziałek, 23 grudnia 2013
noimage
ulegly
( / Anonse BDSM)
czwartek, 14 listopada 2013